Dołącz do czytelników
Brak wyników

Między słowami

14 czerwca 2020

NR 2 (Luty 2018)

Ten wspaniały Leni

57

W tym roku obchodzimy setną rocznicę urodzin Leonarda Bernsteina.

W karierze pomógł mu grecki dyrygent i amerykański kompozytor Copland, a może przede wszystkim szczęśliwy traf, kiedy to zastąpił chorego Brunona Waltera na scenie muzycznej świątyni – Carnegie Hall. Był człowiekiem wielu talentów: dyrygował, komponował, prowadził popularyzatorskie koncerty i programy, pisał książki i felietony. Umiał docierać do publiczności, zarówno tej najmłodszej, jak i do seniorów. Pomagała mu w tym olbrzymia wiedza, poczucie humoru i charyzma, która wszystkie poczynania znaczyła osobistym stemplem. Oczywiście mowa o Leonardzie Bernsteinie.

Pierwszy raz zobaczyłem go na koncercie w Carnegie Hall. Chciał, żeby publiczność go wielbiła. Przed występem witał ją w hallu, rozmawiał niemal z każdym. Zauważyłem, że przed samym koncertem denerwował się i wydawał się nieobecny – a zatem nawet najwięksi podlegają takim stanom, zapewne z powodu olbrzymiej odpowiedzialności i świadomości, że publiczność wobec swoich ulubieńców jest szczególnie wymagająca.

Pod jego batutą izraelska orkiestra zagrała V Symfonię Beethovena. Dyrygował w specyficzny sposób: podskakiwał, podnosił ramiona, obejmował batutę dwiema rękami i ściskając, potrząsał nią w dole. Rozumiem tę niekonwencjonalność – dla mnie też liczy się tylko rezultat.

Drugie moje spotkanie z Lenim, jak mówili o nim przyjaciele, miało miejsce w Bostonie. Wspaniała orkiestra wykonywała któryś z jego utworów. Dyrygował Zubin Mehta. Pamiętam wielkie owacje i to, że na bis wywoływany przez publiczność Bernstein zadyrygował ten sam utwór. Wypadło gorzej niż poprzedn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy