Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

28 stycznia 2016

Ślady Boga w mózgu?

0 723

Czy podpatrywanie mózgu pozwoli nam wyjaśnić, na czym polega nasza wiara? Czy neuroteologia odpowie na pytanie: kim jest ten, w kogo wierzymy?

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną – recytuje raz po raz Christian S., student chemii. Dlaczego powtarza Psalm 23, choć nie jest osobą wierzącą? Nie klęczy też w kościele, lecz leży bez ruchu w laboratorium Uniwersytetu Hein[-]richa Heinego w Düsseldorfie... Jego głowa znajduje się w metalowej tulei, a olbrzymie magnesy mierzą aktywność jego mózgu.

Psalm zamiast rymowanki
Christian S. uczestniczy w eksperymencie, który przeprowadziła neurobiolog Nina Azari. Oprócz niego w badaniu wzięło udział 11 osób: sześciu zdeklarowanych ateistów, jak Christian, i sześciu wierzących, praktykujących chrześcijan, członków jednego z ewangelickich związków wyznaniowych. Ci drudzy, jak sami twierdzili, doświadczyli w życiu nawrócenia. Wszyscy zgłosili się na badanie dobrowolnie. Wszyscy, jak pokazał test psychologiczny wykonany przed badaniem, byli w równym stopniu zadowoleni z życia.
Nina Azari chciała przekonać się, czy mózg osoby wierzącej działa inaczej niż niewierzącej. Jej badania należą do nurtu neuroteologii, nowego kierunku zajmującego się neuronalnymi podstawami religijności. Pojęcie to wprowadził James B. Ashbrook, amerykański religioznawca z Garret-Evangelical Theological Seminary w Evanston. W 1984 roku użył on tego terminu w artykule dla czasopisma naukowego „Zygon” („Neurotheology: The Working Brain and the Work of Theology”). Od tamtej pory pojęcie rozpowszechniło się w kręgach naukowych, a jednak termin jest problematyczny. Neuroteologia nie zajmuje się bowiem teologią w klasycznym sensie, lecz badaniem określonych procesów mózgowych przy użyciu nowoczesnych technik neuroobrazowania, jak to miało miejsce w laboratorium Niny Azari. Aby odkryć neuronalne zasady kierujące przeżyciami religijnymi, Azari prosiła badanych, by wiele razy czytali Psalm 23. W tym czasie rejestrowała aktywność mózgu każdej z osób przy pomocy pozytonowej emisyjnej tomografii komputerowej (PET); dzięki niej można obserwować aktywność poszczególnych obszarów móz[-]gu. Odczyty te porównywano z aktywnością mózgów tych samych osób podczas odczytywania dziecięcej rymowanki oraz instrukcji obsługi karty telefonicznej.

Co pokazały wyniki badania? Okazało się, że ateiści przeżywali emocje podczas czytania znanej rymowanki. Podwyższoną aktywność zaobserwowano w ich układzie limbicznym – czyli w tym obszarze mózgu, który odpowiada za powstawanie uczuć. W przeciwieństwie do ateistów, czytanie rymowanki nie wywarło większego wrażenia na osobach wierzących. Natomiast gdy wypowiadały one słowa biblijnego psalmu, weszły w stan, jak to same określiły, „religijny”. Największą aktywność wykazały u nich m.in. czołowo-ciemieniowe obszary kory mózgowej, które odpowiadają za procesy myślowe. Stąd można wyciąg[-]nąć wniosek, że religijne doświadczenie jest tak naprawdę procesem myślowym. Nie emocją.

Myślę, więc wierzę?
Dlaczego zatem religijne przeżycie tak nas dotyka i porusza? Praktykujący chrześcijanie oraz wyznawcy innych religii posiadają wiedzę, która opiera się na systemie ich wiary. Z tej wiedzy korzystają, gdy znajdą się w nowej dla siebie sytuacji i nie wiedzą, czego się od nich oczekuje i co powinni zrobić. Tak właśnie było podczas eksperymentu laboratoryjnego. Osoby wierzące generalnie skłonne są spostrzegać różne sytuacje w kontekście religijnym. Dodatkowo to nastawienie umacnia w nich biblijny Psalm 23, który dla chrześcijan ma wielkie znaczenie. Nadają więc temu, co się dzieje, religijny sens. Są otwarte na przeżycia religijne, a psalm od razu je u nich wywołuje. Inaczej ta sama sytuacja wygląda w przypadku ateistów. Jeśli nie wychowywali się w rodzinie chrześcijańskiej, psalm nie ma dla nich żadnej mocy sprawczej i nie wywołuje stanu religijnego uniesienia.

POLECAMY

Czy można zatem powiedzieć: myślę, więc wierzę? Czy też za religijnym doświadczeniem stoi jedynie proces myślowy? Neurobiolog Jeffrey Saver z University of California w Los Angeles uważa, że za nasze doświadczenia religijne odpowiada układ limbiczny. Ten obszar mózgu wiąże nasze przeżycia z uczuciami. Widzimy np., jak nasze dziecko strzela bramkę podczas meczu piłki nożnej i cieszymy się wraz z nim jego sukcesem. Układ limbiczny jest szczególnie aktywny podczas intensywnych przeżyć religijnych i nadaje tym przeżyciom emocjonalne znaczenie. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu tak trudno jest nam opisać religijne doświadczenia – po prostu intensywnie je przeżywamy. Jesteśmy w stanie opisać jedynie treść tych przeżyć, ocenić, na ile są dla nas ważne.

Chorzy prorocy
Szukając mózgowych podstaw religijności, neuroteolodzy sięgnęli po stare przekazy, szczególnie te dotyczące przeżyć towarzyszących epilepsji. Już w V wieku p.n.e. Hipokrates nazywał ją świętą chorobą. Bo kto prócz Boga mógłby „rzucić” człowieka na ziemię, sprawić, żeby wił się, a nawet na krótko oślepł, jak to się często dzieje podczas ataku padaczki?
Dzisiejsi lekarze także dostrzegają związek między zaburzeniami epileptycznymi a niektórymi przypadkami nawróceń, opisanymi w starych tekstach. Badacze podejrzewają, że na epilepsję cierpiał św. Paweł. Jak podają Dzieje Apostolskie „Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?». «Kto jesteś, Panie?» – zapytał. A On na to: «Ja jestem Jezus, którego prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić». Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce” (Dz 9, 3–8).

Zdaniem niektórych interpretatorów, ten fragment opisuje bardzo obrazowo i trafnie atak padaczki. Czyżby zatem Szaweł cierpiał na zaburzenia neurologiczne i podczas podróży do Damaszku doznał szczególnie silnego ataku padaczki, który sprawił, że ten prześladowca chrześcijan i faryzeusz stał się chrześcijańskim świętym i apostołem narodów?
Obserwacje osób cierpiących na epilepsję wydają się potwierdzać, że płat skroniowy pełni olbrzymią rolę w przeżyciach religijnych. Tu zbiegają się sensoryczne, motoryczne i przestrzenne informacje pochodzące z różnych części organizmu. W głębszych jego obszarach znajduje się tzw. hipokamp, część układu limbicznego, który jest swego rodzaju cenzorem w naszej głowie. On decyduje, czy jakaś informacja zostanie zapamiętana, czy zapomniana. Dzięki temu filtrowi w potoku sygnałów płynących bez przerwy z naszego otoczenia zachowujemy wgląd w to, co najistotniejsze. Jeśli natomiast cenzor w hipokampie przestanie działać – a tak się dzieje przy niedoborze snu, upojeniu alkoholem lub stosowaniu zbyt drastycznej diety odchudzającej – to może dojść do powstania niespodziewanych skojarzeń. Mózgowy cenzor może zostać też uszkodzony przy ataku padaczki skroniowej, co wyjaśnia, dlaczego ci pacjenci często doznają olśnień i nawróceń religijnych.

Twarzą w twarz z Bogiem
Najbardziej znanym ekspertem w dziedzinie neuroteologii jest Vilaya[-]nur Ramachandran, neurolog i dyrektor Center of Brain and Cognition na University of California w San Diego. Pewnego dnia w jego laboratorium pojawił się chory na epilepsję Paul. Opisał Ramachandranowi swój pierwszy atak, który przeżył, gdy miał osiem lat. Miał wtedy poczucie, że kontaktuje się z boskością – bez kategorii, bez granic, czuł zachwyt, że jest sam na sam z Bogiem.
Ta opowieść zaciekawiła Ramachandrana. Zadał sobie pytanie: dlaczego osoby cierpiące akurat na epilepsję skroniową są tak podatne na bodźce religijne? Dlaczego w ich wizjach pojawia się Bóg lub święci, a nie na przykład świnie czy osły? Ramachandran pokazywał osobom cierpiącym na epilepsję skroniową różne obrazy, m.in. neutralne krajobrazy, zdjęcia erotyczne, sceny przemocy oraz religijne symbole.

Jednocześnie mierzył ich poziom
pobudzenia odzwierciedlany przez reakcje skórno-galwaniczne (GSR, od ang. galvanic skin response) – jak wiadomo pod wpływem emocji nasza skóra poci się i stawia mniejszy opór, zwiększa się jej przewodnictwo. Badacz chciał w ten sposób wyjaśnić, czy nadzwyczajne odczucia religijne związane są z ogólnym pobudzeniem organizmu i mózgu, czy też z pobudzeniem płatów skroniowych, charakterystycznym dla ataku epileptycznego.

Większość badanych najintensywniej reagowała na obrazy wywołujące emocje, takie jak akty erotyczne lub brutalne sceny przemocy. Większość, z wyjątkiem epileptyków – u nich skóra wilgotniała najbardziej i tym samym stawiała najmniejszy opór, gdy oglądali symbole religijne. Wyniki te pot[-]wierdzają związek między hiperaktywnością płatów skroniowych i religijnym myśleniem. Ramachandran nazwał wręcz ten obszar mózgu „modułem Boga”. Z obserwacji epileptyków wyciągnął jednoznaczny wniosek – najwidoczniej istnieją „przełączniki” w ludzkim mózgu, które biorą udział w religijnych doświadczeni...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy