Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Wróg ukryty we mnie

66

Wydaje się, że nikt nie troszczy się o nas tak, jak my sami. W końcu, komu bardziej niż nam może zależeć na naszym dobru?

Czy ja osób, które sobie szkodzą, jest inne? Dlaczego obraca się przeciw sobie, zamiast się chronić? Jak dochodzi do uformowania takiego ja, które czasem nawet popycha do samoniszczenia? Odpowiedzi szukać możemy zarówno w klinicznych obserwacjach zachowania lub wypowiedziach osób przejawiających różnego rodzaju zachowania autodestrukcyjne, jak i w wynikach badań empirycznych. Można na ich podstawie, sięgając do dorobku myśli psychodynamicznej i poznawczej, zaproponować kilka hipotetycznych organizacji self, wśród których odnajdziemy ja podzielone konfliktem, ja pozbawione samoochrony, ja awersyjne – „brzemię”, od którego człowiek chce się uwolnić, czy wreszcie ja strukturalnie podatne na zranienie.

Ja podzielone
Rysując historię rozwoju self Otto Kernberg, współczesny psychoanalityk, zwraca uwagę na ważny okres rozwoju, w którym pierwotnie pozostające w oddzieleniu pozytywne i negatywne afektywne doświadczenia dziecka w relacji z opiekunem (reprezentacje self i obiektu) powinny stopniowo ulegać integracji, dając mu możliwość doświadczania siebie jako wyodrębnionej całości, z jasnymi i ciemnymi stronami swej natury. To samo powinno się stać z psychiczną reprezentacją opiekuna (obiektu).

POLECAMY

Proces integracji (i słabnięcie rozszczepienia) jest możliwy, gdy intensywność negatywnie doświadczanego self nie zagraża podstawowemu bezpieczeństwu dziecka. W przeciwnym razie rozszczepienie bywa obronnie utrzymywane, a proces integracji „dobrego” i „złego” self (a także „dobrego” i „złego” obiektu) jest blokowany. Tak się dzieje w przypadkach szczególnie frustrującej relacji z wrogą, odrzucającą matką i przy temperamentalnej podatności dziecka.
Tak rozbite self sprawia, że osoba doświadcza siebie niejako „częściowo”, a pod wpływem drobnych nieraz zdarzeń miota się między idealizacją i dewaloryzacją siebie i ważnych innych osób. Silna dewaloryzacja własnej osoby oraz towarzysząca temu złość i wrogość zwiększają ryzyko bezpośredniego ataku na siebie, a także różnych form prowokowania lub ignorowania zagrożeń fizycznych i psychicznych. Tym właśnie mechanizmem Kernberg tłumaczy autodestrukcyjne acting-out osób z osobowością borderline.

Słabość granic między ja i nie-ja sprawia, że pozostające na usługach redukcji lęku prymitywne procesy identyfikacji projekcyjnej i internalizacji, sprzyjają introjekcji „złego obiektu” w obszar reprezentacji własnego self. Tak zmienione ja staje się przedmiotem wrogości, czego zewnętrznym wyrazem są czasem kierowane pod swoim adresem słowa nienawiści i gniewu lub bezpośrednie ataki na własne ciało.

Źródłem zwrócenia się self przeciwko sobie bywa też późniejszy konflikt strukturalny, którego źródła klasyczna psychoanaliza lokuje między 3. a 5. rokiem życia, w fazie edypalnej. Kluczowym doświadczeniem tej fazy jest kompleks Edypa, kiedy dziecko – rywalizując z rodzicem tej samej płci o uczucia rodzica płci przeciwnej (lub odwrotnie) – doświadcza lęku (tzw. lęku kastracyjnego). Rozwiązanie tego konfliktu wymaga identyfikacji z jednym z rodziców, co staje się podstawą uformowania się ideału ja i sumienia, czyli superego. Od siły tego konfliktu zależeć będzie surowość superego. Pełniąc funkcję cenzora i wewnętrznego krytyka, staje się ono obecne w ja jako poczucie winy i lęk przed bliżej nieokreśloną karą. Lęk tak dotkliwy, że czasem daje się ukoić jedynie wymierzaniem sobie kary realnej lub odmową prawa do radości, zdrowia czy sukcesu. Zygmunt Freud pisał o takim self w Zarysie psychoanalizy: „Ludziom tym nie zależy na niczym innym, jak tylko na szkodzeniu sobie i niszczeniu siebie”, a w innym miejscu: „Przejście od zahamowanej agresji do samoniszczenia przez skierowanie agresji przeciwko sobie widać w napadach wściekłości, kiedy człowiek wyrywa sobie włosy, bije się pięściami po twarzy, przy czym wiadomo, że chętnie zrobiłby to komuś innemu”.

Ja pozbawione samoochrony
Nie wszystkie zachowania i tendencje autodestrukcyjne dają się wyjaśnić opisanymi wyżej mechanizmami popędowymi związanymi z brakiem integracji self czy z poczuciem winy. Czasem trudno nawet wskazać uchwytne wskaźniki wrogości czy agresji. Uderza natomiast swoista nonszalancja niektórych osób i „brak wyobraźni” w stosunku do rozmaitych zagrożeń. Zachowują się one tak, jakby zawiódł u nich jakiś naturalny kompas samoregulacji czy „wewnętrzny ośrodek oceniający”, którego istnienie zakładał Carl Rogers.

Już w 1983 roku psychiatrzy o orientacji psychoanalitycznej Edward J. Khantzian i John E. Mack z Harvard Medical School zwrócili uwagę na te zapomniane nieco przez klasyczną psychoanalizę funkcje ego, które wyrastają z dążenia do samoza[-]chowania i wspierają zdolność do samo[-]ochrony i opiekowania się sobą (self-care). Zdolność, której rozwijanie wymaga spełnienia kilku warunków we wczesnej relacji z matką. Jednym z nich jest doświadczanie siebie jako wartości zasługującej na miłość i ochronę. Drugim – doświadczanie adekwatnego macierzyńskiego reagowania na ekspresję emocji i potrzeb. Bezpieczna więź umożliwia internalizację opiekuńczych zachowań matki zarówno w sferze zaspokajania potrzeb, jak i wzorów bezpiecznego (nieagresywnego) rozładowywania napięcia. A później – włączanie procesów poznawczych, warunkujących zdolność i motywację do odraczania gratyfikacji i antycypacji skutków własnych działań. Internalizacja kolejnych etapów tego procesu jest podstawą opanowania funkcji stanowiących zbiór kompentencji samoopiekuńczych.

Badałam relacje między tendencjami autodestrukcyjnymi a kompetencjami samoopiekuńczymi. Pierwsze mierzyłam Skalą Pośredniej Autodestruktywności K. Kelly w moim opracowaniu, a kompetencje samoopiekuńcze – zestawem twierdzeń dotyczących akceptacji siebie i swego życia, rozpoznawania i kontroli emocji oraz przewidywania skutków działań. Jak pokazują wyniki, tendencji do chronicznego podejmowania zachowań potencjalnie zagrażających zdrowiu (np. zachowań ryzykownych, zaniedbań zdrowotnych, ignorowania zabezpieczeń w pracy czy podczas prowadzenia samochodu) towarzyszą różne deficyty kompetencji samoopiekuńczych. Przejawia się to niższymi wskaźnikami samoakceptacji i woli życia, trudnościami w kontroli emocji czy brakiem przewidywania skutków własnych działań. Co znamienne, odnotowano też związki między nasileniem pośredniej autodestruktywności a brakiem bezpieczeństwa we wczesnej relacji z opiekunem.
W podobnym kierunku zmierzają badania nad ja realizowane od kilku lat przez Kristin Neff, profesor psychologii edukacyjnej z teksańskiego Uniwersytetu w Austin. Autorka wskazuje w nich na adaptacyjne znaczenie ja zdolnego do rozumienia siebie i ochrony własnej osoby w sytuacjach życiowych wyzwań czy kryzysów.

Ja awersyjne
Wiele zachowań autodestrukcyjnych ma swe źródło w ja, które jest obciążone poczuciem, że nie potrafi sprostać standardom osobistym lub – jak zauważa Roy Baumeister, amerykański psycholog – standardom narzuconym przez współczesne wzorce kulturowe. Jeśli u takiej osoby jej oczekiwania co do własnych osiągnięć czy sytuacji nie zostały spełnione, wypełnia ją awersyjna świadomość własnej porażki. Taka samoświadomość rodzi wiele trudnych do zniesienia emocji, więc osoba szuka sposobów uwolnienia się od nich. W tym celu sięga po rozmaite wewnętrzne lub zewnętrzne środki ograniczające świadomość siebie – będące źródłem cierpienia. Środki zewnętrzne to używki lub intensywna stymulacja sensoryczna. Środki wewnętrzne to zredukowanie myślenia do poziomu konkretnego, ograniczonego w czasie do „tu i teraz”.

Wyłączenie perspektywy przeszłej i przyszłej pozbawia człowieka poczucia ciągłości – ważnego aspektu tożsamości osobistej, co przynosi ulgę. Za tę ulgę można jednak zapłacić bardzo wysoką cenę. Dekonstrukcja poznawcza, bo tak Baumeister nazywa opisany proces, pozbawia znaczenia również własne działania, redukując ich sens do doraźnych doznań. To zaś może prowadzić do tak impulsywnych i dramatycznych zachowań, jak zabójstwo czy samobójstwo. Od ja wypełnionego treściami i emocjami awersyjnymi człowiek przechodzi do ja pozbawionego tożsamości, ja chwilowego, zmysłowego i w konsekwencji potencjalnie autodestruktywnego.

Podobnych obserwacji dostarczają wieloletnie badania wybitnego izraelskiego sui[-]cydologa Israela Orbacha, który wraz ze współpracownikami analizuje samoopisy osób po próbach samobójczych – pełne negatywnych atrybutów, awersyjnej, bolesnej samoświadomości i rozbieżności między różnymi, słabo zintegrowanymi aspektami self. Dostrzec w nich można znacznie większe niż w grupach porównawczych rozbieżności między wiedzą tych osób na temat tego, jakie są, a jakie chciałyby i jakie ich zdaniem powinny być. Rozbieżności te wyjaśniają znaczną dozę smutku, lęku i poczucia winy połączoną z poczuciem zamieszania i niepewności co do własnych pragnień i powinności.

O ile znaczna rozbieżność między realnym a idealnym i powinnościowym aspektem ja pociąga za sobą wzrost poziomu depresji i lęku, co opisuje teoria Tory’ego Higginsa, to specyficzna dla grupy osób po próbach samobójczych rozbieżność między ja idealnym i ja powinnościowym nie tylko nie wskazuje kierunku działania – w przeciwieństwie do dwóch poprzednich form rozbieżności – lecz wzbudza konflikt typu „dążenie – unikanie” i zamieszanie co do sposobu redukcji wewnętrznych napięć. Trudno przecież pogodzić dążenie do realizacji ideału, co pomogłoby poradzić sobie z rozbieżnością ja realne – ja idealne i jednoczesne unikanie wyzwań, aby doraźnie ograniczyć napięcia wynikające z rozbieżności ja realne – ja powinnościowe. Tego typu konflikt może rodzić poczucie zagubienia i bezradności. Często też prowadzi do ucieczki z pola konfliktu, a jedną z form tej ucieczki są zachowania autodestrukcyjne, z samobójstwem włącznie.

Wszechogarniający afekt
Ponadto struktura ja osób autodestrukcyjnych okazuje się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy