Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

21 sierpnia 2019

Czy komputery są szkole niezbędne

27

Barwne i efektowne animacje komputerowe wcale nie muszą skuteczniej wyjaśniać np. dynamiki ruchu niż podręcznikowa, czarno-biała ilustracja.

One Laptop Per Child (OLPC) był programem edukacyjnym w kra[-]jach Trzeciego Świata. Miał zoptymalizować nieskuteczne procesy edukacyjne. Jego twórcy założyli, że każdy uczeń otrzyma komputer, który służyć mu będzie do nauki. Stosunkowo szybko okazało się jednak, że laptopy zaczęły być używane niezgodnie z przeznaczeniem, co świetnie opisuje Manfred Spitzer w książce Cyfrowa demencja. Dzieci, które je dostały, szybko zaczęły szukać treści zabronionych lub przynajmniej nieprzeznaczonych dla nich.

Przykład programu One Laptop Per Child to kolejny dowód na trafność metafory spopularyzowanej przez medioznawcę Marshalla McLuhana. Mówił on, że rozwój mediów możemy obserwować tylko we wstecznym lusterku – efekty wprowadzania określonych rozwiązań zauważymy dopiero po upływie pewnego czasu. Przykładów szukać można dziś nie tylko w krajach „na dorobku”. Podświetlane ledowo progi przed przejściami dla pieszych, które sygnalizują osobom zapatrzonym w smartfony możliwość przedostania się na drugą stronę ulicy, są przykładem reakcji na problem, którego nikt nie przewidywał. Podobnie jest z wykorzystywaniem komputerów. Mogą mieć one zupełnie nieprzewidziane skutki dla edukacji, choć teoretycznie wydają się zupełnie neutralnym narzędziem. Program OLPC przypadkowo obnażył jedno z możliwych zagrożeń.

Nie idźmy na ilość

Planując wykorzystywanie komputerów jako narzędzi w procesie edukacyjnym, pamiętajmy, że trudno przewidzieć wszystkie skutki ich stosowania. Problem w tym, że w obliczu głębokich, rewolucyjnych zmian ludzie na ogół wykazują się stosunkowo niewielką wyobraźnią. Przyszłość, jaką staramy się sobie zobrazować, charakteryzuje się bowiem na ogół zwiększeniem „ilości”. Przykładowo: po skonstruowaniu sterowca fascynacja ludzi tymi maszynami przełożyła się na snucie wizji przyszłości z niebem usianym gigantycznymi latającymi „cygarami”. Na drodze rozwoju każdej technologii pojawiają się jednak pewne punkty zwrotne, które mogą całkowicie ją odwrócić lub nawet zakończyć. Sterowce ustąpiły miejsca w przestworzach samolotom i wszystko się zmieniło. Podobnie było choćby z prochem – wyścig na rozmiary przenoszonych ładunków stracił sens w chwili, gdy możliwe stało się rozszczepianie atomu, które całkowicie przedefiniowało współczesne strategie prowadzenia wojny.

Z komputerami może być podobnie – o ile już nie jest. Możliwości współczes[-]nych technologii zachwycają nas na tyle – zupełnie jak ludzi, którzy pierwszy raz zobaczyli na nieboskłonie płynący majestatycznie sterowiec – że gotowi jesteśmy zawierzyć im bardzo wiele, nawet edukację własnych dzieci. Wyobrażamy sobie jednocześnie, że dominacja narzędzi informatycznych w edukacji będzie postępować, a możliwości ich wykorzystania staną się bez porównania bogatsze. Ideał takiego przekazu wiedzy przedstawiają twórcy filmów science fiction, których bohaterowie są podłączani do komputera i maszyna w ułamku sekundy dokonuje transferu danych wprost do mózgu (np. „Matrix”, „Johnny Mnemonic”).

Czy warto palić notatki?

Upowszechnianie się coraz doskonalszych narzędzi nie powinno jednak umacniać nas w przeświadczeniu, że istotą edukacji jest nauczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Piewcy zastosowania w niej technologii cyfrowych przekonują, że multimedia za sprawą oddziaływania na różne zmysły przyczyniają się do równomiernego rozwoju różnych modalności. Twierdzą też, że dają one szansę na naukę bardziej praktycznych umiejętności i odejście od sztywnego „encyklopedyzmu”, który stanowił spuściznę wiedzy książkowej.

Argumentom tym można jednak przeciwstawić choćby zarzut o rozwinięciu się encyklopedyzmu nowego typu. Jak bowiem wyjaśnić fakt, że obecnie niewyczerpanym źródłem uczniowskich „inspiracji” staje się Wikipedia, nie wspominając już o portalach oferujących gotowe prace?

Psychologowie podkreślają, że kluczem do skutecznej nauki jest głębokość przetwarzania informacji. Teoretycznie zasada ta sprawdza się niezależnie od medium, jednak wiele wskazuje, że komputery niekoniecznie jej sprzyjają. Swego czasu przeprowadzono całkiem pomysłowy eksperyment, który dobrze to zilustrował. Badani mieli przeczytać tekst wyświetlany na ekranie komputera i jak najlepiej go zapamiętać. Połowa dowiedziała się, że został on zapisany w pamięci komputera. Pozostali otrzymali informację, że gdy przeczytają tekst, zostanie on bezpowrotnie skasowany. Następnie eksperymentatorzy sprawdzali, jak dobrze wszyscy badani zapamiętali treść.

Okazało się, że o wiele lepiej poradzili sobie ci, którzy sądzili, że tekst zniknie na zawsze. Zawsze sugeruję studentom, by przygotowując się do zaliczenia, przeczytali notatki raz, a następnie je...spalili. Oczywiście moja propozycja wywołuje jedynie ogólne rozbawienie, nikt raczej nie odw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy