Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

W STRONĘ SZAMANA

0 259

Szaman, kapłan, lekarz i psycholog w różnych czasach i kulturach pełnili w pewnym zakresie pokrewne role. Mimo dzielących te profesje różnic, każda z nich jest związana z pomaganiem. Fenomen owczego pędu, by zostać szamanem, omawia BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI.

O ile jednak nie dziwi zapotrzebowanie na usługi o charakterze medycznym, psychologicznym i duszpasterskim, o tyle dający się zaobserwować renesans zainteresowań szamanizmem wydaje się dziś zjawiskiem zaskakującym. Szamanizm jest od paru dziesięcioleci modny na Zachodzie. Z jednej strony wskazuje na to popularność zarówno literatury, jak i praktycznej oferty (chodzi o różnego rodzaju warsztaty, treningi, kursy) z kręgów szeroko rozumianej myśli tubylczej – przede wszystkim Indian z obu Ameryk, ale też z Australii, Azji i Afryki. Z drugiej zaś coraz częściej mamy także do czynienia z aktywnością literacką i terapeutyczną psychologów – zazwyczaj o orientacji psychoanalitycznej, humanistycznej lub transpersonalnej – którzy z różnych względów uznali, że wybrane elementy szamanizmu mogą być przydatne w ich pracy. Jako przykłady można wymienić członkinię „Ruchu Ludzkiego Potencjału” Jean Houston, Rogera Walsha i Michaela Harnera, a także nader popularnego w Polsce Arnolda Mindella, którego książkę „Psychologia i szamanizm” niedawno opublikowano w naszym kraju (Wydawnictwo „KOS”).

Mindell uważa, że różne kierunki współczesnej psychologii są w stanie dostarczyć wiedzy o tym, jak się dostosować do zmieniających się warunków życia, jak zwalczać fobie, kompleksy, lęki i obawy. Są w stanie pomóc w przezwyciężeniu nerwic i szkodliwych nawyków – tak aby pacjent nie odbiegał od statystycznej normy. Czy jednak są w stanie tchnąć w nasze życie poczucie sensu, magii i cudowności? Co z tego, że założyliśmy rodziny, mamy pracę i pewnie za jakieś dziesięć lat uda nam się spłacić kredyty, skoro nieustannie czujemy się zagrożeni możliwością życiowej porażki, samotnością, nieuleczalnymi chorobami, widmem nieuchronnego końca? Czy jakakolwiek psychologia jest nam w stanie w czymkolwiek pomóc? Zdaniem Mindella – nie. Dlaczego? Bo potrzeby człowieka nie sprowadzają się tylko do bycia zdrowym i posiadania „gwarancji homeostazy” – a więc dostępu do jedzenia, seksu oraz poczucia bezpieczeństwa. Mindell pisze, że setki ludzi spotykanych w różnych krajach poszukuje sposobu na życie oraz ekstazy „i nic poniżej tego poziomu nie daje im szczęścia”.
Receptą na zaistniałą sytuację ma być szamanizm, którego zresztą i tak nie można wyeliminować bezkarnie z codziennego życia. „Zapominanie o szamanizmie nigdy się nie powiedzie, jako że psychologia i medycyna bez swojej starszej siostry staną się jednowymiarowe. Tak więc szamanizm będzie musiał odegrać znaczącą rolę w przekształcaniu zawodów związanych z pomaganiem” – mówi Mindell. Częścią projektu „uzdrawiania sytuacji” ma być jego książka, która oferuje nie tylko zestaw informacji o szamanizmie, ale również pewne praktyczne sugestie. Omawiając fenomeny, z którymi styka się osoba poddana szamańskiemu treningowi, Mindell proponuje ćwiczenia umożliwiające doświadczenie ich „na własnej skórze”. Czy to wszystko ma jakiś sens i do czegoś prowadzi? Mój komentarz opieram zarówno na swojej wiedzy psychologicznej, jak i kilkuletnich doświadczeniach z rdzennymi nauczycielami tradycji duchowych. Chciałbym odnieść się wyłącznie do wątków praktycznych: szamanistycznych oraz tych z pogranicza psychoterapii i szamanizmu.

Pierwsza nasuwająca się sprawa to absolutnie zaskakujący fenomen owczego pędu, aby zostać „szamanem”. Wydaje się, że ten pęd wynika z fundamentalnego nieporozumienia co do tego, na czym w istocie polegają obowiązki szamana. W obrębie tradycyjnej wspólnoty nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby pełnić takiej funkcji, a marzenie o tym uznane zostałoby za widomy dowód niepoczytalności. Zgodny chór rdzennych nauczycieli potwierdza, że tego typu powołanie odbierane jest jako wymagające złożenia ofiary ze swojego życia. Wallace Black Elk pisze we wspomnieniach, że kiedy jakiś jego współplemieniec dowiaduje się, że został przez „Istoty z Góry” wybrany na medicine person, to pierwszą jego reakcją jest przypuszczalnie coś w rodzaju: „O nie, tylko nie to”. Natomiast – kontynuuje lakocki nauczyciel – biali ludzie często przychodzą do niego i chcą, żeby zrobić z nich szamanów. Zapewne mają nadzieję, że wejdą w posiadanie „tajemnych mocy” i w ten sposób radykalnie polepszą swoje życie. Jednak z perspektywy Siuksa owo życzenie musi wydawać się taką samą osobliwością, jaką dla nas byłaby skierowana do dentysty prośba o borowanie zdrowych zębów, i to bez znieczulenia.

Następna ważna sprawa, to złudzenie, że każde zjawisko można poznać i zrozumieć dzięki odpowiedniej literaturze. Jednak szamanizm, jak każda religia sukcesyjna, oparta na bezpośrednim przekazie z nauczyciela na ucznia (do nich należy też buddyzm tybetański czy zen), to taka przedziwna sfera rzeczywistości, którą słowa oddają w stopniu mniej niż umiarkowanym. Pisanie i wykładanie na te tematy jest pouczające w takiej samej mierze, w jakiej skuteczne byłyby próby opanowania sztuki improwizacji w muzyce na podstawie zapisów nutowych i odnośnej lektury. Aby stać się dobrym improwizatorem, trzeba mieć rozległe doświadczenia z muzyką w ogóle, należy poznać najwybitniejsze osiągnięcia innych muzyków i sporo ćwiczyć, a niekiedy nawet do znudzenia powtarzać cudze improwizacje. W końcu adept powinien wypracować sobie własny – a więc niepowtarzalny – styl improwizacji. Mamy tutaj do czynienia z nierozdzielnym splotem teorii i praktyki, przy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy