Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Laboratorium

23 października 2017

Smutek wzgardzonych kochanków

105

Naprawdę znają go tylko ci, których dotknął: dramat porzucenia przez partnera. Szok. Poczucie pustki. Bezbrzeżny smutek. Ale koniec związku wcale nie jest końcem świata – uspokajają psychologowie.

Mężczyzna podróżuje właśnie w interesach. Ona ostrożnie otwiera drzwi do jego wypieszczonego, tak dobrze jej znanego mieszkanka. Zakrada się. Wszędzie rozsypuje nasiona trawy – są na pięknym, drogim dywanie, specjalnie zaprojektowanej sofie oraz materacu łóżka. Teraz wystarczy jeszcze dokładnie podsypać całość nawozem, starannie podlać i włączyć ogrzewanie na najwyższy stopień. Gotowe.

POLECAMY

Zemsta dokonana. Porzucona kobieta po raz ostatni zamyka za sobą drzwi do mieszkania swojego „eks”.
Wielu ludzi opuszczonych przez partnera reaguje wściekłością i pała chęcią zemsty. Inni z kolei zamykają się w kokonie smutnych wspomnień, rozpaczają z powodu zniszczonych marzeń o przyszłości lub popadają w zwątpienie. To zdumiewające, że niektórzy zmieniają partnerów jak rękawiczki, na pozór beznamiętnie, podczas gdy innych rozstanie dotyka tak mocno, że na długie tygodnie zakopują się pod kołdrą.

Przyczyn tak różnych zachowań poszukują psychologowie, badacze mózgu i ewolucjoniści. Uważają oni, że to, jak radzimy sobie z emocjami po rozstaniu, wyjaśnia indywidualna przeszłość każdego z nas, ale i wielowiekowa historia naszego gatunku. Na ten ostatni aspekt kładzie nacisk m.in. Carin Perilloux, psycholog ewolucyjny z University of Texas w Austin. Argumentuje ona, że w trakcie wieków ewolucji ludzie wykształcili wiele strategii radzenia sobie z rozstaniami. Wśród niech jest i lekceważenie porzucenia oraz traktowanie go jako elementu osobistego rozwoju, przygotowania na coś nowego i lepszego. Przykład? Przeciętny 40-letni Indianin z żyjącego współcześnie w Paragwaju plemienia Ache był już dwunastokrotnie żonaty i ma za sobą jedenaście rozwodów!

– Rozstania były z dawien dawna na porządku dziennym, a zatem człowiek w toku ewolucji rozwinął szereg strategii, by przezwyciężyć ból, który nieuchronnie im towarzyszy – komentuje Carin Perilloux.

Pożyteczne cierpienie
Smutek i przygnębienie nie są tylko bezużytecznym skutkiem ubocznym dramatycznych rozstań. Pełnią także funkcję terapeutyczną. Smutek umożliwia nam zrobienie sobie przerwy, daje chwilę na zastanowienie i znalezienie nowego punktu oparcia. Świadczą o tym choćby wyniki badania przeprowadzonego przez Carin Perilloux w 2008 roku. Zapytała ona 193 studentów o to, co czuli po ostatnim rozstaniu z partnerem. Zgodnie z oczekiwaniami badaczki, porzuceni częściej i mocniej odczuwali przygnębienie niż ci, którzy zakończyli związek na własne życzenie. Okazało się też, że osoby odczuwające smutek deklarowały, że po rozstaniu przemyślały swoje błędy i pragnienia oraz nauczyły się na nowo i prawdopodobnie bardziej realnie oceniać swoją wartość w związku. – Nieprzyjemne uczucia chronią nas przed tym, byśmy znowu nie znaleźli się w podobnej sytuacji – mówi Perilloux. Złamane serce dba więc o to, żebyśmy staranniej wybierali przyszłych partnerów i intensywniej pracowali nad związkiem.

Ale nie tylko smutek pomaga nam pokonać ból po rozstaniu. Ewolucja wyposażyła nas w kolejny środek zaradczy – płacz. Lady Diana podbiła serca telewidzów, gdy w listopadzie 1995 roku przed obiektywami kamer zalała się łzami. Opinia publiczna wybaczyła jej skok w bok z nauczycielem jazdy konnej, a za „tego złego” uznany został książę Karol. Płacz jest... zręcznym posunięciem. Ludzie traktują go jako swego rodzaju wołanie o pomoc i najczęściej natychmiast wynagradzają okazywaniem współczucia i wsparcia. Na dodatek, jak udowodnił w 2007 roku Jonathan Rottenberg, psycholog z University of South Florida w Tampie, dzięki płaczowi organizm osoby przygnębionej odzyskuje siły, nadwątlone przeżytym stresem psychicznym. Dzieje się tak dlatego, że płacz pobudza układ parasympatyczny – tę część wegetatywnego układu nerwowego, która jest odpowiedzialna za regenerację i odprężenie organizmu. Doświadczenia na zwierzętach wykazały, że płacz uwalnia endorfiny i obniża produkcję kortyzolu, co umożliwia organizmowi szybszy powrót do równowagi wewnętrznej.Płacząc, stajemy na nogi.

Mózg na głodzie
Utrata partnera pozostawia po sobie ślady w mózgu. W jej wyniku całymi tygodniami panuje w nim „stan wyjątkowy”, mózg zachowuje się tak, jakby był „na odwyku”. – Za odczuwanie tęsknoty za partnerem odpowiada ten sam układ neuronalny, który jest odpowiedzialny za pociąg do narkotyków u osób uzależnionych – wyjaśnia John Mann z New York State Psychiatric Institute.

Gdy opuszcza nas partner, zmienia się aktywność w około 70 obszarach naszego mózgu. Dotyczy to przede wszystkim kobiet; mężczyźni słabiej reagują na rozstania.
Arif Najib, neurolog z Tybingi, zbadał przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) aktywność mózgów dziewięciu kobiet, które właśnie przeżyły rozstanie. Naukowiec poprosił uczestniczki, by w trakcie sesji obrazowania mózgu myślały o swoich byłych partnerach i przypomniały sobie szczególnie bolesne wspomnienia. Jedna z badanych tęskniła za spacerami po plaży z przyjacielem. Inna przypomniała sobie o cudownym uśmiechu swojego „eks”. Trzecia czuła się szczególnie samotna.

Zapis ze skanera pokazał, że wzór aktywności mózgów opuszczonych kobiet był porównywalny z tym obserwowanym u osób przeżywających śmierć bliskiej osoby. W niektórych rejonach mózgu, np. w przedniej części płata skroniowego, korze wyspy oraz w korze przedniego zakrętu obręczy, aktywność wyraźnie spadła. Najbardziej interesująca w tym aspekcie wydaje się aktywność w przedniej część płata skroniowego: to tu dochodzi do połączenia bodźców neutralnych (przykładowo widoku jakiejś twarzy) z emocjami. Wyspa reguluje odczuwanie bólu i jest aktywna podczas uświadamiania sobie uczuć. Kora przedniego zakrętu obręczy jest z kolei zazwyczaj najbardziej aktywna podczas przetwarzania informacji. Mniejszą aktywność odnotowywano także w korze przedczołowej, która służy do kontrolowania emocji i jest współodpowiedzialna za uwagę i koncentrację.

Strategie obrony
Różnice w reakcjach na porzucenie widać nie tylko w odmiennej aktywności mózgu, lecz także w opisach uczuć i stanów, jakie przeżywają badani. Eksperymenty Perilloux wykazały, że opuszczone kobiety odczuwały większy smutek niż porzuceni panowie, były też bardziej lękliwe i częściej popadały w zwątpienie na temat włas[-]nej wartości. Z kolei porzucający mężczyźni częściej niż kobiety mówili o tym, że odczuwali szczęście z zerwania lub było im ono obojętne. Peril[-]loux znów interpretuje to w duchu ewolucjonizmu: dla kobiet, obojętnie czy opuszczały, czy też były opuszczane, koszty rozstania były przez długi czas bardzo wysokie.

Jeśli ich obrońca i opiekun zostawiał je, to ich szanse na godne życie lub nawet przeżycie malały. Dzisiaj, choć duża część kobiet jest samodzielna, wciąż zarabiają średnio mniej niż mężczyźni. Po rozstaniu dwukrotnie wzrasta ryzyko życia w biedzie przez kobiety, ponieważ tracą przeciętnie jedną trzecią dochodów na głowę członka rodziny – tak przynajmniej wyliczyli w statystykach za 2003 rok socjologowie z Uniwersytetu w Bielefeld.

Perilloux uważa jednak, że z ewolucyjnego punktu widzenia rozstanie może być kosztowne także dla mężczyzny – po rozstaniu znacznie zmniejszają się jego szanse na przekazanie genów. Badania Perilloux z 2008 roku pokazały, że mężczyźni byli bardziej niż kobiety sfrustrowani z tego powodu, że ich partnerka seksualna jest nagle dla nich „niedostępna”. Mężczyźni bardziej niż kobiety skłonni byli zjawiać się niespodziewanie w mieszkaniu byłych partnerek. Drugą stroną medalu jest fakt, że to mężczyźni częściej bez większego...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy