Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Świat według optymisty

67

Skąd się bierze optymizm? Czy optymista jest ryzykantem? Jak pomnażać optymizm? Kto jest największym optymistą? Kiedy optymizm może szkodzić? Ryszard Stach jest doktorem nauk przyrodniczych, psychologiem i psychoterapeutą. Pracuje w Instytucie Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prowadził badania nad zwierzęcymi modelami depresji i mechanizmami działania leków przeciwdepresyjnych. Obecnie zajmuje się genezą i przejawami optymizmu, a także psychologią zarządzania i przywództwa. Opracował kwestionariusz do pomiaru optymizmu.

Dorota Krzemionka-Brózda:Jak mówi porzekadło, optymista uważa, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a pesymista obawia się, że optymista ma rację. Czym jest optymizm?
Ryszard Stach: – Optymizm jest właśnie tendencją do postrzegania i oceniania świata, ludzi i tego, co się wokół nas dzieje, pozytywnie. A także do przewidywania, że przyszłe wydarzenia będą pomyślne. Optymista wierzy, że świat jest raczej dobry niż zły, i ma nadzieję, że przyszłe zdarzenia, w których weźmie udział, będą raczej pozytywne. Profesor Janusz Czapiński nazywa tę tendencję inklinacją pozytywną.
 
I dowodzi, że tendencja ta jest nam niezbędna do przeżycia. Ewolucyjnie przetrwały te linie genetyczne, które były nastawione bardziej optymistycznie. Jeśli przetrwali optymiści, to skąd się biorą pesymiści?
– Od strony genezy część naszego optymizmu jest pozostałością po naszych przodkach, czyli przynosimy go ze sobą na świat. Profesor Czapiński traktuje optymizm jako równoważnik woli życia. Ja nazwałbym go substytutem instynktu życia. Drugim źródłem optymizmu są doświadczenia życiowe: nasze i naszych rodziców, dziadków. To, co się dzieje wokół nas, nie zawsze napawa optymizmem. Doświadczenia mogą tłumić i zagłuszać nasz wrodzony optymizm. Deklarowanie, że jest się pesymistą, bywa też wyrazem mody. W naszej kulturze panuje moda na narzekanie – „narzekanie na śniadanie”, jak mówi profesor Bogdan Wojciszke. Ale jeśli spojrzymy na realne wskaźniki, to okazuje się na przykład, że Polacy zaciągają ogromne kredyty. Ktoś, kto zaciąga kredyt, wierzy, że potrafi go spłacić, czyli ufa, że przyszłość będzie pozytywna. Ludzie zakładają firmy, wyjeżdżają za granicę. Trudno sobie wyobrazić, że podjęliby takie wyzwania, gdyby nie mieli bodaj iskry nadziei, że będzie dobrze.
 
Są różne rodzaje optymizmu. Ten wyrażony w przytoczonym na wstępie porzekadle...
– To optymizm esencjalny, który sprowadza się do przekonania, że świat jest dobry. Jaki naprawdę jest świat? Różny. Natomiast optymista uważa, że świat jest raczej dobry. To nie oznacza, że nie dostrzega on innych stron świata. Ale kieruje się w swoim życiu przekonaniem, że świat jest dobry. Drugi rodzaj – optymizm sprawczy – odnosi się do tego, co będzie działo się w przyszłości. Jest przekonaniem, że przyszłe wydarzenia będą raczej pozytywne niż negatywne, a zarazem wskazuje, kto będzie sprawcą tej pomyślności. W związku z tym optymizm sprawczy dzieli się na optymizm sprawczy osobisty – gdy w sobie, w swoich działaniach i umiejętnościach upatruję przyczyn pomyślności w przyszłości, oraz optymizm społeczny – gdy przyczyn szukam w działaniach innych ludzi. Mogą to być ludzie albo z bliskiego kręgu społecznego, na przykład rodzina i przyjaciele, albo z dalszego kręgu społecznego – przedstawiciele organów samorządowych, rządu, rady miasta, sąsiedzi. Jest też optymizm mistyczny, który odwołuje się do działania siły wyższej.

Moja znajoma w trudnych momentach wierzy w tak zwany palec boży, czyli w pomoc opatrzności...
– Ludzie mówią też o losie, który nad nimi czuwa. Traktują go jako byt, który chce i potrafi nam pomagać, uchronić nas przed czymś. Mówi się też o optymizmie ekspansywnym, pomagającym nam w różnych przedsięwzięciach mających doprowadzić do sukcesu, gdy zakładamy, że będzie dobrze. I o optymizmie obronnym, gdy zakładamy, że nie będzie źle, że potrafimy uniknąć niepowodzenia lub porażki. Z moich badań wynika, że te rodzaje optymizmu są w dynamicznej równowadze. Amerykańscy psychologowie mówią o optymizmie wielkim i o optymizmie małym. Pierwszy dotyczy dużych, ponadjednostkowych wydarzeń, na przykład tego, że uda nam się dogadać z muzułmanami. Drugi zaś ma związek z dniem codziennym – na przykład wierzę, że uda mi się dziś zaparkować w centrum miasta. Waga tych wydarzeń jest różna.
 
Czy te różne przejawy optymizmu są ze sobą powiązane?
– To są odrębne zmienne, ale wzajemnie od siebie zależne. Mało prawdopodobne, żeby ktoś uważał, że poradzi sobie w świecie, który jego zdaniem jest zły i działa przeciwko ludziom. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś, komu się powodzi, był przekonany, że to, co go otacza, jest wyłącznie złe.
 
Kiedy który z tych rodzajów optymizmu odgrywa decydującą rolę?
– Są wydarzenia, gdy jeden z nich staje się szczególnie ważny. W sytuacjach, w których zawodzi nasze sprawstwo, na przykład w przypadku ciężkiej choroby własnej lub kogoś bliskiego albo gdy sytuacja rozgrywa się gdzieś daleko i nie mamy na nią wpływu, odwołujemy się do nadziei, do optymizmu mistycznego. Gdy mamy do wykonania zadanie uwikłane w relacje społeczne, na przykład składamy projekt, a jego przyjęcie zależy od decyzji wielu osób i instytucji, wtedy społeczny optymizm wyznacza nasze działanie. Wiem, że dobrze opracowałem projekt, ale jeśli jestem przekonany, że ci, którzy będą go oceniać, są źli i skorumpowani, to nawet go nie wyślę. Natomiast w sytuacjach, gdy rezultat zależy od nas, odwołujemy się do optymizmu osobistego sprawczego. Wydaje się, że w codziennym funkcjonowaniu ten rodzaj optymizmu jest najważniejszy. Mówię sobie: mimo tego, że nie jest najlepiej, poradzę sobie.
 
– Dlaczego optymizm jest ważny?

– Bo motywuje nas do działania.
 
– Czyli optymista kupuje los...
– Kupuje i nie narzeka, że tylko niektóre losy wygrywają. To go nie powstrzymuje od działania. Optymizm jest promotorem działania. Decyduje o podjęciu go wtedy, gdy obiektywne przesłanki wskazują, że może się uda, a może nie. To nie jest tak, że optymista nie analizuje, nie rozważa, nie zastanawia się nad decyzjami. On skrupulatnie bada wszelkie przesłanki, ale czasem tym, co decyduje, jest przekonanie, że będzie, że może być dobrze.
 
A zatem optymizm poprzez motywację może okazać się samospełniającym się proroctwem?
– W psychologii społecznej samospełniające się proroctwo rozumiane jest jako zjawisko polegające na tym, że oczekujemy czegoś określonego od innych osób. Te oczekiwania wpływają na sposób postępowania wobec tych osób, co przyczynia się do tego, że postępują one zgodnie z oczekiwaniami. Można powiedzieć, że w samospełniającym się proroctwie jakaś jego część związana jest z optymizmem.

Kiedy optymizm szkodzi? Czy może prowadzić do zbyt ryzykownych decyzji?
– Może. Pytanie brzmi, jaki optymizm. Czym różni się on od optymizmu, który nam pomaga w życiu? Przyczyną negatywnych wydarzeń jest nadmierny optymizm, gdy zniekształcamy ocenę i to, co niemożliwe, uznajemy za prawdopodobne. Optymista nie jest ryzykantem. Dopuszcza możliwość negatywnego zakończenia: być może mi się nie uda na przykład wybudować domu. Natomiast ryzykant wbrew oczywistym faktom, że domu wybudować się nie uda, podejmuje działanie. Moim zdaniem u ryzykanta nastąpiło rozchwiani...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy