Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

12 lutego 2016

W poszukiwaniu sprężystości

46

Od małego jesteśmy przyzwyczajani do tego, że bolesne doświadczenia usprawiedliwiają nasze niedociągnięcia czy słabości, zwalniają nas z odpowiedzialności. Zamiast tego w dzieciach powinno się wykształcać sprężystość emocjonalną - dzięki niej łatwiej będą radziły sobie ze stresem i trudnymi chwilami - przekonuje profesor Jacek Bomba.

PAULINA PAJĄK: – Kiedy myślę o sile wewnętrznej, to mam przed oczami znane mi osoby: wychowanka domu dziecka, który jako dorosły współtworzy szczęśliwą rodzinę, czy mamę osoby zmagającej się z poważnymi problemami psychicznymi, która zachowała w sobie życzliwość i ciepło. Czy można powiedzieć, że te osoby posiadają siłę wewnętrzną?
JACEK BOMBA: – Według mnie siła wewnętrzna ujawnia się w sytuacji, w której człowiek może zmierzyć się z tym, co w nim samym jest nie w porządku. Innymi słowy, jest w stanie udźwignąć to, że nie jest najmądrzejszy, najpiękniejszy czy najlepszy. Jestem jednak przeciwnikiem terminu siła wewnętrzna, ponieważ uważam, że kiedy potocznie mówi się o sile, to ma się na myśli kogoś, kto się rozpycha i uderzy, dążąc do zapewnienia przetrwania sobie, swojej rodzinie i genomowi – mamy tu zatem wpływ darwinizmu.
Natomiast osoby, o których pani wspomina, znalazły się w bardzo trudnej sytuacji, a jednak zachowały ciepło, wytrwałość, zrozumienie. Jest to niezgodne z wiedzą potoczną – spodziewamy się raczej, że będą okaleczone. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że doświadczenia bolesne, takie jak pobyt w domu dziecka, choroba psychiczna w rodzinie czy utrata rodziców, usprawiedliwiają nasze niedociągnięcia czy słabości. Takie myślenie jest powszechne w codziennym życiu i wynika z tego, że jeśli jesteśmy z czegoś niezadowoleni, to sami chętnie uciekamy od odpowiedzialności
– i lokujemy ją na zewnątrz. „Winny” jest zatem dziadek, matka, komunizm, wojna czy kryzys ekonomiczny. A gdyby nie ten „winny” – zdobylibyśmy wszystko. Unikamy w ten sposób dyskomfortu złego zdania o sobie, poczucia winy czy wyrzutów sumienia. Co więcej, czujemy się usprawiedliwieni.
A przecież nasza historia i kultura pełne są przykładów tego, że przez trudne sytuacje można przejść zwycięsko – od Heraklesa, poprzez Mojżesza na pustyni, po Hioba. Popularne przysłowie mówi, że „cierpienie uszlachetnia”, a za tym idzie cała romantyczna tradycja, w której jesteśmy wychowywani: cierpienie i przeciwności losu są źródłem twórczości. Gdyby Maryla Wereszczakówna odwzajemniła uczucie Mickiewicza, to nie mielibyśmy narodowego poety, ale przecież z jakiegoś powodu nikt nie chce być niekochany!

Wspomniał Pan przysłowie, do którego odwołali się zarówno Józef Tischner, jak i Barbara Skarga, kiedy mierzyli się z poważną chorobą. Wyszli z tej próby bardzo godnie, mówiąc jednak, że cierpienie nie uszlachetnia.
– Ależ ja również się z tym zgadzam! Tyle tylko, że nie ma tutaj prostej zależności. Cierpienie przede wszystkim człowieka upokarza. Utrata sprawności
– taka, gdy człowiek z powodu parkinsonizmu nie jest w stanie zapiąć guzika – i ograniczenia narzucone z zewnątrz zawsze godzą w podstawowy wymiar, jakim jest ludzka godność.

Koncepcja resilience stara się wyjaśnić fenomen osób, które pomimo choroby, niekorzystnych warunków życia czy przeciwności losu dobrze radzą sobie w życiu. Na czym ona polega?
– Termin resilience, czyli „sprężystość emocjonalna”, pochodzi stąd, że człowiek sprężysty może się ugiąć pod naciskiem sytuacji trudnej, a potem znów powstać, a nawet rozwinąć się. To obrazowo pokazuje, że nie chodzi o jakiś mój statyczny zasób, taki jak cechy charakteru, ale o sposób, w jaki zachowuję się w sytuacji trudnej. Ten sposób zaś oczywiście zależy również od zasobów, jakimi dysponuję, będąc w opresji. Sprężystość emocjonalna jest zatem czymś więcej niż siła wewnętrzna.

Czy fenomen pozytywnej adaptacji dzieci i młodzieży narażonych na sytuacje trudne, czy wręcz traumatyczne, ma również biologiczne podstawy?
– Sprężystość emocjonalna zależy od interakcji między wyposażeniem genetycznym a okolicznościami, które ekspresję pewnych genów ułatwiają. Cokolwiek przeżyjemy – w naszym mózgu syntetyzuje się białko, które tworzy synapsę. Bez tego procesu nie może zajść ani zapamiętywanie, ani nawet skojarzenie – poza świadomością – emocji z bodźcem. Geny warunkują aktywność enzymów, które te białka syntetyzują. Dlatego oddziaływanie środowiska na nic się nie przyda, jeżeli nie ma genu – dziecko może być otoczone staranną opieką, nie wywoła to jednak oczekiwanych skutków, jeśli ono nie ma specyficznej konstelacji genów. Problem polega na tym, że pomimo ogromnej wiedzy z zakresu genetyki, nie wiemy, jakie to geny. W dodatku większość badań koncentruje się na genach odpowiadających za metabolizm neurotransmiterów. Teorie neurotransmisji dominują w badaniach nad powstawaniem zaburzeń psychicznych, a tutaj potrzebne byłyby badania genów, odpowiedzialnych za budowę synaps.
To zjawisko bardzo złożone: mamy bliżej nieokreśloną masę genów, które siedzą w chromosomach i wiszą w mitochondriach – trochę od ojca i trochę od matki. Większość z nich jest – pewnie na szczęście – niewykorzystana, ale i tak wiele z nich stanowi tło. Mamy zatem akompaniament tej szczególnej orkiestry, który usprawnia lub hamuje działanie zespołu genów, który miałby odpowiadać za budowę synaps.

W jaki sposób te genetyczne czynniki oddziałują na sprężystość?
– Mniej więcej od 10 lat są tak zwane twarde dowody, które mówią o tym, co John Bowlby nam przekazał pół wieku wcześniej: że przywiązanie ma tu istotne znaczenie. Z badań nad rozwojem mózgu w ciągu pierwszych trzech czy pięciu formatywnych lat życia wynika, że nie rozwija się on linearnie, ale skokowo: raz tu, raz tam. Wiadomo, że w okresie ząbkowania, tzn. 7–10 miesięcy życia, ten skok dotyczy głównie połączeń między korą przedczołową a strukturami głębokimi.
Rodzaj interakcji między matką a dzieckiem może mieć wpływ na tempo i zakres rozwoju połączeń, które idą od kory przedczołowej do jądra migdałowatego. Te połączenia są odpowiedzialne za możliwość włas[-]nego wpływu na odczuwany lęk. Jeżeli zatem interakcja między matką a dzieckiem jest dysfunkcjonalna, to może ono później mieć trudność z samodzielnym uspokojeniem się.

Podobno osoby sprężyste można rozpoznać już w okresie niemowlęctwa. Są opisywane jako tzw. dobre dzieci – aktywne, mało płaczące, okazujące czułość i radość. Czy jednak rodzice i bliscy mogą pomóc dzieciom w rozwijaniu sprężystości emocjonalnej?
– Jedną z podstawowych kwestii jest to, by nauczyć dziecko umiejętności korzystania z oparcia tak, aby nie było to dla niego upokarzające. Przy czym największe moim zdaniem efekty korzystania z oparcia uzyskuje się, kiedy ma się świadomość jego istnienia, a zarazem nie ma konieczności, by o nie poprosić. Dziecko powinno mieć poczucie, że jest kochane i są w jego otoczeniu ludzie życzliwi. Choć lepiej, by otrzymywanie wsparcia nie było częstym doświadczeniem, a dziecko wiedziało, że skorzystanie z czyjejś pomocy zobowiązuje również do wsparcia tej osoby w trudnych chwilach. Moje pierwsze i najbardziej chyba znaczące wspomnienie z dzieciństwa dotyczy właśnie takiej sytuacji. Mama powierzyła mi zadanie przyniesienia butelki, aby mogła nakarmić moją młodszą siostrę. Miałem mniej więcej trzy lata, więc musiała to być druga połowa 1944 roku. Doskonale pamiętam poczucie dumy z tego, że pomagam mamie. Wczesne nauczenie dziecka, że warto i należy pomagać, jest źródłem poczucia autonomii i świadomości, że ono samo jest kimś dobrym.
Rodzice, którzy potrafią tak wychować dziecko, nie mają w sobie obaw o to, czy partner ich kocha. Zanim podejmiemy decyzję o posiadaniu dziecka, warto zapytać siebie: „Czy potrafię je wychować? Czy jestem na tyle pewien siebie i świata, aby zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa?”. Nie: czy mam dość pieniędzy na jego wychowanie czy kształcenie?, bo to jest drugorzędne.
Badania prowadzone przez serbskich psychologów i psychiatrów dziecięcych w okresie rozpadu Jugosławii, podczas niezwykle brutalnej pierwszej wojny chorwacko-serbskiej, pokazują, że posiadanie w kimś oparcia ma kluczowe znaczenie dla skutków wojennej traumy. Okazało się, że nawet jeśli dziecko doświadczyło strasznej traumy – śmierci bliskiej osoby czy gwałtu – może uniknąć długofalowych jej następstw dzięki obecności osoby, z którą było w dobrej, bliskiej relacji, najczęściej matki.

Na czym może się opierać taka dobra, bliska relacja?
– Na zaspokajaniu potrzeby przywiązania w adekwatny sposób – taka matka nie jest ani nadopiekuńcza, ani odrzucająca, ani kapryśna. To, jak rozwinie się ta relacja, zależy jednak od obu stron: reakcja matki na dziecko zależy również od jego zachowania – od tego, czy dobrze śpi i je, czy ma różne dolegliwości... Znaczenie mają również stosunki w całej rodzinie. Ta relacja powstaje bardzo wcześnie – ważne...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy