Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

TELEWIZYJNY ŚWIAT REALNY

0 635

Kilkuletnie dziecko wierzy, że gdyby telewizor obrócić „do góry nogami”, wylałaby się woda ze szklanki, którą właśnie ogląda na ekranie. Dorośli śmieją się z naiwności dziecka, przekonani, że oni sami nie mylą mediów z rzeczywistością. Do czujności przed telewizorem zachęca KRYSTYNA SKARŻYŃSKA.

Tymczasem to tylko złudzenie, jedno z tych, które pozwalają żyć z poczuciem dobrego mniemania o sobie jako istocie myślącej, racjonalnej i niezależnej, kontrolującej swoje przekonania, opinie i zachowania. Badania pokazują, że przeciętny odbiorca telewizji (ale także użytkownik komputera i innych mediów) zwykle nie pamięta, iż ma do czynienia tylko z medium, czyli środkiem czy narzędziem technicznym służącym do przekazywania informacji o świecie i do rozrywki. Widzowie na ogół bezrefleksyjnie wchodzą w społeczne relacje z mediami, co oznacza, że zaczynają podlegać wszelkim psychologicznym prawidłowościom tworzenia sympatii i niechęci oraz wiarygodności.

Znani amerykańscy badacze mediów, Byron Reeves i Clifford Nass, opisują („Media i ludzie”, Warszawa 2000) wiele pomysłowych eksperymentów wykazujących zadziwiające podobieństwo między działaniem wspomnianych prawidłowości w realnych kontaktach interpersonalnych i w kontaktach z mediami. Okazuje się na przykład, że ocena jakości programu komputerowego i samego komputera zależy od tego, czy jego użytkownicy są chwaleni podczas gry komputerowej, czy też krytykowani. Gdy program gry, podobnej do zabawy „Dwadzieścia pytań”, zawierał komplementy pod adresem gracza, takie jak: „Dobra robota. Twoje pytanie wprowadza interesujące i użyteczne rozróżnienie” – badane osoby istotnie wyżej oceniały działanie komputera podczas gry niż użytkownicy tego samego komputera, którzy w tej samej grze otrzymywali uwagi krytyczne typu: „To niewłaściwa decyzja; niepotrzebnie komplikujesz grę”.

A jak to jest z użytkownikami telewizji? Sprawa jest poważniejsza, bowiem telewizja to medium niemal powszechnie dostępne, często używane, dla wielu dużych i małych widzów stanowi główne źródło wiedzy o świecie. Co więcej, medium to oddziałuje różnymi kanałami: dysponuje nie tylko słowem i dźwiękiem, ale przede wszystkim obrazem i daleko idącymi technicznymi możliwościami twórczego i dowolnego konstruowania obrazu rzeczywistości. Telewizja raczej kreuje pewien obraz świata, niż wiernie świat przedstawia – taki wniosek wypływa z setek badań, przeprowadzanych w różnych krajach. Przyjrzyjmy się więc kilku jaskrawym przypadkom kreowania przez telewizję takiego obrazu jakiegoś obszaru rzeczywistości, który odbiega od faktów.

Przykład pierwszy: wizja „ponurego świata”. Od połowy lat 70. dwudziestego wieku kolejne badania prowadzone w USA, w Europie Zachodniej, a ostatnio także w Polsce, pokazują, iż „namiętni” oglądacze telewizji (tzw. heavy viewers, spędzający przed ekranem co najmniej 4 godziny dziennie) mają bardziej „skrzywiony” i stereotypowy obraz rzeczywistości niż ludzie w tym samym wieku, podobnie wykształceni, oglądający telewizję sporadycznie (przeciętnie nie dłużej niż godzinę dziennie). „Namiętni” telewidzowie widzą świat jako miejsce permanentnych wojen, przemocy i oszustw w relacjach międzynarodowych, międzygrupowych i międzyludzkich; ludzie wydają się im bardziej egoistyczni, pazerni, nieuczciwi i agresywni, niż widzą to osoby rzadziej korzystające z tego medium. Ich wizja pewnych fragmentów rzeczywistości znacząco odbiega od tego, jakie są w tej rzeczywistości fakty. Na przykład polscy młodzi i żarliwi oglądacze telewizji sądzą, że aktualnie na świecie żyje mniej starych ludzi i są oni częściej i bardziej chorzy niż w poprzednich pokoleniach albo że bezrobocie bardziej zaburza dobrostan psychiczny młodzieży niż osób starszych. W obu przypadkach jest dokładnie odwrotnie (por. K. Skarżyńska, „Kultura Popularna” nr 2/2002). Mechanizm tworzenia tych błędnych wyobrażeń jest prosty: telewizja dostarcza pewnych schematów interpretowania rzeczywistości poprzez częste powtarzanie określonych sytuacji i opinii. To, co widzimy częściej, wydaje nam się bardziej prawdziwe. Psychologowie dowodzą, że częste powtarzanie największej bzdury czyni ją bardziej wiarygodną
(por. A. Pratkanis, E. Aronson, „Age of propaganda”, New York 2001).
Przykład drugi: widzowie czerpią z telewizji, zwłaszcza z amerykańskich seriali i filmów kryminalnych, ale także z serwisów informacyjnych i reportaży, wyobrażenia na temat różnych zagrożeń, obszarów przestępczości, funkcjonowania policji i organów wymiaru sprawiedliwości. W ostatnich miesiącach tematem numer jeden w polskich mediach jest korupcja i jej powszechność w różnych sferach naszej rzeczywistości. Niedawno zaproszono mnie do audycji, w której dziennikarz potrzebował wsparcia dla jego zdaniem oczywistej tezy, iż żyjemy w „cywilizacji oszustwa”. Telefony i listy od słuchaczy potwierdzały powszechność tej opinii. Tymczasem okazuje się, że nie ma empirycznych dowodów na taka tezę: policyjne i prokuratorskie dane statystyczne pokazują, iż ten rodzaj przestępczości w Polsce ani nie jest dominujący, ani gwałtownie nie wzrasta liczba takich przestępstw, jak oszustwa, próby korupcji, fałszerstwa czy malwersacje gospodarcze. Owszem, wyraźny przyrost tego rodzaju przestępczości zarejestrowano na początku lat 90., co wyjaśniane jest zmianą systemu ekonomicznego i politycznego w Polsce. Jednak między rokiem 1994 a 2001 wyżej wymienione rodzaje przestępstw stanowią 7–8 proc. ogółu rejestrowanej przestępczości i nie widać szybkiego ich przyrostu. Nawet jeżeli dodać do rejestrowanych statystyk pewną „ciemną liczbę” tego rodzaju czynów, to i tak widać wyraźną rozbieżność między stosunkowo małym udziałem tych przestępstw w ogólnych statystykach a sądem opinii publicznej na ten temat. Socjolog Kazimierz Frieske, zwracając uwagę na tę rozbieżność, pokazuje także polityczne konsekwencje medialnego zaniepokojenia przestępczością („Wymiary życia społecznego”, red. M. Marody, Warszawa 2002). Pisze on:

„(...) wyjątkowo przejrzysta wydaje się taka manipulacja stanami umysłów w Polsce, która najpierw zmierza do budowania poczucia społecznego zagrożenia przestępczością po to, aby następnie gromadzić polityczny kapitał na programach jej zwalczania,
na domaganiu się zasadniczych zmian w alokacji publicznych zasobów itp. Nie są to wprawdzie zabiegi karalne, ale paskudne w tej mierze, w jakiej naruszają strukturę zdrowego rozsądku”.

Nie jest to tylko polska specyfika. Amerykańscy badacze mediów, Craig Haney i John Manzolati, wykazali („Człowiek istota społeczna. Wybór tekstów”, red. E. Aronson, Warszawa 2001), jak bardzo odbiega od amerykańskich realiów prezentowany w telewizji obraz powszechności różnych rodzajów przestępstw, wizerunek osób popełniających przestępstwa czy obraz policjantów i ich pracy.

Przykład trzeci: debaty polityczne. W ważnych politycznie momentach, na przykład podczas kampanii wyborczej, najważniejsi politycy różnych opcji spotykają się w studiu telewizyjnym, aby w świetle kamer dyskutować najważniejsze – ich zdaniem – kwestie sporne. Widzowie dość szybko przestają się koncentrować na treści wypowiedzi dyskutujących polityków, zaś przedmiotem ich uwagi stają się niewerbalne zachowania polityków, widziane na ekranie. Tu telewizja ma olbrzymie możliwości techniczne: może operować kamerami i ujęciami tak, by któryś z uczestników debaty wydawał się sympatyczniejszy, bliższy widzom, bądź też odwrotnie: wyglądał na znudzonego, aroganckiego, odległego od widzów. Ciekawą ana...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy