Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

21 sierpnia 2019

W szkole trzech roczników

27

W liceach, technikach i szkołach branżowych spotkało się blisko 730 tysięcy młodych ludzi w wieku od 14 do 16 lat. Co to oznacza dla nich samych? Co to oznacza dla ich rodziców i wychowawców?

Zacznijmy od liczb – w czerwcu 2019 o miejsca w polskich szkołach ponadpodstawowych ubiegało się dwa razy więcej uczniów niż rok wcześniej (wtedy było nieco ponad 360 tysięcy młodych ludzi). Wnioski o przyjęcie do liceów, techników i szkół branżowych złożyło 350 tysięcy absolwentów gimnazjów oraz 376 tysięcy ósmoklasistów (dane Ministerstwa Edukacji Narodowej). MEN zakładało, że 44,5 proc. uczniów trafi do liceów, 40,5 proc. do techników, a 15 proc. do szkół branżowych.

Teraz, we wrześniu 2019, młodzi ludzie mają na głowie jedną troskę mniej: wiedzą już, do jakich szkół będą chodzić. Wielu z nich nie dostało się tam, gdzie pragnęło – znaleźli miejsce w szkołach trzeciego, czwartego, a nawet dalszego wyboru. Spory odsetek musiał rozpocząć naukę w szkołach branżowych. Zamożniejsi opiekunowie posłali swoje dzieci do prywatnych placówek.

Czy rodzice, nauczyciele i uczniowie mogą już odetchnąć z ulgą, że najtrudniejsze za nimi? Niestety, mam złą wiadomość: skutki przepełnienia w szkołach, będącego efektem reformy, staną się odczuwalne na co dzień. Postaram się przyjrzeć temu zjawisku z perspektywy placówki, uczniów i uczennic, nauczycieli oraz rodziców.

Z punktu widzenia szkoły

Kumulacja roczników w szkołach średnich z pewnością spowoduje pogorszenie warunków lokalowych. Wiele szkół zaoferowało stworzenie dodatkowych oddziałów, aby zaspokoić potrzeby uczniów. Oznacza to, że zamiast np. 4 klas pierwszych jest ich 8 albo i 14 (np. w I LO w Krakowie). Szkoły czeka modernizacja łazienek, powiększanie szatni, wykorzystanie każdej wolnej przestrzeni na nowe sale lekcyjne. W niektórych podjęto decyzję o zabudowie korytarzy, podziale większych sal na dwie mniejsze, likwidacji auli, zmniejszeniu bibliotek, zaanektowaniu zapleczy przy pracowniach. Raczej nie będzie już takich luksusów jak sala baletowa czy ciemnia.

Ułożenie planu lekcji dla wszystkich to jeszcze większa łamigłówka. Lekcje WF często odbywają się na korytarzach. Zwiększona liczba uczniów sprawiła, że część szkół wprowadziła zmianowy system nauki. Skutkiem tego nie będą mogły zarobić na wynajmowaniu sal zewnętrznym firmom, oferującym uczniom dodatkowe zajęcia w godzinach popołudni- owych.
Od lat prowadzę zajęcia profilaktyczne w szkołach. Jeszcze parę lat temu normą było dzielenie klas na warsztaty i prowadzenie zajęć w dwóch salach. Uczniowie zostawali w jednej sali przez całe zajęcia; przy takiej organizacji zachowany był profilaktyczny charakter warsztatów. Teraz normą jest prowadzenie zajęć w jednej sali dla całej klasy. Szkoły coraz częściej ograniczają liczbę godzin warsztatów, a nawet częściowo lub całkowicie rezygnują z ich realizacji. Wszystko dlatego, że skomplikowane jest ułożenie grafiku zajęć dla całej szkoły, gdy trzeba zająć choć jedną salę na dłuższy czas. Podejrzewam, że organizacja tego typu zajęć – w nowej sytuacji jeszcze bardziej potrzebnych – stanie się wyjątkowo trudna ze względu na ograniczenia lokalowe.

Stworzenie planu lekcji dla całej szkoły to problem również ze względu na deficyt pedagogów. Niedawny strajk nauczycieli zwiększył, mam nadzieję, świadomość społeczną dotyczącą ich sytuacji. Coraz mniej młodych ludzi decyduje się na wybór studiów pedagogicznych. W efekcie szkoły mają coraz większe trudności z rekrutacją nauczycieli, a zwiększenie liczby uczniów w szkole powoduje konieczność zatrudnienia nowej kadry, której brakuje. Znam szkołę, w której dwie klasy mają lekcje z języka obcego na przemian co drugi miesiąc, ponieważ uczy w nich jeden nauczyciel, który pracuje też w kilku innych placówkach. Trudno mówić w tym wypadku o efektywności nauki.

Z punktu widzenia pracowników

Tu też nie jest wesoło. Zwiększona liczba oddziałów i uczniów w klasach spowodowała, że część nauczycieli musiała oddać swoje gabinety lub zaplecza. Niektóre pokoje nauczycielskie pewnie zostaną zmniejszone. Ciasnota dotknie więc nie tylko młodzież.

Większa liczba oddziałów wpłynie na efektywność nauczania i higienę pracy nauczycieli także z innego powodu: zamiast uczniów z 4 nowych klas muszą zapamiętać z 10 klas. Indywidualne podejście do ucznia stanie się mrzonką – będą musieli sprawdzić więcej testów, przeczytać więcej wypracowań, przygotować się do większej liczby lekcji. Obciążeni pracą i niedowartościowani finansowo nauczyciele już teraz są sfrustrowani. Proces ten będzie się z pewnością pogłębiał.

Z punktu widzenia uczniów

W mediach często się mówi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy