Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

5 maja 2016

Sukces z porażki

306

Nie chodzi o przeobrażanie porażek w sukcesy, ale o przekształcanie słabości w siłę, defektu w cnotę, wady w zaletę.

Nie przepadam za słowami sukces i porażka, bo w języku codziennym zatraciły swoje podstawowe znaczenie. Zamiast opisywać jakieś stany rzeczy – zaczęły oceniać. Przestały opisywać różnice między wynikiem oczekiwanym i wynikiem osiągniętym, zaczęły oznaczać coś, co dotyczy własnej wartości. Sukces oznacza, że jesteś sprawny, kompetentny, masz powody do zadowolenia z siebie; porażka natomiast oznacza, że w jakiś sposób niedomagasz. Co więcej, sukces bardzo często oznacza „więcej” lub „lepiej” niż inni, a porażka, że to inni cię wyprzedzili.

Wolę mówić o słabych i mocnych stronach. O zaletach i wadach. O tym, co zrobić, aby pozbyć się wad lub słabych stron. O tym, jak zaczynając od słabości, dojść do siły. To wcale nie jest proste, ale przecież się udaje. Najpierw przykłady, wszystkie dotyczą języka i znam je z osobistego doświadczenia.

Pierwszy dotyczy pewnego doktoranta, który bardzo się jąkał. Wada wymowy była oczywistą przeszkodą i w studiowaniu, i w kontaktach naukowych. Okazało się jednak, że mężczyzna ten nie jąkał się, gdy śpiewał i gdy mówił po angielsku. Nie, nie został czołowym tenorem, ale każdemu życzę takiej znajomości angielskiego, a ściślej – wielu jego odmian.

POLECAMY

Przykład drugi to znany ze znakomitej polszczyzny uczony. Wywodzi się z domu, gdzie kiepsko mówiono po polsku. Podczas studiów, skonfrontowany z innymi, odkrył, że jego składnia, akcent, gramatyka pozostawiają wiele do życzenia. Postanowił uczyć się polskiego tak jak języka obcego. To, i wyjątkowe oczytanie, sprawiło, że jego język jest nienaganny.

Przykłady te łączy kilka spraw. Nie ma tu porażek, nie ma sukcesów. Jest za to uświadomienie sobie mankamentu, własnej wady, słabej strony, ale także wyobrażenie sobie alternatywy – opanowania angielskiego, uczenia się zasad języka. Co więcej – wszystkie łączy ciężka, mozolna praca. Można powiedzieć, że nie chodzi o przeobrażanie porażek w sukcesy, ale o przekształcanie słabości w siłę, defektu w cnotę, wady w zaletę. Tyle tylko, że nie dzieje się to dzięki magicznym sztuczkom.

Człowiek skonfrontowany ze swoją słabością ma do dyspozycji dwie drogi. Pierwsza ma charakter symboliczny: można udawać, że nie jest tak źle, pokazywać, że inni mają taki sam (albo jeszcze większy) problem. Można dowodzić sobie oraz innym, że – zważywszy na okoliczności, na lata – jest i tak wspaniale. Można zatem pogodzić się ze swymi słabościami, usprawiedliwić je. Przyjąć wręcz strategię hazardzisty, który po przegranej podwaja stawkę. Można więc czekać na cud, a ten pewnie się nie wydarzy.

Droga druga ma charakter praktyczny i nie sprowadza się do tego, że ustalamy różnicę między tym, co miałoby być, i tym, co jest, ale przede wszystkim ustalamy sposoby, jak tę różnicę można zlikwidować lub choćby pomniejszyć. Trzeba oszacować własne kompetencje i braki, powiedzieć sobie, że czegoś koniecznie trzeba się nauczyć. Trzeba określić warunki, jakie muszą być spełnione i jakie narzędzia należy gromadzić. Trzeba wreszcie odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: o ile zmieni się suma mojego szczęścia, jeśli takie kroki podejmę. No i zabrać się do pracy.




Wolę mówić o słabych i mocnych stronach. O zaletach i wadach. O tym, co zrobić, aby pozbyć się wad lub słabych stron. O pracy nad tym, aby zaczynając od słabości, do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy