Superwizję czas zacząć

Wstęp

Superwizja w psychoterapii jest niezbędna. To najlepsza metoda kontrolowania przebiegu terapii i zapobiegania nadużyciom. Dlatego trzeba w Polsce stworzyć zwarty i skuteczny system superwizji.

Psychoterapia w Polsce powoli osiąga dojrzałość zawodową. Ludzie, którzy potrzebują pomocy psychologicznej, mogą ją dziś uzyskać łatwiej niż kiedyś, choć dotyczy to nadal głównie mieszkańców większych miast. Na dojrzewanie psychoterapii wpływają nie tylko względy etyczne i profesjonalne, lecz także, niestety, zdarzenia naruszające co pewien czas pozytywny obraz naszej grupy zawodowej. Z konsekwencjami takich zdarzeń zmaga się obecnie środowisko polskich psychoterapeutów. Pocieszmy się, że w krajach, w których psychoterapia jest znacznie bardziej zaawansowana, również nie od razu wprowadzono wymogi doskonalenia zawodowego i sprawdziany kwalifikacji w formie licencji lub nadzoru koleżeńskiego. Zygmunt Freud, Carl G. Jung, a także Carl Rogers i Albert Ellis pracowali bez żadnego nadzoru.

Skandale wstrząsające od czasu do czasu opinią publiczną w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach zachodnich bywały bodźcem do zwiększenia kontroli nad psychoterapeutami i określenia norm zapobiegających nadużyciom. Zdarzało się, że niezadowoleni z pracy terapeutów pacjenci żądali odszkodowań, co na przykład

w USA wymusiło konieczność ubezpieczania się przez terapeutów od spraw sądowych związanych z tzw. malpractice, czyli niedopuszczalnymi zaniedbaniami lub nadużyciami wobec klientów. Między innymi pod wpływem takich spraw w kręgach psychoterapeutów zaczęto dbać o wzajemną kontrolę dotyczącą form i metod pracy.

Od połowy lat 70. ubiegłego wieku rozwijają się różne alternatywne wobec tradycyjnej psychoanalizy szkoły i modele psychoterapii. Pojawili się terapeuci wywodzący się spoza klasycznej psychiatrii i psychologii. Trzeba było stworzyć system nadzoru obejmujący rozmaite podejścia, modele i sposoby uprawiania psychoterapii. Nadzór ten nazwano superwizją.

Na skandale i afery związane ze złą praktyką terapeutyczną można spojrzeć dwojako. Z jednej strony niedobrze, że do nich dochodzi. Kompromitują one psychoterapeutów i pociągają za sobą utratę zaufania publicznego do całej grupy zawodowej. Z drugiej zaś strony mobilizują środowisko terapeutów do podejmowania ważnych decyzji. Dzięki nim ma szansę wzrosnąć społeczna świadomość możliwych zagrożeń, którym z kolei my, jako grupa, powinniśmy nauczyć się zapobiegać. Szkoda, że często załatwia się problem po cichu, w sądzie koleżeńskim lub na dywaniku, czyli w gabinecie kierownika placówki, w której skompromitowany terapeuta praktykuje. Próbuje się w ten sposób chronić dobre imię innych terapeutów. Ale mimo tych usiłowań informacje przeciekają do opinii publicznej. Rozchodzą się plotki, często deformujące istotę problemu, co w konsekwencji powoduje niezdrowe poruszenie zarówno w kręgach zawodowych, jak też wśród aktualnych i potencjalnych pacjentów czy klientów.

Pacjentom trzeba uświadomić ich prawo do weryfikowania wiarygodności terapeutów. Powinno się ich informować o instancji, której dany terapeuta podlega. Instancją tą powinna być osoba sprawująca superwizję. Szczególnie istotne jest to wtedy, gdy psychoterapia odbywa się w cztery oczy.

Praca zespołowa (np. w klinikach, poradniach i stacjonarnych ośrodkach psychoterapii) i terapia grupowa (w tym rodzinna) są znacznie bezpieczniejsze dla klientów, ponieważ to, co terapeuci z nimi robią, odbywa się przy świadkach, można więc na bieżąco poruszyć ewentualne niepokojące zachowania terapeuty. Natomiast ludzie, którzy przychodzą do odosobnionego gabinetu, by skorzystać z pomocy pojedynczego specjalisty, dość łatwo mogą stać się ofiarą niewłaściwego traktowania albo niefachowości. Przy niewielkiej wiedzy psychologicznej w naszym społeczeństwie i wciąż wstydliwym podejściu do psychoterapii, niezadowolonemu klientowi trud...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy