Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

3 lutego 2016

Świadek zeznaniem grzeszy

0 266

Czyż jest dowód lepszy niż ten, że ktoś coś widział, słyszał i zapamiętał, jak było? Sądy ufają zeznaniom naocznych świadków. Na ich podstawie każdego roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych skazuje się blisko 80 tysięcy osób.

4 października 1992 roku samolot transportowy Boeing 747 uderzył w 11-piętrowy budynek mieszkalny w Amsterdamie. Media relacjonowały to wydarzenie, pokazywano miejsce katastrofy i sytuację tuż po niej. Samego momentu uderzenia przez samolot w budynek nie zarejestrowano. Jakiś czas później spytano studentów, czy widzieli, jak samolot uderzył w budynek. Aż 66 proc. badanych odpowiedziało, że tak. Co więcej, podawali dodatkowe szczegóły: 41 osób pamiętało, że uderzenie nastąpiło z boku, 10 osób twierdziło, że z góry, a 14 widziało samolot płonący w powietrzu, jeszcze zanim uderzył w budynek.

Implanty wspomnień
Wiele dowodów wskazuje, że trafne i dokładne wspomnienie przeszłości jest raczej wyjątkiem niż regułą. Przykładem tego jest epidemia tzw. odzyskanych wspomnień, która w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ogarnęła Stany Zjednoczone. Ludzie nagle (zwykle w trakcie terapii) „przypominali sobie” traumatyczne zdarzenia z dzieciństwa, najczęściej to, że byli molestowani seksualnie. Te przypomnienia doprowadziły do licznych procesów sądowych, nierzadko kończących się wyrokami skazującymi i ogromnymi odszkodowaniami. Jednak specyficzne warunki, w jakich wspomnienia te odzyskiwano oraz konfrontacja z innymi dowodami sądowymi kazały dokładniej przyjrzeć się prawdziwości takich wspomnień.

Wiele badań, jak choćby to przeprowadzone przez Elizabeth Loftus i Jacqueline Pickrell (por. „Autobiografia, wydanie poprawione”) potwierdziło możliwość wykreowania zupełnie nieprawdziwych wspomnień. Dowiedziono na przykład, że wyobrażanie sobie nawet przez krótki czas nieprawdziwego zdarzenia i swojego w nim udziału sprawia, że u części badanych wzrasta przekonanie, że zdarzenie to naprawdę miało miejsce. Z kolei Maria Zaragozy i jej współpracownicy z Kent State University prosili badanych, by dodali fałszywe elementy do prawdziwego zdarzenia. Okazało się, że badani szybko przestali odróżniać fałszywe informacje i w dalszej części badania podawali je jako prawdziwe. Wiele spraw sądowych zakończyło się skazaniem niewinnych osób na podstawie takich nieprawdziwych, wykreowanych wspomnień.
Zupełnie nowe wspomnienia tworzymy rzadko. Częściej we wspomnieniach rzeczywistych zdarzeń jakieś elementy dodajemy, a niektóre pomijamy. Każde kolejne relacjonowanie wspomnienia powoduje jego zmiany. Z upływem czasu pamiętamy coraz mniej szczegółów zdarzenia. Wspomnienie staje się coraz bardziej schematyczne, kolejne opowieści są coraz bardziej powtarzalne, a ewentualne dodania (chociażby dla ich ubarwienia) coraz trudniejsze do oddzielenia od tego, co zapamiętaliśmy pierwotnie. Dlatego tak istotne jest uzyskanie od świadków informacji o tym, jak często opowiadali o zdarzeniu, które szczegóły sami zapamiętali, a które mogły być dodane – chociażby przez innych obserwatorów.

Przypomnijmy sobie atak na World Trade Center: jakie informacje uzyskaliśmy w pierwszym doniesieniu, a które uzyskaliśmy później – z telewizji, prasy, od znajomych? Oddzielenie tych informacji nie jest łatwe, o ile w ogóle możliwe.
Istotną rolę w zniekształcaniu pamięci odgrywają emocje. Sytuacjom zagrożenia, które są udziałem świadków zdarzeń, często towarzyszą stres, zdenerwowanie lub strach. W takich warunkach ograniczone zostaje spostrzeganie, a co za tym idzie – pamięć tzw. elementów peryferycznych, czyli mało istotnych w tym konkretnym zdarzeniu. Silniej natomiast zapamiętujemy wszystko to, co związane jest bezpośrednio z zagrożeniem, czyli na przykład wygląd broni. Dlatego czasem trudno uzyskać od świadków zdarzenia proste, zdawałoby się, informacje, np.: jak wysoki był napastnik, w co był ubrany. A luki pamięciowe uzupełniamy o informacje „oczywiste” – przecież każdy wie, jak wygląda „typowy” napastnik!

Widziałeś to światło?
Czasem luki we wspomnieniach wypełniamy informacjami uzyskanymi z innych źródeł. Na przykład z pytań, jakie ktoś nam zadaje. W jednym z najbardziej klasycznych badań, przeprowadzonym przez Elizabeth Loftus, Davida Millera i Helen Burns, badani oglądali serię slajdów, na których czerwony datsun zatrzymywał się przed znakiem stopu i przepuszczał jadący samochód. Następnie zadawano serię pytań, z których kluczowe brzmiało: „Czy czerwony datsun zatrzymał się przy znaku «ustąp pierwszeństwa przejazdu», gdy mijał go drugi samochód?”. Drugą grupę badanych pytano zgodnie z prawdą o znak stop. Wyniki pokazały, że duża część osób, które pytano o znak „ustąp pierwszeństwa przejazdu”, zniekształciła swoje wspomnienia i relacjonowała, że taki właśnie znak pojawił się na slajdzie.

POLECAMY

W podobny sposób dowiedziono, że nawet niewielkie zmiany w pytaniu mogą wpływać na to, jakie odpowiedzi uzyskamy. Badani znów oglądali slajdy, tym razem z kraksy samochodowej. Ci, którym zadano pytanie, czy widzieli „to rozbite światło”, znacznie częściej odpowiadali twierdząco niż badani, których pytano, czy widzieli „jakieś rozbite światło”. Oczywiście, na slajdzie nie było widać żadnego rozbitego światła. Rezultaty tych i wielu kolejnych badań pokazują, jak bardzo subtelne czynniki – zmiana jednego wyrazu czy nawet intonacji pytania, krótkie wyobrażanie sobie zdarzenia czy dodatkowe informacje uzyskiwane z innych źródeł – mogą wpłynąć na treść wspomnień, nawet wtedy, gdy ich trafność jest szczególnie istotna, na przykład w relacji świadka przestępstwa.

Zniekształcenia pamięciowe są w dużej mierze rezultatem schematycznej rekonstrukcji zdarzeń. To dzięki schematowi wydaje nam się, że „wiemy”, jak wygląda...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy