Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

10 września 2018

Szok w podróży

69

Gdy w XIX wieku kolej zawładnęła niemal całym światem, wielu pasażerów zaczęło doświadczać negatywnych skutków podróżowania nowym środkiem transportu. Wśród nich był Władysław Reymont.

W 1867 roku brytyjski chirurg Sir John Eric Erichsen opublikował książkę, w której twierdził, że uraz psychiczny obserwowany u ofiar wypadków kolejowych jest wynikiem uszkodzenia rdzenia kręgowego. W ten sposób powstała teoria tzw. railway spine (dosłownie: kolejowy kręgosłup), niejedynej zresztą jednostki chorobowej związanej z jazdą pociągiem. We wczesnym okresie rozwoju dróg żelaznych rozpoznawano także „chorobę kolejową”. Jej objawami były: drżenie, irytacja nerwowa, zmęczenie, a nawet niestrawność – obserwowana u podróżnych oraz obsługi pociągu, np. u maszynistów, po wielu godzinach jazdy.

Największą uwagę skupiała jednak na sobie teoria Erichsena. Niektórzy lekarze akceptowali tezę, że zaburzenia psychiczne występujące po wypadku wynikają z fizycznego uszkodzenia układu nerwowego. Inni zaś, a wśród nich Jean-Martin Charcot, uważali, że objawy spowodowane są histerią. W ten sposób powstały dwa kierunki interpretacji psychologicznych zaburzeń pourazowych: „psychiczny” i „organiczny”. Nie ten brak zgodności był jednak głównym problemem, jaki pojawił się w związku z terapią ofiar katastrof. Lekarze zauważyli, że o sile objawów chorobowych często decydowała chęć uzyskania przez pacjenta wysokiego odszkodowania od przewoźnika lub pracodawcy. Niemcy nazywali podobne przypadki „nerwicą rentową”. Ekspertyza sądowo-lekarska stała się dużym wyzwaniem – dokonujący jej lekarz nie mógł dać się zwieść manipulacjom poszkodowanych.

Feralny piątek

Znaną ofiarą katastrofy kolejowej i wyjątkowo trudnym pacjentem wielu lekarzy był Władysław Stanisław Reymont. W piątek 13 lipca 1900 roku pisarz podróżował z Warszawy do Wolbórki w powiecie piotrkowskim, gdzie mieszkał jego ojciec. Jechał pociągiem w przedziale 2 klasy wraz z Janem Gadomskim, redaktorem „Gazety Polskiej”, i jego siostrą, Teofilą. Pod Włochami, z powodu źle przestawionej zwrotnicy, pociąg zderzył się ze składem jadącym z Sosnowca do stolicy Królestwa. Chwilę przed wypadkiem Teofila Gadomska zamieniła się miejscami z Reymontem i usiadła koło okna. Kosztowało ją to życie; pisarz został ranny. Osiem lat później Reymont wspominał te przerażające chwile w noweli Senne dzieje: „W przedziale rozmawiano o wystawie paryskiej, przysiadłem (...) przy drzwiach i zapaliłem papierosa, gdy naraz rozległ się straszny huk... pociąg się zatargał gwałtownie i runął w coś całą siłą... wagon podskoczył i spiął się jak koń... padłem na ziemię, a gdym się zerwał, nieszczęście już się stawało... już ściany szły na siebie... podłoga się zapadała... dach pękał i walił się na głowy... szkło sypało się gradem... już się wszystko łamało z dzikim krzykiem chaosu”.

Reymonta przewieziono do szpitala na Pradze. Miał znaczną ranę głowy. Później pojawiły się bóle wewnętrzne i objawy psychiczne. Oprócz głuchoty w jednym uchu pisarz miał kłopoty z chodzeniem, bóle w klatce piersiowej, silne zawroty głowy i lęki, męczyła go bezsenność i – co było dla niego szczególnie przykre – nie był w stanie podjąć pracy twórczej. W liście do jednego z przyjaciół zwierzał się: „wyjmuję rękopis, czytam, biorę pióro i chcę pisać – no i nie mogę, bo nie znajduję w sobie ani jednej myśli; ani jednego obrazu, nic, nic – to szaleństwo może ogarnąć”.

Pisarz wyjechał na kurację do Wenecji, potem próbował się leczyć w różnych klinikach, u wielu specjalistów – pomocy szukał u Richarda von Kraffta-Ebinga w Wiedniu, krakowskich lekarzy, Emanuela Mendela w Berlinie.

Niezdecydowany pacjent

Krafft-Ebing po szczegółowej konsultacji zalecił Reymontowi odpoczynek i oddanie się obserwacji w jego zakładzie. Pisarz nie zdecydował się jednak na to i... szybko wyjechał z Wiednia do Krakowa. Jeszcze co najmniej pół roku skarżył się na różne problemy zdrowotne, lecz – jak pisał Witold Kotowski – w końcu „słuch powrócił, żebra zagoiły się, chromanie ustało, a otrzymawszy znaczną sumę odszkodowania pisarz odzyskał, zdaje się, równowagę psychiczną i zdolność twórczą”.

Trudno stwierdzić, dlaczego Reymont nie skorzystał z zaleceń Kraffta-Ebinga. Do końca życia odczuwał konsekwe...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy