Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

6 lipca 2016

Wciąż się uczę moich córek

90

Kiedy nie zgadzam się z synem, wiem, w czym tkwi istota konfliktu. W przypadku córek czuję, że się z nimi nie zgadzam, ale... z czym dokładnie? Dalibóg - nie wiem. Świata moich córek stale się uczę - zdradza Krzysztof Jedliński, ojciec dwóch córek i jednego syna.


Piotr Żak: – Trudno być ojcem córek?
Krzysztof Jedliński: – W ogóle trudno być ojcem. Mam dwie dorosłe córki, 25 i 28 lat, oraz 18-letniego syna, więc można powiedzieć, że doświadczam pełnej gamy ojcowskich doznań. Z każdym z dzieci przeżywałem i przeżywam chwile niezwykle satysfakcjonujące – ogólnie mówiąc, mam swoiste poczucie sukcesu, kiedy myślę o swoim ojcostwie. Co nie zmienia faktu, że z każdym z dzieci w jakimś czasie przeżywałem stan bolesnej odrębności i niezrozumienia.
W jakiś sposób najbardziej znany wydaje mi się chłopięcy, a teraz już męski świat mojego syna. Chociaż często mam poczucie, że mój syn jest kompletnie inny niż ja, jest to odmienność jakby w ramach tej samej długości fali. Łatwiej rozumiem jego przeżycia, nawet jeśli są różne od moich. Powiedziałbym tak: jeśli chodzi o syna, to myślę, że przeżywam coś odwrotnie niż on, zaś w przypadku córek – inaczej. Gdy syn sprawi mi przykrość, to jest mi z tym źle i mam do niego żal, ale w znacznej większości przypadków potrafię zrozumieć, dlaczego tak postąpił. Natomiast świata moich córek stale się uczę. Powiedziałbym, że na przykładzie córek dostrzegam, o ile bardziej skomplikowany, bardziej subtelny jest świat kobiety. Świat męski jest w gruncie rzeczy prosty.
Nieraz w kontakcie z dziećmi czułem, że się z czymś dramatycznie nie zgadzam. W przypadku syna znacznie lepiej wiedziałem, z czym się nie zgadzam. W przypadku córek czułem, że się nie zgadzam, ale z czym dokładnie? Dalibóg – nie wiedziałem. Odnoszę wrażenie, że dziewczynka wiele rzeczy robi ot tak, po prostu – z natury. Na przykład obie moje córki z natury były bardzo odważne i sprawne fizycznie. Syn był ostrożny i bardziej kanciasty. Ale w którymś momencie postanowił, że będzie sprawny i taki się stał. Myślę, że córkom trudniej przyszłoby coś ze sobą zrobić wysiłkiem woli
– byłoby to niejako wbrew ich naturze. Zmiana następowałaby płynnie, niemal niezauważalnie, właśnie naturalnie. Mój syn nieomal z dnia na dzień z chudzielca stał
się atletą – bo tak sobie postanowił. Podobnie, gdy syn mi się przeciwstawia, to czuję wyraźnie, że robi tak, bo nie chce czegoś zaakceptować. Córka pewnie nawet by i chciała, ale nie może, nie jest w stanie.

Gdy za pierwszym razem dowiedział się Pan, że zostanie ojcem, to oczekiwał Pan narodzin syna, czy córki?
– Bardzo się cieszyłem, że zostanę ojcem. Nie miałem oczekiwań co do płci i uważam, że to było dobre. Nie przeżyłem bowiem zawodu, gdy urodziła się
córka. Po prostu cieszyłem się tym, że moja żona i ja zostaliśmy rodzicami. Podobnie było przy narodzinach drugiej córki. Sytuacja troszkę się zmieniła, gdy zaczęliśmy rozważać z żoną, czy zdecydować się na trzecie dziecko. Wtedy pojawił się we mnie cień niepokoju: a jeśli znowu urodzi nam się córka? Myślałem sobie na wpół żartem: mężczyzna powinien zasadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna. Ale może to nie do końca był żart? Może czułbym się niepełnym mężczyzną, gdyby nie urodził nam się syn? Od razu wyjaśnię: gdyby na świat przyszła trzecia córka, kochałbym ją tak samo mocno, jak dwie starsze, i byłbym tak samo szczęśliwy. Ale nie wykluczam, że pojawiłby się wtedy lekki zawód, że nie dane mi było wychowywać syna. Być może podobne poczucie zawodu pojawia się u ojców samych synów. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że u wielu z nich daje o sobie znać tęsknota za córką.

Dlaczego mieliby za nią tęsknić?
– Bo pewnie wyczuwają, że tracą dostęp do innego wymiaru emocji, zachowań, myślenia, reakcji.

Czy w swoich relacjach z córkami dostrzega Pan takie obszary, które są zarezerwowane wyłącznie dla was, obszary, do których żona nie ma dostępu?
– Z każdym z dzieci w sposób spontaniczny pojawiają się obszary wspólne, do których pozostali członkowie rodziny – w tym żona – mają trudniejszy dostęp. Tkwi w tym zresztą pewien paradoks: ojcu z córką, choć są tak inni, łatwiej jest znaleźć wspólny obszar, bo półświadomie wyczuwana różnica perspektywy zachęca do szukania czegoś wspólnego. Tak jest oczywiście przy założeniu, że obie strony chcą porozumienia.

Czy miał Pan wobec swoich córek jakieś szczególne oczekiwania?
– Nie nazwałbym tego oczekiwaniami. Raczej fantazjami, wyobrażeniami. Na przykład wyobrażałem sobie, że będą pilne i będą lubiły chodzić do szkoły. I nigdy nie były! Wyobrażałem też sobie, że mój syn będzie rozważny. Nawet początkowo taki był, ale potem mu przeszło. Ja za szkołą nie przepadałem, dlatego nie wyobrażałem sobie, że będzie ją lubił, ale ja byłem przynajmniej rozważny... A dziewczyny? Poszły swoimi drogami i bez stereotypowej pilności i miłości do szkoły stały się mądrymi, wrażliwymi młodymi kobietami. Co będzie z synem – jeszcze nie wiem. Na razie wybiera się do wojska…

Który moment z życia swoich córek uznałby Pan za szczególnie dla siebie trudny?
– Niewątpliwie okres buntu młodszej córki – półtora roku braku kontaktu… To było duże cierpienie. Ale po tym swoistym czyśćcu nastąpiło głębokie i piękne porozumienie, jakiego w ogóle się nie spodziewałem. Starsza córka buntowała się w sposób znacznie mniej jawny. Wyraźnie zależało jej na podtrzymaniu kontaktu z rodzicami. Trudne było jednak uświadamianie sobie odchodzenia przez nią od mojego systemu wartości, od Kościoła. Ale teraz do nich wraca.

A chłopcy w życiu córek?
– Nie miałem kłopotu z akceptowaniem chłopców jako takich, natomiast miałem trudność w akceptacji tych, którzy mieli inny od mojego – na przykład hedonistyczny – system wartości, inne pogl...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy