Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Wyjdź z siebie

0 349

Choć odarte z tajemniczości i pozbawione religijnej otoczki, transy i ekstazy wciąż są ludziom potrzebne. Pozwalają bowiem na chwilę oderwać się od codziennej gonitwy, wejść w inne rejony świadomości, spotkać się z czymś, co nie jest dostępne wszystkim.

Trans i ekstaza wyrzucają nas z siebie samych, pozwalają nam na jakiś czas wyskoczyć z pędzącego pociągu codzienności, zdystansować się od wyścigu szczurów i znaleźć się na chwilę poza osobistą historią. Zawiesić się w bezczasie, zapomnieć o tym, kim jesteśmy i co nas dręczy, a niekiedy doświadczyć czegoś fascynującego z zakresu „innej rzeczywistości”. Celowe wprawianie się w ekstremalne pobudzenie fizjologiczne, prowadzące do głębokiego oszołomienia, było i jest ważnym składnikiem życia ludzkich społeczności. Stany takie osiągały one i osiągają na wiele sposobów: za pomocą różnych środków psychoaktywnych (grzybów, kaktusów, lian, konopi, alkoholu), rytmicznej lub monotonnej muzyki, głodówek i pozbawiania się snu, powtarzania mantr, długotrwałych medytacji, wyczerpującej aktywności fizycznej (tańców, biegów). Badania historyczne i archeologiczne dowodzą niezbicie, że od czasów najdawniejszych człowiek upodobał sobie zmienianie stanów świadomości – pisał o tym słynny religioznawca Mircea Eliade w książce „Archaiczne techniki ekstazy”. Wszystko wskazuje na to, że praktyki te dotyczą na tyle istotnych aspektów psychologicznego i społecznego funkcjonowania człowieka, iż trudno sobie wyobrazić, aby kiedykolwiek znikły z życia codziennego. Już sama etymologia pojęć „trans” i „ekstaza” dowodzi, że mamy do czynienia z kwestiami poważnymi. W średniowiecznej francuszczyźnie słowo transe oznaczało „śmierć” i „przerażenie”, zaś łacińskie transire – „przechodzić”, „przekroczyć”, „przemijać”. Z kolei „ekstaza” wiąże się z pojęciami „naruszenia” i „zakłócenia”, „zdumienia”, ale także „obłędu” i „opętania”. Widać z samego tylko znaczenia słów, że znajdujemy się na subtelnym pograniczu takich obszarów, jak religia i kwestie ostateczne (w tym doświadczenie mistyczne i przekraczanie progu życia), psychopatologia i transgresja (stany „nienormalne”, ale też przekraczanie norm) oraz niektóre ekstremalne sytuacje psychologiczne i egzystencjalne. Za podstawową dla wszystkich tych kategorii należy uznać transcendencję, czyli wykraczanie bądź przekraczanie.

W dawniejszych czasach techniki osiągania transu i ekstazy były w każdej społeczności ściśle kontrolowane i reglamentowane, a służyły przede wszystkim celom religijnym i wspólnotowym. W społecznościach nowoczesnych są głównie domeną zabawy i rozrywki, ale także składnikiem przedsięwzięć o katartyczno-terapeutycznym (oczyszczająco-leczącym) charakterze.

Niemal pół wieku temu Roger Caillois w swojej słynnej książce „Gry i ludzie” wyróżnił obszar funkcjonowania człowieka, którego domeną jest „oszołomienie” – i nazwał go illinx. Francuski myśliciel w zabawach polegających na oszołomieniu dostrzegł przede wszystkim spazm, wstrząs fizjologiczny – radykalne, choć niezbyt głębokie wybicie z codzienności za pomocą silnego bodźca działającego na organizm na poziomie wręcz biologicznym. Jako ostoję tego typu rozrywek wskazywał jarmark i wesołe miasteczko – a więc karuzelę, rollercoastera (kolejkę powietrzną), diabelski młyn, taniec – i oczywiście alkohol oraz narkotyki (te ostatnie, jak wiadomo, na dłuższą metę zwiastują raczej kłopoty niż beztroskę). Charakterystyczne, że Caillois miał niechętny stosunek do religijnego aspektu oszałamiania się i widział w nim zasadniczo niebezpieczny element sprawowania władzy w społecznościach rządzonych przez magiczną mentalność i „mistyczne uczestnictwo” (participation mystique).

Mimo że Zachód ponad trzy stulecia temu wybrał sposób funkcjonowania odwołujący się do ideałów racjonalności, postępu technologicznego, oświecenia i pragmatycznego pozytywizmu, to jednak irracjonalne tęsknoty nie znikły w jego społeczeństwach – i trans oraz ekstaza nadal cieszą się powodzeniem, są wręcz poszukiwane. Tyle że współcześnie techniki ich osiągania zostały unowocześnione i zeświecczone. Z jednej strony osiąga się stany ekstatyczne i transowe za pomocą zaawansowanych technologii multimedialnych, z drugiej kontekst tego fenomenu jest zdecydowanie niereligijny (choć znawcy łatwo by się go w nim doszukali). Charakterystycznym przykładem współczesnych zjawisk tego rodzaju są wszelkie koncerty i imprezy klubowe, w których głośną i rytmiczną muzykę (m.in. rock psychodeliczny, heavy metal, techno), indukującą ekstremalne stany fizjologiczne, łączy się z grą świateł (np. bardzo psychoaktywny stroboskop) i projekcjami wideo oraz nielegalną, ale powszechną konsumpcją oszałamiających substancji (np. marihuany, LSD czy ecstasy).

Innym typowo współczesnym sposobem osiągania stanów ekstatycznych i transowych są sporty ekstremalne, szczególnie te, które nie tylko wymagają od „zawodników” specyficznych umiejętności, ale dodatkowo rozgrywają się w bardzo nietypowych warunkach. Przykładem mogą być nurkowanie głębinowe, skoki ze spadochronem (z wydłużonym czasem spadania bez otwartego spadochronu, tzw. free flow), bungee jumping, speleologia i surfing. W tego rodzaju działaniach na pierwszy plan wysuwa się element doznaniowy, prowadzący właśnie do specyficznych stanów ekstatycznych i transowych. Sporty ekstremalne dostarczają bowiem niesłychanie bogatej pożywki uwadze, wymagając od praktykującego miłośnika koncentracji napiętej do granic ostateczności. Za pomocą takiego (poniekąd wymuszonego) przywarcia adepta do „tu i teraz” odgradzają go one od mechanicznej, szarej codzienności i wypełniając cały umysł bez reszty, zdają się dostarczać mu przeżyć o niemal mistycznym charakterze, kiedy to każda chwila jawi się jako wypełniona po brzegi egzystencją, sensem, pełnią. Takie wymuszenie uważności, zarówno w stosunku do rzeczywistości, jak i stanów własnego ciała pełni rolę analogiczną do tej, jaką pełnią narkotyki, muzyka i multimedia w przypadku koncertów: to owa napięta uważność – wraz z uchwyconymi przez nią doznaniami – stanowi o atrakcyjności całego przedsięwzięcia. Przy tym nie tylko wyrzuca ona jednostkę poza codzienność, a pewnie i poza ego, ale też zwiększa poczucie immanencji, gdyż wręcz zawłaszcza uczestnika na rzecz aktualnego dziania się, absolutyzując je, tak że doznawana wtedy rzeczywistość jawi się jako namiastka obecności bóstwa.

Jednak wszystko wskazuje na to, że najbardziej popularnym – i poszukiwanym – sposobem osiągania transu i ekstazy są pieniądze i władza, najlepiej polityczna. Nie trzeba być psychologiem, aby przekonać się (na wiele sposobów ujawnia to medialna codzienność), że większość polityków i ludzi władzy znajduje się w stanie chronicznej ekstazy, z której nie jest ich w stanie wyprowadzić niemal nic – z wyjątkiem utraty zajmowanego stanowiska. Jednak władza i pieniądze są z natury rzeczy dostępne tylko nielicznym. Zatem ogółowi pozostają raczej otępiające i mechaniczne sposoby oszałamiania się, takie jak picie alkoholu, zażywanie coraz niebezpieczniejszych narkotyków czy zapping, a więc bezmyślne przeskakiwanie z kanału telewizyjnego na kanał – czynność wiążąca się ze stanem permanentnego przemęczenia i stresu.

Ale, powie ktoś, to bardzo pesymistyczna wizja, przecież istnieje mnóstwo możliwości doznawania głębokich stanów nieomal mistycznych podczas kontemplacji dzieł sztuki czy w obliczu piękna natury. To oczywiście prawda, jednak bardzo rzadko osiągamy wtedy stan dionizyjskiego uniesienia – na pograniczu ekstatycznego szału. Wydaje się więc, że najłatwiej dostępnym, a przy tym relatywnie bezpiecznym i – jak dowodzą b...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy