Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

22 stycznia 2016

Sprzeczne myśli czyli skłamię i uwierzę w swoje kłamstwa

0 784

Czy wystarczy powiedzieć na głos jakieś głupstwo, aby w nie uwierzyć? Tak, pod warunkiem, że nikt nas do tego nie zmusza ani nie zachęca. W ten sposób usprawiedliwiamy swe absurdalne lub niegodziwe zachowania. A wszystko po to, by mieć poczucie, że jesteśmy mądrzy i uczciwi.

Zdarza się, że robimy lub mówimy coś, co jest niezgodne z naszymi osobistymi przekonaniami. Doświadczamy wtedy nieprzyjemnego stanu zwanego dysonansem poznawczym. I dążymy do tego, by go zredukować. Bronimy więc stanowiska niezgodnego z własną postawą, usprawiedliwiamy swoje, nieraz absurdalne, zachowania.
Wyobraź sobie, że palisz papierosy. Zarazem dowiadujesz się, że ten skądinąd relaksujący nałóg prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych. Ba, może stać się nawet przyczyną twojej przedwczesnej śmierci. Amerykański psycholog społeczny Leon Festinger twierdzi, że taka niezgodność informacji sprawia, że doświadczamy swoistego napięcia psychologicznego zwanego dysonansem poznawczym. Pojawia się on najczęściej wtedy, gdy niezgodność zagraża naszej samoocenie – bo czujemy się niemądrzy lub niemoralni. Jakże niemądrze musi poczuć się palacz papierosów, gdy uświadamia sobie, że robi coś wbrew swemu zdrowiu, a nawet życiu.
Co robi w tej sytuacji typowy palacz? Czy rzuca palenie, co wydawałoby się najbardziej racjonalną decyzją w tej sytuacji? Otóż nie. Typowy palacz poszukuje różnego rodzaju usprawiedliwień dla swojego nałogu, po to, by móc nadal palić, nie doświadczając jednocześnie przykrego uczucia dysonansu. Palacze są wręcz mistrzami w wymyślaniu takich usprawiedliwień. Niektórzy z nich próbują przekonać siebie, że wyniki badań na temat związku między paleniem a rakiem wcale nie są takie pewne. Inni uspokajają się, że palą tylko słabe papierosy, tylko z filtrem, nigdy na czczo. I zawsze potrafią przypomnieć sobie osoby, które dużo paliły i dożyły późnego wieku.


Człowiek – istota racjonalizująca
Jacy więc jesteśmy z perspektywy teorii dysonansu poznawczego? Elliot Aronson twierdzi, że choć wydaje nam się, że jesteśmy racjonalni, tak naprawdę raczej jesteśmy skłonni do racjonalizacji, czyli do poszukiwania ciągłych usprawiedliwień dla swoich poczynań. Zgodnie z podstawowymi założeniami teorii dysonansu, jesteśmy motywowani nie tyle do tego, by mieć słuszność, ile do tego, by wierzyć, że tę słuszność mamy. A to prowadzić może do działań zupełnie irracjonalnych, tak jak to bywa w przypadku palaczy.
Ludzką skłonność do poszukiwania usprawiedliwień dla swoich poczynań pokazał Leon Festinger w swoim słynnym eksperymencie z 1959 roku. Razem z Jamesem Merrillem Carlsmithem namówił on 71 mężczyzn, studentów niższych lat psychologii, aby przez godzinę wykonywali wiele nudnych i monotonnych zadań. Kazano im na przykład jedną ręką zdejmować szpulki z tacki, a następnie kłaść je na niej z powrotem, i tak przez ponad 30 minut, albo obracać klocki na tablicy o ćwierć obrotu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara – czyli wykonywać czynności, które sprawią, aby – jak założyli eksperymentatorzy – „każdy z badanych doświadczył czegoś, na czego temat miałby nieco negatywną opinię”.
Badanych losowo przydzielono do jednej z trzech grup, po 20 osób w każdej grupie. W grupie kontrolnej badanych po wykonaniu zadań pytano o opinie na temat tego, co robili. Pozostałych badanych poddano manipulacji eksperymentalnej. Eksperymentator wyjaśniał każdemu studentowi, że bada się tu, czy ludzie będą lepiej pracować, jeśli powie się im wcześniej, że zadania, które mają wykonać, są interesujące. Student dowiadywał się, że został losowo przydzielony do grupy kontrolnej – dlatego nic mu wcześniej nie powiedziano o zadaniu, ale następny uczestnik, który właśnie czeka na korytarzu, został przydzielony do grupy eksperymentalnej. Prowadzący eksperyment opuszczał pokój na kilka minut, wracał i nieco zakłopotany wyjaśniał, że ma problem. Osoba, która zwykle w grupie eksperymentalnej udziela informacji o zadaniu, jest chora. Pytał badanego, czy zechciałby ją zastąpić i udzielić informacji osobie czekającej na badania. Tak więc eksperymentator nakłonił uczestników, by okłamali innych studentów (w rzeczywistości współpracowników eksperymentatora).
Niektórym badanym proponowano za tę pomoc 1 dolara, podczas gdy innym – 20 dolarów. Kiedy badany wyrażał zgodę, otrzymywał kartkę papieru z instrukcją, którą ma przekazać kolejnemu uczestnikowi. Było tam napisane: „To było bardzo przyjemne, miałem świetną zabawę, dobrze się bawiłem, to było intrygujące, to było ekscytujące”. Następnie badany dostawał pieniądze i szedł na spotkanie z rzekomym kolejnym uczestnikiem badania. Pozostawiano ich samych na dwie minuty, po czym eksperymentator wracał, dziękował badanemu za pomoc, a na koniec pytał go o jego opinię na temat zadań.
Wyniki okazały się niezgodne ze zdroworozsądkową intuicją, która podpowiada, że im wyższa zapłata, tym bardziej ludzie będą skłonni do zmiany swojego zdania. Okazało się, że to ci, którym za kłamstwo zapłacono zaledwie 1 dolara, najbardziej zmienili zdanie i twierdzili później, że zadania były całkiem interesujące. Natomiast ci, którym zapłacono 20 dolarów, podobnie jak ci, którzy w ogóle nie musieli kłamać – ocenili eksperyment, zgodnie z prawdą, jako nudny i nużący. Jak można wyjaśnić tę nieoczekiwaną zmianę postawy w grupie, która dostała 1 dolara?

POLECAMY


Mówię, więc wierzę
Festinger odwołuje się do teorii dysonansu poznawczego. Kiedy ludzie zachowują się w sposób sprzeczny z własnymi postawami, ale mają ku temu mocne, zewnętrzne uzasadnienie, doświadczają niewielkiego dysonansu, a zatem nie są szczególnie motywowani do zmiany swojej opinii. Badani, którzy dostali 20 dolarów, skłamali, ale sami w to nie uwierzyli. Duże nagrody i surowe kary stanowią bowiem silne uzasadnienia zewnętrzne, dlatego blokują powstanie dysonansu, a zatem nie dopuszczają do zmiany postawy. Natomiast osoby, które nie mają wystarczającego uzasadnienia, by zachować się sprzecznie ze swoimi postawami, odczuwają większy dysonans. I redukują go, zmieniając swoją opinię. Ci, którzy okłamali innych za 1 dolara, nie mając wystarczającego zewnętrznego uzasadnienia tego kłamstwa, zdołali przekonać samych siebie, że to, co powiedzieli, było prawdą. A zatem czasem „powiedzieć znaczy uwierzyć” – pod warunkiem, że nie mówimy tego pod czyjąś presją lub dla atrakcyjnej nagrody. Festinger nazwał to obroną stanowiska niezgodnego z własną postawą. Jeśli ktoś publicznie wyraża opinię lub postawę sprzeczną ze swoim osobistym przekonaniem i nie ma ku temu zewnętrznego uzasadnienia, to nastąpi u niego zmiana postawy w kierunku wyrażonej publicznie opinii. Co więcej, uzyskana w ten sposób zmiana postawy będzie względnie trwała, ponieważ w tych warunkach osoba przekonuje samą siebie, że jej poprzednia postawa była niesłuszna. W wielu eksperymentach zmieniano w ten sposób opinie na temat szkodliwości palenia marihuany lub zapobiegania AIDS.
Zjawisko dysonansu poznawczego jest wykorzystywane w różnych technikach wywierania wpływu społecznego, które zmieniają nasz sposób myślenia, poglądy i postawy. Jedną z nich jest technika zwana „stopą w drzwiach”. Zakłada ona, że jeśli człowiek bez żadnych nacisków z zewnątrz spełnia jakąś łatwą do wykonania prośbę, to będzie próbował uzasadnić sobie swoje zachowanie. Poszukując dla niego uzasadn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy