Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Wszyscy jesteśmy dłużnikami

59

Spośród wielu naszych zdolności często najpożyteczniejszą okazuje się... zdolność kredytowa. Bierzemy kredyt, żeby czuć, że żyjemy. Ta decyzja często zmienia porządek całego naszego życia - terminy płatności wyznaczają jego rytm, a rosnące odsetki określają sens. Podejmując tak ważne zobowiązanie powinniśmy kierować się rozumem, ale czy chcemy i potrafimy? - Nie. Bierzemy kredyty pod wpływem emocji, bo ulegamy złudzeniom. Ale to nie powód, żeby bać się kredytów. Pułapki można ominąć - twierdzi TOMASZ ZALEŚKIEWICZ w rozmowie z Dorotą Krzemionką.

Dorota Krzemionka: – Okazuje się, że w pułapkę kredytową wpadają zarówno banki, jak i ich klienci. Z drugiej strony wydaje się, że bez kredytów nie da się żyć. Dla trzydziestolatka, który albo wynajmuje cudze mieszkanie, albo bierze kredyt na zakup własnego, wybór wydaje się oczywisty.
Tomasz Zaleśkiewicz:
– Jasne, że lepiej spłacać własne mieszkanie. Sam też korzystam z pożyczek bankowych. Życie bez kredytu jest dziś prawie niemożliwe. Ale pamiętajmy, że kredyt zaciągamy często na dwadzieścia i więcej lat. Powinniśmy więc usiąść, nabrać powietrza i zastanowić się, co będzie dla nas korzystne.

Możemy nabrać powietrza, ale przecież nie jesteśmy istotami racjonalnymi. Podejmując decyzje, wpadamy w różne złudzenia i często wybieramy drogi na skróty. Czy tak samo się dzieje, gdy bierzemy kredyt?
– Gdyby racjonalnie podejmować decyzje o zaciągnięciu kredytu, to wcześniej trzeba wziąć pod uwagę bardzo wiele czynników ekonomicznych. Wyliczyć, ile rzeczywiście nas to kosztuje, pomyśleć o prawdopodobieństwie różnych zdarzeń. Takie analizy przeprowadzają banki, firmy.

A zwykły śmiertelnik?

– Trudno sobie wyobrazić, żeby przeciętny konsument w ten sposób podejmował decyzję o wzięciu kredytu. Po pierwsze – ludzie nie mają wiedzy ekonomicznej. Po drugie – zaciągnięcie pożyczki to decyzja, w której kierujemy się emocjami. Gdy bierzemy kredyt na przykład na kupno samochodu, to już myślimy o tym, że będziemy mieć ten samochód w garażu, wyobrażamy sobie, jak nim jedziemy...

A zgodnie z heurystyką symulacji to, co sobie wyobrażamy, staje się bardziej prawdopodobne?
– Wtedy zaczyna nam się wydawać, że to jest bardziej prawdopodobne, że mamy większe szanse na bezproblemowe spłacenie kredytu. Patrzymy na innych ludzi, którzy też brali takie kredyty. I nawet gdybyśmy mogli zdobyć choćby minimalną wiedzę ekonomiczną przed wzięciem kredytu, to nie szukamy tej wiedzy. Jest w nas nieświadoma obawa, że gdybyśmy tę wiedzę zdobyli, to byśmy tego kredytu nie wzięli.

Więc nie wyliczam sobie, ile dokładnie w ciągu tych dwudziestu lat muszę spłacić?
– Właśnie tak. A przecież często kredyt to decyzja, której skutki rozłożone są na kilkadziesiąt lat. Czyli trzeba myśleć perspektywicznie. Natomiast ludzie tę decyzję podejmują z pozycji „tu i teraz”, kalkulacje odnoszą do swojej sytuacji bieżącej, a nie do tego, co się z nimi może dziać za piętnaście lat. Często tuż po awansie ludzie od razu zaciągają kredyt i nie myślą o tym, że stracą pozycję, że zmieni się koniunktura. Skoro teraz jest dobrze, to nierealistyczny optymizm podpowiada, że będzie tylko lepiej.

Gdy bardzo czegoś pragnę, to trudno mi na to czekać. Kredyt trafia w ludzką niechęć do odraczania przyjemności.
– Tak! To częsty błąd. Inny, przytaczany w psychologii ekonomicznej, polega na tym, że ludzie odkładają na coś pieniądze, a jednocześnie zaciągają kredyt, który jest oprocentowany wyżej niż pieniądze na lokatach. Racjonalnie byłoby wycofać z lokaty zaoszczędzone pieniądze i za nie kupić.

Jak to można wytłumaczyć? Czy ludzie nie chcą się rozstawać z oszczędnościami?
– Działa tu mechanizm, który nazywamy księgowaniem umysłowym. Ludzie w głowie dzielą pieniądze na konkretne cele. Na przykład oszczędzam pieniądze na większe mieszkanie, a teraz chcę sobie kupić telewizor plazmowy. Mam poczucie, że skoro tamte pieniądze przeznaczyłem na mieszkanie, to nie powinienem ich wydać na telewizor. Więc kupuję telewizor na raty i dopłacam do transakcji kilkaset złotych.

[nowa_strona] W przypadku kredytów bardzo ważne jest szacowanie prawdopodobieństwa pewnych naszych możliwości finansowych. Jakie błędy umysłowe popełniamy szacując prawdopodobieństwo?
– Wspomniany już nierealistyczny optymizm. Zaniżamy prawdopodobieństwo negatywnych zdarzeń: choroba, niespodziewane wypadki, utrata pracy. Nie bierzemy pod uwagę czynników losowych, wydaje nam się, że jesteśmy w stanie wszystko przewidzieć i kontrolować. A przecież nikt nie mógł przewidzieć, że 11 września 2001 roku będzie atak terrorystyczny, po którym giełda pójdzie w dół o kilkadziesiąt procent.

A gdy już wydarza się coś, co pogarsza naszą sytuację, często pojawia się złudzenie „ja wiedziałem, że tak będzie”.
– I to pomaga ludziom postrzegać rzeczywistość deterministycznie, przez co ignorują pojawiające się sygnały ostrzegawcze. Widać to na przykładzie popularności funduszy powierniczych. Już rok temu, kiedy była hossa na giełdzie, głośno mówiło się o tym, że trzeba spodziewać się zmiany sytuacji na giełdzie, ale ci konsumenci, którzy kupowali udziały w funduszach powierniczych, w ogóle nie przejmowali się tymi ostrzeżeniami. Ulokowali w funduszach całe swoje oszczędności i dzisiaj mają 30-40 procent straty.

Co jeszcze powoduje, że zaciągając kredyt nie myślimy o prawdopodobieństwie straty?
– Ludziom wydaje się, że to, co jest dla nich wartościowe, użyteczne, jest też bardziej prawdopodobne. Dlatego sądzą, że im pisany jest zysk, a nie strata, choć obiektywnie patrząc związek między użytecznością a prawdopodobieństwem jest oczywiście zerowy. Poza tym, uruchamia się w nas tak zwane magiczne myślenie. Wydaje się nam, że możemy wpływać na sytuację, jeżeli będzie dla nas niekorzystna. Reklamy banków wykorzystują też nasze myślenie z perspektywy teraźniejszości: zwalniają nas ze spłacania kredytu przez pierwsze dwa miesiące, albo oferują kredyt na wakacje, ale możemy zacząć go spłacać dopiero po powrocie z wakacji.

Odroczony ból?
– Tak. Myślimy: to dopiero za dwa miesiące, może coś w tym czasie się zmieni i łatwiej mi będzie ten kredyt spłacać. Ale rzadko nasze życie zmienia się radykalnie w tak krótkim czasie. Dwa miesiące mijają szybko i trzeba spłacać kredyt.

Jakie jeszcze techniki manipulacji stosują banki, by skłonić ludzi do zaciągania kredytu?

– Pokazują to, co jest dla nas korzystne w tej chwili, czyli mówią: weź kredyt we frankach, bo teraz frank jest tani, więc rata przeliczona na złotówki będzie niższa. Ale nie dodają, że jeżeli frank w przyszłości zdrożeje, to rata kredytu też. Banki informują wyłącznie o aspektach pozytywnych i wykorzystują argument masowości.

Wszyscy biorą kredyty…
– Ten już wziął, i tamten. Reklamy pokazują ludzi, którzy wchodzą do banku i wychodzą z niego z górą pieniędzy. Uruchamia się myślenie, że jeżeli wszyscy tak robią, to dlaczego ja mam być naiwny i nie wziąć kredytu? Do tego dochodzą obrazki świetlanej przyszłości, która będzie naszym udziałem dzięki kredytowi. W ten sposób gra się na naszych emocjach. W reklamach funduszy inwestycyjnych pokazywano, że będziemy opływać w bogactwa i opalać się na egzotycznej wyspie, choć dla przeciętnego człowieka była to perspektywa nie do spełnienia, nawet gdyby zysk wynosił 100 procent.

Na przykład zawsze podają wysokość raty miesięcznej kredytu, a nie jego finalny koszt...
– Wykorzystują efekt, który w psychologii ekonomicznej nazywa się iluzją pieniądza. Polega on na tym, że wolimy myśleć o pieniądzu w kategoriach nominalnych, a nie realnych.

Kredyt to pieniądze, które dostaję dziś. Są realne, a dług jest wirtualny.
– No właśnie, unikamy myślenia o nim w kategoriach realnych. Cenę netto oceniamy jako bardziej atrakcyjną, choć wiemy, że trzeba do niej jeszcze doliczyć podatek VAT. Podobnie jest w przypadku „kredytów 0 procent”. Banki twierdzą, że te kredyty nic nie kosztują, a my się naiwnie na to łapiemy. A przecież te 0 procent odnosi się do oprocentowania nominalnego, a nie realnego. Do ceny kredytu dochodzą jeszcze bazowe oprocentowania i prowizje, czyli to, co w umowach wpisane jest najczęściej małym druczkiem.

Nie czytamy tego druczku, a potem się dziwimy. A może nasza czujność jest uśpiona, bo już oswoil...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy