Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

21 sierpnia 2019

Dzieci są najważniejsze

25

Patrzyłem na grupę złożoną z dzieci od 3. do 6. roku życia i nie mogłem się nadziwić. Widziałem pełną współpracę, wzajemną pomoc, harmonię indywidualnych i grupowych działań.

Dariusz Kuźma: W jaki sposób poznał Pan system wychowawczy Marii Montessori?
Alexandre Mourot: Gdy przyszła na świat moja córka, zacząłem zastanawiać się, co mogę zrobić, żeby być jak najlepszym ojcem. Nieustannie z nią przebywałem, obserwowałem kolejne fazy rozwoju. Byłem zachwycony jej rozwojem. Kiedy miała 3 lata, zacząłem sprawdzać formy edukacji w przedszkolach. Tak natrafiłem na książki i artykuły na temat metody Montessori i po jakimś czasie zakochałem się w jej założeniach! Brzmi to może nieco patetycznie, ale nie znajduję lepszego określenia.

Powiedział Pan, że dopiero „po jakimś czasie” zakochał się w tej metodzie. Co sprawiło, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia?
Początkowo nierealne wydawały mi się założenia, jakie Maria Montessori opisała w swoich pracach. Choćby takie, że dzieci są w przedszkolu ciche i spokojne, w pełni skoncentrowane na tym, co robią. Że rozumieją potrzebę zachowania dyscypliny i same jej pilnują. Według Montessori niektóre czterolatki potrafią dodawać, odejmować, mnożyć. Krótko mówiąc, z radością podchodzą do matematyki. Pomyślałem, że brzmi to wspaniale, ale nie może być prawdziwe. Zacząłem jednak rozmawiać z francuskimi praktykami i pedagogami Montessori prowadzącymi grupy kształcące wedle tej metody. Miałem też okazję trafić do prawdziwej montessoriańskiej grupy. Właśnie wtedy zrozumiałem, że słowa Marii Montessori to nie czcze przechwałki, tylko prawda.

Dzieci rzeczywiście były ciche, spokojne i zdyscyplinowane?
Tak. Patrzyłem na grupę złożoną z dzieci od 3. do 6. roku życia i nie mogłem się nadziwić. Widziałem pełną współpracę, wzajemną pomoc, harmonię indywidualnych i grupowych działań. Wyczuwałem pozytywne emocje płynące od tych dzieciaków.

To wtedy powstał pomysł na film dokumentalny „Pozwólmy nauczać dzieciom”, opowiadający o różnych aspektach pedagogiki Montessori?
Uznałem, że taki film będzie nie tylko ciekawym wyzwaniem, ale może też przynieść wiele dobrego. Chciałem pokazać, czym jest metoda Montessori w praktyce, gdyż ludzie wciąż źle rozumieją jej założenia. Nie wszystkie grupy nazywane montessoriańskimi są prowadzone wedle wszystkich wytycznych Marii Montessori, więc wyszukałem taką wzorcową. Na północy Francji odkryłem przedszkole Christiana Maréchala. On i rodzice dzieci wyrazili zgodę, żebym sfilmował codzienne życie placówki. Przez pierwsze dni obserwowałem wszystko uważnie, ale starałem się trzymać nieco z boku, żeby nie zaburzać rytmu grupy i poszczególnych dzieci. Dopiero gdy dzieci się ze mną oswoiły, zacząłem chodzić po sali, rozmawiać z nimi. Potem zrobiłem mnóstwo zdjęć, a dopiero na koniec użyłem kamery. W ciągu czterech tygodni doświadczyłem wielu pięknych rzeczy. Wcześniej wydawało mi się, że trzylatki głównie rysują obrazki i bawią się zabawkami. U Maréchala zobaczyłem, jak poprzez zabawę poznają różne aspekty życia codziennego. Przelewały wodę z naczynia do naczynia, sprzątały pomieszczenie, chodziły wzdłuż namalowanych linii, wycinały nożyczkami itd. Wszystkie były uśmiechnięte. Zrozumiałem też, że muszę poznać tę metodę dogłębnie. Zrobiłem międzynarodowy kurs metody Montessori i mogę zajmować się grupami dzieci od 3 do 6 lat.

Wspomniał Pan, że nie wszystkie montessoriańskie grupy odpowiednio wykorzystują tę metodę. Co to znaczy?
Bardzo ważne jest nastawienie i doświadczenie nauczyciela, np. Christian Maréchal jest pedagogiem Montessori od ponad 20 lat. Jeśli nauczyciel nie przeszedł odpowiedniego kursu lub nie do końca rozumie założenia metody Montessori, może mieć spore problemy z ich wprowadzaniem. Jeszcze ważniejsze od formalnego przygotowania jest nastawienie nauczyciela do pracy. Osoby nerwowe, niecierpliwe nie mogą stać się dobrymi praktykami metody montessoriańskiej, ponieważ kluczem do powodzenia jest staranna obserwacja dzieci, która pozwala zrozumieć ich potrzeby i odkryć naturalny potencjał. Nauczyciel powinien traktować dzieci ze spokojem, cierpliwością i wyrozumiałością, wytworzyć więź, bez której nie da się pomóc im w rozwoju. Jednym z celów pedagogiki Montessori jest wspieranie dzieci w dokonywaniu samodzielnych wyborów. Zakłada ona dawanie im wolności w kontrolowanym otoczeniu, pięknym, czystym, dobrze wyposażonym w specjalnie zaprojektowane pomoce. Tych ostatnich musi być oczywiście dużo, żeby dzieci mogły z nich swobodnie korzystać.

Ile dzieci powinna mieć grupa prowadzona zgodnie z metodą Montessori?
Około 25 w różnym wieku. W przedszkolu są to dzieci od 3 do 6 lat. Widziałem jednak grupy, w których była dziesiątka czy piętnastka dzieci, czasami tylko trzy- i czterolatków. W takiej grupie metoda zadziała o wiele słabiej. Oczywiście pierwszy rok nauki w przedszkolu rządzi się swoimi prawami, więc można przymknąć oko na takie niezgodności, generalnie jednak powinny to być duże grupy dzieci w różnym wieku.

Skąd ten nacisk na dużą liczebność i zróżnicowanie wiekowe grup?
Maria Montessori chciała uczyć dzieci życia w prawdziwym świecie, bez sztucznych podziałów, pełnym współpracy, przyjaźni, solidarności międzyludzkiej. Przecież i pan, i ja mamy w naszym otoczeniu ludzi w różnym wieku, o różnych temperamentach i światopoglądach, a mimo to potrafimy się z nimi porozumiewać, wzajemnie sobie pomagać. Często przyjaźnimy się z osobami dużo od nas młodszymi lub starszymi. I to jest piękne. Społeczeństwo jest zbiorem osobowości i postaw, więc dlaczego nie uczyć dziecka od początku jego życia radzenia sobie w tak zróżnicowanym świecie? Co prawda przedszkole nie odzwierciedla dokładnie rzeczywistości dorosłego świata, ale myślę, że w systemie montessoriańskim zbliżamy się do niej na tyle, aby uświadomić dzieciom, że w relacjac...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy