Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

11 stycznia 2016

Wątpię, więc mam sumienie

0 505

Święty Piotr pod jego wpływem zmienił swoje życie, Judasz się powiesił, Tomas Morus i wielu innych życie dla niego oddało. Sumienie - nagradza i karze. Czy można je sprowadzić do aktywności tych lub innych obszarów w mózgu? Czy nalokson, lek opioidowy, uleczy ludzi, którym sumień brak?

Prof. dr hab. Tadeusz Gadacz, prof. Collegium Civitas, jest filozofem i religioznawcą, kieruje Instytutem Filozofii i Socjologii na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Autor m.in. Historii filozofii XX wieku, redaktor Encyklopedii Religii Wydawnictwa Naukowego PWN.

Dr hab. Ryszard Stach, prof. UJ, jest psychologiem, pracuje w Instytucie Psychologii Stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim, zajmuje się psychologią społeczną i psychologią moralności. Napisał. m.in. Sumienie i mózg.
O wewnętrznym regulatorze zachowań moralnych.

Dorota Krzemionka: Ciekawa jestem, czy jest wśród nas ktoś nieuczciwy, niemoralny? ...? Tak myślałam, nie ma takiej osoby. Wszyscy uważamy się za uczciwych. Przekonując siebie o własnej szlachetności, potrafimy nagiąć nawet rachunek prawdopodobieństwa. W eksperymencie Daniela Batsona uczestnicy rozdzielali między siebie i partnera dwa zadania: jedno zdecydowanie atrakcyjne, z nagrodą, drugie nudne, bez profitów. Oczywiście większość atrakcyjne zadanie przydzieliła sobie. Kiedy zaś mogli rzucić monetą, by to ona przesądziła, komu jakie zadanie przypadnie, większość uznała, że to sprawiedliwe rozwiązanie. Rzucali i... prawa rachunku prawdopodobieństwa przestawały działać – prawie wszystkim rzucającym przypadło lepsze zadanie. Oszukiwali? Zapewne, choć może nie do końca byli tego świadomi. Jesteśmy uczciwi, a jeśli fakty temu przeczą, tym gorzej dla faktów. Co Panowie na to? Sumienie pada ofiarą manipulacji?
Ryszard Stach: – Nie do końca bym się z tym zgodził. Dziś mamy możliwość doprowadzenia do unicestwienia świata. A skoro świat wciąż istnieje i rozwija się, to znaczy, że jest w nas więcej dobra niż zła. Sumienie nie jest aż tak plastyczne, aczkolwiek podlega zmianom i potrafimy z nim rozmawiać, negocjować, a czasem manipulować nim.
Tadeusz Gadacz: – Ja przede wszystkim cieszę się, że psychologia znów zajęła się sumieniem. Obserwujemy znikanie w nauce pewnych pojęć, takich jak honor, duch, także sumienie. Nawet filozofia się nim już nie zajmuje. Jeszcze w Teorii wiecznego powrotu Fryderyk Nietzsche powiada o tym „demonie wewnętrznym, który we mnie się budzi i mówi: pamiętaj, że to, co zrobisz, co jest wielkie i małe, wróci do ciebie nieskończoną ilość razy”. Ale gdzieś od Sartre’a pojęcie sumienia wyparowało. A co do manipulacji... Platon powiada, że myślenie jest wewnętrzną rozmową duszy z sobą samą. Zakłada to co najmniej dwa podmioty rozmawiające ze sobą. Jest ten, który coś twierdzi, i ten, który mu potwierdza. Albo okazuje się sceptykiem. Sumienie ma zatem dwa aspekty: ten normatywny, niezmienny, i drugi, subiektywny, który powoduje, że próbujemy z nim dyskutować, racjonalizować swoje zachowania, usprawiedliwiać się. Bo chcemy się dostosować społecznie albo też próbujemy zyskać wewnętrzny spokój. A sumienie nam nie pozwala. Znamy przykłady z Biblii: Piotr pod wpływem sumienia zmienił swoje życie, Judasz się powiesił...

Nie potrafił zagłuszyć swojego sumienia. Sięgnęłam do źródłosłowu. Aleksander Brückner przytacza, że cerkiewne sąmněti se znaczy wątpić, obawiać się; słowiańskie sumniti se – to podejrzewać; serbska sumnija znaczy wątpliwość, w końcu polskie są- i mnieć – to mniemać tak i siak. Zdumiało mnie to. Z jednej strony mamy kantowski imperatyw. Z drugiej strony wątpienie jest właśnie głosem sumienia. Ksiądz Tisch­ner mówił: „Gdy człowiek nie wie, co zrobić, sumienie mówi mu tylko jedno: szukaj”. Szukam, wątpię, i to dowodzi, że mam sumienie?
T.G.: – Przychylam się, że tak właśnie jest, z prostego powodu: Kartezjusz pokazał, że musimy oddzielić działanie, także moralne, od poznania. W poznawaniu nie zaspokoimy się, dopóki nie uzyskamy zupełnej pewności. Natomiast w działaniu, które musimy podjąć tu i teraz, nigdy nie mamy wszystkich danych. Zatem, mówi Kartezjusz, nasze działanie moralne jest zawsze prowizoryczne. Posłużę się znanym przykładem podanym przez Jean-Paula Sartre’a: W czasie wojny przyszedł do niego uczeń z pytaniem, co ma zrobić. Jego ojciec zdradził rząd, matka ciężko chorowała, brat zginął na wojnie. On zaś stanął w dylemacie między moralnością jednostkową a uniwersalną. Z jednej strony opiekował się chorą matką, z drugiej – chciał się zaciągnąć do armii, by pomścić śmierć brata i walczyć za ojczyznę. Sartre powiedział mu tak: po pierwsze, skoro mnie wybrałeś na doradcę, to już dokonałeś wyboru; po wtóre to, co ci powiem i tak nic nie zmieni, bo sam musisz zdecydować, a po trzecie decyzja twoja i tak będzie prowizoryczna. Gdyby ten młody człowiek wiedział, że na granicy z Hiszpanią zostanie aresztowany, to lepiej byłoby zostać z matką, niż spędzić wojnę w stalagu. Ale gdyby przechodził granicę ku Afryce, to może jako wykształcony człowiek dostałby się do sztabu i został oficerem. Ale wiemy to post factum, dlatego mówimy często: gdybym ja wtedy wiedział to, co wiem teraz, postąpiłbym inaczej. Nie mamy jednak tej wiedzy i nie możemy wybrać wszystkiego. Dlatego na każdym naszym wyborze kładą się cieniem wybory niedokonane.

Poświęcam matkę albo ojczyznę. Tylko ci, którzy nie dokonują takich wyborów, mają nieobciążone sumienie. Jak mówi Stanisław Jerzy Lec: Sumienie miał czyste. Nieużywane.
T.G.:
– Używane sumienie czyste być nie może. Ksiądz Tischner, polemizując z wierszem Leśmiana, mówi, że człowiek jest modlitwą, która wbrew samej sobie spełnić się nie jest w stanie. Nie jesteśmy w stanie spełnić się moralnie, bo nigdy nie wiemy, czym to spełnienie ma być.
R.S.: – Rzeczywiście. Moralność odzywa się w sytuacjach konfliktowych, gdy nie wiemy, jak postąpić. Co więcej, są na to dowody, pochodzące z neuroobrazowania pracy mózgu. Badania, jakie wraz ze współpracownikami prowadził filozof i neurobadacz Joshua Greene, pokazują, że kiedy ludzie uczestniczą w grach ekonomicznych, aktywują się w ich mózgach pewne struktury: przednia część kory zakrętu obręczy oraz brzuszno-boczna kora przedczołowa. Ale tylko u tych, którzy są nieuczciwi, co wskazuje, że doświadczają dylematu moralnego. A im bardziej są nieuczciwi, tym bardziej te obszary w mózgu im się czerwienią. Nic, co się dzieje w naszej psychice, także rozmaite „dziania się” sumienia, nie dzieje się bez udziału mózgu.
T.G.: – Czy tylko mózgu? Nie rozpatrzymy problemu sumienia bez greckiego dylematu dwupodziału duszy i ciała, świadomości i ciała kartezjańskiego. Możemy zredukować wszystko do sfery cielesnej, popaść w redukcjonizm mózgowy. Po utracie ukochanej Laury Petrarka pisał sonety, a dziś dowiedziałby się, że istnieje jednostka nozologiczna zwana „chorobą z miłości” i wystarczy zastrzyk dopaminy, by przeszło. Nie trzeba pisać sonetów. Pytanie, do czego zredukujemy takie przeżycia. Bliskie mi jest stanowisko Henriego Bergsona, który powiada, że relacja między świadomością a ciałem jest taka, jak między płaszczem a kołkiem, na którym płaszcz wisi. Wisi na kołku, ale kołkiem nie jest. Czy wszystko, co dotyczy naszej psychiki, jest zależne od mózgu? Odpowiedź na to pytanie niesie daleko idące konsekwencje. Jeśli jesteśmy całkiem uwarunkowani mózgowo, to w konsekwencji trzeba zlikwidować kulturę prawną, kodeksy, więzienia, odpowiedzialność moralną – bo to mózg odpowiada. Góral wbił turyście ciupagę w plecy, bo halny wiał, albo miał gen mordercy.
R.S.: – Obstaję przy tym, że nie ma nic w naszej psychice, czego by nie było w mózgu, ale na pytanie, czy tylko mózg, nie odpowiem, bo nie wiem. Być może jest jeszcze coś, co prócz mózgu wpływa na naszą psychikę. Natomiast poruszam się na gruncie psychologii eksperymentalnej, która chce coś wyjaśnić po to, żeby coś z tym zrobić.

Nie dlatego mamy wątpliwość moralną, że jakiś ośrodek w mózgu nam się aktywuje. Zaczynamy odczuwać wątpliwość moralną i obrazem tego w mózgu jest większa aktywność na przykład kory przedczołowej w płacie grzbietowo-bocznym, albo jądra półleżącego, odpowiadającego za nagradzanie czynów pożądanych, kory wyspy czy zakrętu obręczy. Te ośrodki składają się na „moralny mózg”, one są aktywne przy dylematach moralnych. Doświadczanie tych dylematów znajduje odzwierciedlenie w tkance mózgowej. Są to dwie strony tego samego medalu.
T.G.:
– Można by zatem wyciągnąć dość prowokacyjną tezę, że nie ma w psychice nic, czego by nie było w mózgu i nie ma w mózgu nic, czego nie byłoby w psychice.
R.S.: – Dlaczego ona jest prowokacyjna? Mnie nie sprowokowała. Sumienie jest mechanizmem adaptacyjnym, który ułatwia nam – niekiedy wręcz umożliwia – życie z ludźmi i z samym sobą. Pozwala nam spojrzeć sobie w twarz. Chcemy być dobrzy, uczciwi, mądrzy i piękni. Mieć pozytywny obraz własnej osoby – sumienie ma nam to zagwarantować. To, które nazywam sumieniem przed-
uczynkowym, mówi: tego nie rób, bo jeżeli to zrobisz, będziesz musiał się za siebie wstydzić, będziesz miał poczucie winy.
T.G.: – Mówi Pan adaptacja dzięki sumieniu. A ja myślę, że ludzie wielkiego sumienia często szli pod prąd. Mieli odwagę powiedzieć NIE ideologiom i własnemu życiu. Chociażby Tomasz Morus, który odmówił królowi przysięgi supremacji i został ścięty w Tower. Albo pastor Dietrich Bonhoeffer, który sprzeciw wobec polityki Hitlera i próbę ratowania Żydów przypłacił obozem koncentracyjnym i śmiercią na szubienicy. Trudno mówić o adaptacji. Ich życie było kompletnym niedostosowaniem do tego, co wokół nich.
R.S.: – Mnie przychodzi do głowy św. Maksymilian Kolbe. Za jego heroizmem musiała stać jakaś wielka, niedająca się umysłem ogarnąć wartość. Przestrzeganie jej kształtowało jego obraz własnej osoby, tożsamość moralną. Afirmacja tej wartości stanowiła nagrodę, a sprzeniewierzenie się jej byłoby zaprzeczeniem własnego istnienia.

Doraźnie opłaca się wyciszyć sumienie, czasem wygodniej jest ulec pokusie, złamać normę. Ale potem, jak Judasza, dopada nas skowyt i dalej z tym bólem żyć nie sposób. Jedna z trzech funkcji sumienia, antycypująca, polega na tym, że potrafimy przewidzieć, jak się będziemy czuli, jeśli naruszymy pewne zasady.
R.S.
: – Antycypujemy ból. Praźródłem biologicznym sumienia jest zdolność odczuwania bólu. Kiedy zaczęliśmy odróżniać siebie od innych ludzi, zaczęliśmy też dostrzegać pewne podobieństwo innych do nas samych. Wiemy z doświadczenia, co to znaczy boleć, gdy obserwujemy ból innej osoby. Przeskoczmy wieki. Jest rok 1999, na stole operacyjnym leży człowiek, ma operację w związku z padaczką. Nie jest uśpiony, lekarze poddają go eksperymentowi. Nakłuwają mu opuszkę palca, a jednocześnie cienką rurką wchodzą w głąb jego mózgu, w zakręt obręczy, i znajdują neurony odpowiadające na ból. Nie są zaskoczeni, zakręt obręczy jest miejscem odczuwania bólu. Ale kiedy lekarz nakłuwa swój palec, w mózgu pacjenta, który to widzi, aktywują się te same neurony, jak wtedy, gdy nakłuwano jego palec. Czyli czyjś ból staje się moim bólem. Boli mnie, gdy widzę, że ktoś cierpi, bo uruchamiają się moje neurony lustrzane. Taki jest mózgowy mechanizm empatii. Dzięki n...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy