Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Spór o naturę

99

Trzeba być ostrożnym w wygłaszaniu opinii o nikłej roli wychowania w rozwoju intelektu i osobowości człowieka.

Istota natury ludzkiej jest wciąż powodem sporów, pomimo ogromnej liczby badań na temat względnego znaczenia dziedziczności i środowiska w rozwoju człowieka. Wydawało się, że w świetle tych danych nie będzie już ostrych dyskusji dotyczących tego, co w większym stopniu decyduje o rozwoju człowieka: natura czy kultura. Wyniki badań z zakresu genetyki behawioralnej wskazują przecież, że geny decydują o rozwoju cech osobowości i inteligencji ogólnej średnio w 50 proc., a zatem na wpływ środowiska pozostaje pozostałe 50 proc. Można było przypuszczać, że w tym stanie rzeczy łatwo o porozumienie między zwolennikami dominującej roli dziedziczności, czyli natury, a zwolennikami podstawowej roli kultury. W tym zakresie nastąpiło uspokojenie debaty. Teraz badacze koncentrują się na innej kwestii – gwałtownie polemizują na temat tego, jakie środowisko jest ważne w rozwoju człowieka. Steven Pinker w książce „Tabula rasa” prezentuje wyraźnie kompromisowe stanowisko dotyczące znaczenia natury i kultury, czyli środowiska. Dopiero w rozdziale poświęconym roli wychowania w rozwoju intelektu i osobowości dzieci przedstawia bardzo kontrowersyjny pogląd. Uznaje bowiem za marginalne znaczenie środowiska rodzinnego
(w genetyce behawioralnej jest to tzw. środowisko wspólne), podkreśla natomiast rolę środowiska pozarodzinnego (tzw. środowiska specyficznego). Czy istotnie są dostateczne podstawy, by twierdzić, że rodzina nie ma żadnego wpływu na rozwój dzieci?

Trzeba przyznać, że pytanie, które kilka lat temu postawili Robert Plomin, wybitny genetyk behawioralny, i Denise Daniels: „Dlaczego dzieci z tej samej rodziny tak bardzo różnią się od siebie?” – frapuje każdego z nas. Wielu badaczy – także Steven Pinker, a za nim Bogdan Wojciszke – twierdzi, że wynika to z różnic genetycznego wyposażenia dzieci i znacznej roli środowiska pozarodzinnego, a środowisko domu rodzinnego nie upodabnia ich do siebie. Stąd wniosek, że rodzina ma bardzo mały lub wręcz znikomy wpływ na rozwój ogólnej inteligencji albo cech osobowości. Takie twierdzenia prowokują do sporów. Szkoda tylko, że krytykom tych twierdzeń Pinker przypisuje przede wszystkim motywacje ideologiczne. Sądzę, że są poważne przesłanki merytoryczne nakazujące traktować bardzo ostrożnie przedstawione interpretacje wyników badań na temat roli środowiska rodzinnego.

Środowisko rodzinne, statystycznie rzecz ujmując, jest w porównaniu z pozarodzinnym bardziej opiekuńcze, stosuje też relatywnie miękkie formy oddziaływań. Środowisko pozarodzinne wykorzystuje twardsze środki „perswazji”. Zatem być może ocena wpływu rodziny na dzieci wymaga subtelniejszych niż dotychczas metod obserwacji i analizy. Bez ich zmiany może to prowadzić do tego, że zarówno laicy opierający się na codziennych obserwacjach, jak też badacze osobowości i inteligencji będą nadal pomniejszać rolę wychowania w rodzinie, bo ich obserwacje i analizy dotyczą ogólnych tendencji zachowań.

W ten sposób pomijają to, co specyficzne dla nas, w czym szczególnie wyraźnie odzwierciedla się indywidualność człowieka i rola...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy