Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

26 września 2018

Świat okazuje się takim, jak sądzę, że jest

47

Wielu kelnerów ma zdolności – zdawałoby się – nadprzyrodzone. Otóż twierdzą, że potrafią z góry przewidzieć wysokość napiwku. Jak to możliwe? Czy kelnerzy potrafią przewidzieć przyszłość? A może sami ją tworzą?

Tekst pochodzi z książki "O chłopcu, który przestał się bać i inne niezwykłe eksperymenty". W naszym e-sklepie dostępna z rabatem 70 %. ZAMÓW TERAZ

Niezwykłe zdolności kelnerów pozwala wyjaśnić eksperyment przeprowadzony na początku lat 60. ubiegłego wieku przez Roberta Rosenthala, profesora psychologii z University of California. Rosenthal zajmował się komunikacją niewerbalną i jej wpływem na oczekiwania. Badanie miało miejsce w amerykańskiej szkole podstawowej, zwanej Oak School. Uczestniczyły w nim dzieci z klas I-VI. Najpierw zdiagnozowano ich poziom inteligencji za pomocą specjalnego testu kompetencji intelektualnych zwanego TOGA (Tests of General Ability); uzyskane w nim wyniki pokazują ogólne możliwości intelektualne ucznia, niezależnie od jego wyuczonych szkolnych umiejętności (takich jak czytanie, pisanie lub liczenie) i osiągnięć szkolnych. Nauczycielom zaś powiedziano, że w badaniu wykorzystano Harvardzki Test Uczenia się (Harvard Test of Inflected Acquisition), który pozwala prognozować przyszłe sukcesy szkolne uczniów. Wyjaśniono im także, że dzieci, które w teście uzyskały wysoki wynik, w najbliższym czasie zaczną przejawiać szczególne zdolności intelektualne. W rzeczywistości przeprowadzony test nie pozwalał na taką diagnozę.

Rzekomo najlepsi

Tu nastąpiła manipulacja eksperymentalna. Nauczycielom z poszczególnych klas przekazano listy uczniów, którzy rzekomo uzyskali najlepsze wyniki w teście harvardzkim; obejmowały one 20 proc. uczniów z danej klasy. Nauczycieli zapewniono, że u tych osób w ciągu najbliższego roku szkolnego należy spodziewać się zwiększonych możliwości intelektualnych i – co za tym idzie – wybitnych wyników w nauce. W rzeczywistości na listach znaleźli się przypadkowo wskazani uczniowie, ani lepsi, ani gorsi od pozostałych. Ich możliwości intelektualne nie odbiegały w żaden sposób od reszty klasy. Prawdziwym celem badania było sprawdzenie, jak przekazana nauczycielom informacja o spodziewanym wzroście edukacyjnych możliwości uczniów, wpłynie na ich prawdziwy iloraz inteligencji.

Pod koniec roku szkolnego Rosenthal wrócił do Oak School i ponownie przebadał wszystkich uczniów testem TOGA. Wyniki pokazały, że uczniowie, u których spodziewano się wzrostu edukacyjnych możliwości, rzeczywiście osiągnęli zdecydowanie lepsze wyniki w teście inteligencji niż ci, którzy nie zostali wciągnięci na „listę szczęśliwców” (średnie wzrostu ilorazu inteligencji wynosiły w tych grupach odpowiednio 12,2 i 8,2). Rosenthal zaobserwował także, że znacznie większe różnice pojawiły się u dzieci z klas młodszych – w klasie I, w grupie zdiagnozowanej jako „potencjalni prymusi” średni wzrost ilorazu inteligencji wynosił prawie 30 punktów. W klasach starszych różnice nie były tak wyraźne (w klasach V i VI prawie zupełnie zanikły).

Potwierdzić rzeczywistość

Rosenthal i Jacobson napisali: „Kiedy nauczyciele oczekiwali, że pewne dzieci wykażą większy rozwój intelektualny, te dzieci rzeczywiście wykazywały większy rozwój intelektualny”. Tak silnie działa efekt samospełniającego się proroctwa. A w jaki sposób działa? Otóż, gdy nauczyciele uwierzyli w wyniki „testu harvardzkiego” (który, przypomnijmy, w ogóle nie został przeprowadzony), to mimowolnie postępowali w taki sposób, by rzeczywistość potwierdziła ich oczekiwania. Można przypuszczać, że dokładniej oceniali prace uczniów, poświęcali im nieco więcej czasu, dawali zadania mogące ujawniać ich „potencjalnie wysokie możliwości intelektualne”. Wszystko to sprawiło, że te możliwości w istocie się pojawiły. Co więcej, młodsze dzieci zazwyczaj uważane są za bardziej podatne na wpływ – być może to przekonanie nauczycieli sprawiło, że ze szczególną uwagą zajmowali się dziećmi z niższych klas i w efekcie zaszła u nich większa zmiana. Tym bardziej że młodsze dzieci nie mają jeszcze ustalonej reputacji, a zarazem w większym stopniu mogą ulegać subtelnym sygnałom nauczycieli, wyrażającym ich oczekiwania wobec uczniów.

Warto zwrócić uwagę na niezwykłe zaufanie, jakim nauczyciele obdarzyli zarówno psychologów, jak i używane przez nich narzędzia pomiarowe. Przecież nauczyciele znali swoich uczniów lepiej i dłużej niż psychologowie, którzy tylko na chwilę wpadli do szkoły zrobić badania. A jednak pod wpływem wyniku testu zmienili swoje postępowanie w stosunku do uczniów. Wykazali się konformizmem w stosunku do psychologów oraz wyników testu. Lata pedagogicznego doświadczenia ustąpiły przed magicznymi cyferkami. Oczywiście, gdybyśmy tych nauczycieli zapytali, czy w inny sposób traktowali uczniów z listy „potencjalnych prymusów” i tych, którzy się na niej nie znaleźli, odpowiedzieliby zdecydowanie NIE. Jednak wyniki pokazują, że tak się stało. Dlaczego?

Dostosowanie do norm

Otóż, dostosowywanie swojego zachowania do norm jest w nas tak mocno zakorzenione, że czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Takie zachowanie znacznie ułatwia nam życie – gdybyśmy bowiem za każdym razem przeprowadzali skomplikowaną analizę swojego postępowania, spędzalibyśmy życie na nieustannym „przeżuwaniu” swoich decyzji, a nie na rzeczywistym działaniu. Problem jednak w tym, że taki uproszczony tryb postępowania może mieć negatywne konsekwencje – czasem dla nas, a czasem dla tych, których los zależy od naszych decyzji. Można sobie przecież wyobrazić sytuację przeciwną – ci sami uczniowie zamiast na liście „potencjalnych prymusów” znaleźliby się na liście „przypuszczalnych nieuków”. Wyniki badań pokazują, że gdyby lista taka została stworzona przez osoby z jakichś względów postrzegane jako autorytety, to zapewne niektór...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy