Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

23 sierpnia 2016

W pułapce lęku 

13

Przychodzi znienacka. Może dopaść nas wszędzie - pod prysznicem, w łóżku, w pracy, na ulicy. Gdy nadchodzi, obezwładnia całkowicie, uciska klatkę piersiową i odbiera oddech. Czy przed niespodziewanymi atakami paniki i napadami lęku można się obronić?

Jest połowa lipca. Termometr za oknem pokazuje 32°C w cieniu! Taki skwar nazywany bywa „pogodą dla zawałowców”. I pewnie jest w tym trochę prawdy, bo karetki jeżdżą po mieście jak zwariowane. Chciałoby się wsiąść do klimatyzowanego samochodu i pojechać nad morze.

Niestety, nie wszyscy mają taką możliwość. Mariusz musiał przełożyć urlop ze względu na obowiązki zawodowe, przez które zresztą od ponad pół roku rezygnuje z życia prywatnego. Ma dopiero 35 lat, więc zawał raczej mu nie grozi. Dziś jednak nie czuje się najlepiej: trudno mu złapać oddech, ma zawroty głowy, mroczki przed oczami i czuje ucisk w klatce piersiowej. Nagle czuje bolesne ukłucie w okolicach klatki piersiowej, a jego serce zaczyna bić jak oszalałe. Zalewa go zimny pot, nogi się pod nim uginają. Zaczyna działać jak automat – odnajduje w kieszeni komórkę i wystukuje na niej numer pogotowia ratunkowego. Nie pamięta przebiegu rozmowy z dyspozytorem. Po około 20 minutach przyjeżdża karetka. W tym momencie objawy prawie całkowicie ustają. Mariusz zostaje jednak przewieziony do szpitala, gdzie przechodzi serię badań.

Gdy okazuje się, że jest zdrów jak ryba, lekarz mówi: „Chociaż taka pogoda może spowodować przeciążenie serca, to wydaje mi się, że pan się po prostu ostro wystraszył. Stąd ten napad”. Mariusz jest prawie pewien, że lekarz powiedział to, żeby się go po prostu pozbyć. A może faktycznie te dolegliwości miały coś wspólnego z lękiem?

Nadgorliwy obrońca
Lęk jest reakcją obronną organizmu, która pomaga nam przetrwać w sytuacji realnego lub potencjalnego zagrożenia, przyczyniając się do zwiększenia naszej czujności, szybkości reagowania oraz gotowości do ucieczki lub walki. Ów mechanizm działania w sytuacji zagrożenia wykształcił się w drodze ewolucji setki tysięcy lat temu. Ze względu na swoją „wiekowość” opiera się on głównie na działaniu ewolucyjnie starych struktur naszego układu nerwowego i nie przewiduje zaangażowania ewolucyjnie młodej kory mózgowej, czyli tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za myślenie. I dobrze, bo „myślenie” tylko niepotrzebnie skomplikowałoby i wydłużyło nasze działanie w sytuacji zagrożenia. To sprawia jednak, że bezpośredni kontakt z obiektem lub sytuacją zagrażającą często wywołuje niezwykle gwałtowną i trudną do opanowania reakcję lękową, której towarzyszą intensywne zmiany w zakresie fizjologii (np. kołatanie serca, pocenie się, drżenie mięśni, zawroty głowy, przyspieszony oddech), myślenia (np. chwilowa utrata zdolności rozumowania i planowania) oraz zachowania (np. ucieczka). Taka intensywna reakcja lękowa zwana jest reakcją paniki.

Czasem lęk nadgorliwie broni naszego bezpieczeństwa i uaktywnia się w zetknięciu z obiektywnie niegroźnymi sytuacjami lub obiektami. Dzieje się tak np. w przypadku fobii. Wiele osób zetknęło się pewnie z reakcją paniki u arachnofobika, którą wywołuje widok pająka. Reakcja taka objawia się we wszystkich trzech opisanych powyżej obszarach – czyli fizjologii, myśleniu i zachowaniu – i jest bardzo intensywna, mimo iż zdajemy sobie sprawę z jej irracjonalności. Zdarza się niekiedy, że w swojej nadgorliwości lęk posuwa się jeszcze dalej i spada na nas jak grom z jasnego nieba bez żadnej widocznej przyczyny: nagle serce przyspiesza, zaczynają drżeć mięśnie, kręci nam się w głowie, nie możemy złapać tchu, robi się nam ciemno przed oczami, mamy poczucie utraty kontroli nad własnym zachowaniem lub oderwania od własnego ciała. Taki rodzaj pojawiającej się bez widocznej przyczyny i bardzo intensywnej, ale krótkotrwałej, reakcji lękowej jest nazywany atakiem paniki. Statystyki mówią, że atak paniki pojawia się przynajmniej raz w życiu u 30 proc. ludzi.

Zespół lęku napadowego

zaburzenie lękowe diagnozowane zgodnie z klasyfikacją ICD-10 u pacjentów, u których w okresie trwającym około miesiąca stwierdzono wystąpienie kilku epizodycznych ataków paniki z objawami pobudzenia autonomicznego układu nerwowego, tzn. pojawiającego się nagle (w okolicznościach, w których brak obiektywnego zagrożenia) i trwającego zaledwie kilka minut uczucia intensywnego lęku i dyskomfortu, któremu towarzyszą różnorodne symptomy fizjologiczne i mentalne, np. podwyższenie akcji serca, trudności w oddychaniu, strach przed utratą kontroli nad sobą, strach przed śmiercią. Zespół lęku napadowego diagnozujemy dopiero wtedy, gdy upewnimy się, że ataki nie są efektem schorzenia somatycznego (np. choroby serca), organicznego zaburzenia psychicznego ani innych zaburzeń psychicznych.

Lęk dopada znienacka
Pierwszy atak paniki może pojawić się w wyniku zwiększonej aktywności autonomicznego układu nerwowego, która jest efektem długotrwałych i/lub intensywnych napięć i stresów. Tak było u większości moich pacjentów skarżących się na ataki paniki. Jeden z nich po długim okresie beztroskiego kawalerskiego życia związał się z kobietą i zamieszkał z nią i jej synem w kupionym „na spółkę” domu. Atak paniki „dopadł” go, gdy brał ciepły prysznic po powrocie do domu z wyjazdu służbowego. Inny pacjent wyprowadził się właśnie z domu rodzinnego do nowego miasta i zaczął studia. U niego pierwszy atak paniki pojawił się w klubie studenckim, w którym kolejną noc świętował zakończenie wyczerpującej sesji egzaminacyjnej. Ostatnio przyszła do mnie matka dwuletniego chłopca i trzyletniej dziewczynki, która pół roku wcześniej podjęła nową pracę po urlopie macierzyńskim. Nie dość, że praca okazała się wymagająca, to synek poważnie zachorował i wymagał intensywniejszej opieki. U tej pacjentki atak paniki nastąpił wieczorem, gdy po wyjątkowo ciężkim dniu położyła się do łóżka.

Można przyjąć, że u wszystkich tych osób stres i napięcie doprowadziły do pobudzenia autonomicznego układu nerwowego, którego efektem było pojawienie się objawów fizjologicznych. Prawdopodobieństwo, że objawy te wywołają atak paniki wzrasta, jeśli życie nauczyło nas, że nagłe zmiany w organizmie są dla nas zagrożeniem (np. oznaką zawału serca lub udaru mózgu). Skojarzenie objawów z zagrożeniem powoduje, że te właśnie objawy wywołują lęk – na takiej samej zasadzie jak pająk uruchamia reakcję lękową u arachnofobika.

Problem polega na tym, że lęk przed objawami może przyczynić się do wystąpienia tych objawów. Jak to się dzieje? Lęk aktywizuje autonomiczny układ nerwowy, co ma nas przygotować na spotkanie z zagrożeniem. Współczulna część tego układu sprawia, że serce zaczyna łomotać, oddech przyspiesza, rozszerzają się naczynia krwionośne doprowadzające krew do mięśni, serca i płuc, a zwężają się naczynia krwionośne zaopatrujące skórę, układ trawienny i narządy płciowe, gdyż tracą one na znaczeniu w sytuacji zagrożenia.

Aby zwiększyć wydajność, nasz organizm dodatkowo podwyższa napięcie mięśniowe, zwiększa produkcję insuliny w celu lepszego wykorzystania węglowodanów obecnych we kr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy