Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Wiele głosów we mnie

15

Zrobię to, dam radę – myślę sobie. Czy aby na pewno? – wątpi ktoś we mnie. A ktoś inny przypomina, ile razy noga mi się powinęła. Ale zaraz odzywa się kolejny głos, że tym razem będzie dobrze.

Ile postaci zamieszkuje w naszym wyobrażonym świecie? W świetle badań Johna L. Caugheya, profesora antropologii Uniwersytetu Maryland, w społecznym świecie przeciętnego współczesnego Amerykanina istnieje 200–300 osób, wśród nich rodzina, przyjaciele i znajomi. Jego zdaniem, podobnie lub może nawet więcej postaci przebywa w wyobrażonym świecie każdego z nas.

Flirt z gwiazdą, dyskusja z politykiem
Są wśród nich osoby z mediów, postaci czysto wyimaginowane – wykreowane w marzeniach i fantazjach oraz wyobrażeniowe repliki naszych rodziców, przyjaciół i osób kochanych. Potrafimy z nimi rozmawiać, jak gdyby były rzeczywiście obecne. Pablo Casals, światowej sławy wirtuoz wiolonczeli, kompozytor i dyrygent, mawiał do swoich słuchaczy, że Bach jest jego najlepszym przyjacielem. Średniowieczny poeta Francesco Petrarca pisał listy do wybitnych przedstawicieli starożytnego świata. Według Caugheya, te wyobrażone dialogi i interakcje pozostają w stałym związku z tym, co się dzieje naprawdę w naszym życiu. Dlatego właśnie skłonni jesteśmy kontynuować w myślach przerwaną inspirującą dyskusję z mentorem albo kłótnię ze współmałżonkiem. Potrafimy rozmawiać z bliską osobą zmarłą, stojąc nad jej grobem, albo wypróbować siłę własnych argumentów w wyobrażonej rozmowie z szefem na temat swojego awansu. Jesteśmy również w stanie wejść w wyobrażony dialog z postaciami, których osobiście nie znamy – polemizować z politykiem na temat jego programu wyborczego czy flirtować z gwiazdą show-biznesu.

Oprócz wewnętrznych dialogów „z innymi”, niejednokrotnie możemy też doświadczać dialogów z samym sobą. Bywa, że nasze dobre ja spiera się np. ze złym ja w kwestii moralnej, ja entuzjastyczne próbuje zachęcić do działania ja bierne, a ja idealistyczne usiłuje przekonać do swoich racji ja oportunistyczne. Przykłady obu typów wewnętrznych dialogów – tych z innymi i tych z samym sobą – można znaleźć w literaturze pięknej, szczególnie często u Dostojewskiego lub Hemingwaya. Wydaje się nawet, że zjawisko wewnętrznych dialogów zostało wcześniej dostrzeżone przez pisarzy niż badaczy psychiki.

Głos nie trafia w próżnię
W psychologii jeszcze do niedawna problematyka wewnętrznych dialogów istniała marginalnie. Wprawdzie jej prekursorów można znaleźć już w początkach XX wieku w osobach George’a Herberta Meada, amerykańskiego filozofa, socjologa i psychologa, autora społecznego behawioryzmu, Lwa Wygotskiego, rosyjskiego psychologa i pedagoga, twórcy teorii transmisji kulturowej czy Carla Gustawa Junga, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli psychoanalizy. Jednak równie często lokowano ją na granicy pomiędzy psychologią a psychiatrią, tłumacząc zjawisko w kontekście zaburzeń.

Wydaje się, że sytuacja zaczęła się istotnie zmieniać dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku za sprawą koncepcji dialogowego Ja Huberta Hermansa, holenderskiego psychologa, emerytowanego profesora Uniwersytetu w Nijmegen. Jego zdaniem, wewnętrzne dialogi nie tylko są czymś normalnym, ale wręcz stymulują rozwój. To, z czym mamy do czynienia w przypadku patologii, nie jest dialogiem, a jedynie może go czasem przypominać. Zaburzenia manifestują się albo kakofonią nieskoordynowanych głosów, albo absolutną dominacją jednego głosu, przy całkowitym stłumieniu innych. Ewentualnie kolejne głosy zastępowane są przez inne, nic o sobie nawzajem niewiedzące.

Zdrowe głosy wewnętrzne są natomiast wzbudzane i wyciszane intencjonalnie. Posiadamy nad nimi kontrolę, czyli decydujemy o wymianie między nimi. Oznacza to, że żaden głos nie trafia „w próżnię”, że głosy odnoszą się do siebie wzajemnie. Trzeba również dodać, że w sytuacji zdrowej aktywności dialogowej – inaczej niż w patologii – fizycznie niczego nie słyszymy, dialog bowiem toczy się jedynie w naszej wyobraźni. Stosowane tu pojęcie „głosu” zostało zaczerpnięte z prac wybitnego rosyjskiego literaturoznawcy Michaiła Bachtina, gdzie oznaczało „mówiącą osobowość”, czyli subiektywną perspektywę mówiącego, z jego horyzontem pojęciowym, intencją i światopoglądem.

Jak więc rozumieć dialogowe Ja? (Ja pisane wielką literą oznacza ośrodek intencjonalności, który wybiera pozycję i nadaje jej głos, ja pisane małą literą odnosi się do konkretnych perspektyw, z jakich Ja widzi świat, np. ja sceptyczne, ja – żona). Hermans posługuje się tu metaforą umysłowej przestrzeni, pełnej dostępnych nam punktów widzenia, pomiędzy którymi przemieszcza się Ja będące ośrodkiem intencjonalności. To ono jest odpowiedzialne za przyjmowanie lub odrzucanie poszczególnych spostrzeżeń na poziomie uwagi oraz za dokonywanie wyborów, to ono decyduje, co określimy jako nasze ja, a co jako nie-ja. Zdaniem twórcy teorii, potrafimy w sposób naturalny przyjmować różne punkty widzenia. Posiadamy także zdolność personifikowania przyjmowanych perspektyw.

W efekcie powstają tzw. pozycje Ja, z których każda jest w stanie dać wyraz określonym przekonaniom, uczuciom i motywom znamiennym dla danego punktu widzenia, jak również stworzyć wokół niego narracje i wejść w dialog z inną pozycją Ja. Pozycja Ja zyskuje „głos” dzięki naszej intencji, czyli wtedy, gdy Ja jako ośrodek intencjonalności przyjmie dany punkt widzenia. Ponieważ niektóre punkty widzenia są stricte osobiste, inne natomiast reprezentują poglądy wyrażane przez osoby z otoczenia, pozycje dialogowego Ja można podzielić na wewnętrzne i zewnętrzne. Pierwsze odbieramy jako część siebie (np. ja buntownicze, ja zsocjalizowane, ja entuzjastyczne, ja sceptyczne), drugie zaś są odczuwane przez nas jako część otoczenia (np. mój współmałżonek, mój przyjaciel, moje dziecko, mój przełożony). Pozycje Ja mogą wchodzić ze sobą w spór lub szukać uzgodnień niezależnie od tego, czy są zewnętrzne, czy wewnętrzne, dlatego przyjmując perspektywę swego ja entuzjastycznego, jesteśmy w stanie przekonywać swego wewnętrznego sceptyka do podjęcia określonych działań, ale możemy też ze wspomnianej pozycji sceptyka spierać się w myślach z własnym szefem na temat metod realizacji powierzonego nam zadania.

Aby zobrazować sposób organizacji i funkcjonowania dialogowego Ja, Hermans odwołuje się do jeszcze jednej metafory, a mianowicie polifonicznej powieści. Koncepcja powieści polifonicznej – stworzona przez Michaiła Bachtina – powstała na drodze szczegółowych analiz twórczości Fiodora Dostojewskiego. Główną zasadą tego typu powieści jest konfrontowanie ze sobą różnych punktów widzenia, reprezentowanych przez bohaterów pozostających w dialogowych relacjach ze sobą, a niekiedy również z samym autorem. Postaci nie są tu jedynie elementami wszechogarniającej wizji artystycznej twórcy. Wprawdzie nie mogłyby istnieć bez niej, jednak raz powołane do życia, zaczynają żyć na tyle autonomicznie, by móc sprzeciwić się swemu kreatorowi, wyrażać własne idee. Dostojewski świadomie zrezygnował z pozycji wszechwiedzącego narratora, aby postaci mogły spojrzeć na rzeczywistość ich własnymi oczami. W tym sensie każdy bohater powieści polifonicznej jest zarazem autorem własnego poglądu na świat. Podobnie w dialogowym Ja każda pozycja Ja, dysponując względnie niezależnym głosem, może opowiedzieć własną historię na temat zdarzeń widzianych z własnej perspektywy oraz wejść w dyskusję z innymi pozycjami.

Społeczeństwo umysłu
Należy podkreślić, że ważność poszczególnych pozycji nie jest stała, lecz zmienia się w czasie, stosownie do naszej intencji i wymogów sytuacji. Waga pozycji przekłada się na siłę jej głosu. Ponieważ pozycje „walczą” o to, by ich głos był słyszalny (w tym celu skłonne są nawet tworzyć koalicje!), Hermans nazywa dialogowe Ja społeczeństwem umysłu.
Jaka jest geneza pozycji Ja? Ich źródłem są relacje społeczne. Na przykład, kiedy dziecko idzie po raz pierwszy do szkoły, poznaje swojego nauczyciela (pozycja zewnętrzna), który pozwala mu doświadczyć siebie jako ucznia (pozycja wewnętrzna). Analogicznie ma się rzecz np. wtedy, gdy podejmując pracę, zaczynamy tworzyć zewnętrzną pozycję swojego przełożonego oraz wewnętrzną pozycję ja jako podwładny. Przykłady można by mnożyć. Potencjalnie każda sytuacja, która oferuje nowy punkt widzenia związany z odmiennym niż dotychczas doświadczaniem siebie lub innej osoby, może dać początek nowej pozycji Ja.

Wyimaginowany przyjaciel
Wewnętrzne dialogi pojawiają się w naszym życiu dość wcześnie. Pierwszym spektakularnym ich przejawem wydają się rozmowy, jakie prowadzą przedszkolaki z wyobrażonymi towarzyszami zabaw. Taki towarzysz to postać szczególna. W psychologii definiowana jest jako niewidzialny choć posiadający imię bohater, do którego dziecko odnosi się w rozmowach z innymi, z którym bawi się przez co najmniej kilka miesięcy, który zdaniem dziecka zajmuje rzeczywistą przestrzeń, choć nie jest realny. Co ciekawe, dziecko jest tego świadome. Wprawdzie nie ma empiryczny...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy