Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

4 października 2016

Skalpelem w tożsamość

16

Dotychczasowe doświadczenia w zakresie przeszczepów organów zewnętrznych pokazują, że zagrożenie negatywnymi skutkami psychologicznymi nie jest zbyt duże. Takie przeszczepy będą coraz częstsze.

Operacje przeszczepu twarzy należą do ekstremalnie trudnych z punktu widzenia medycznego i psychologicznego. Eksperci ostrzegają przed ryzykiem wielu powikłań: odrzuceniem przeszczepu, problemami zdrowotnymi spowodowanymi niską odpornością organizmu oraz niebezpieczeństwem zaburzeń psychicznych. Realnym problemem jest w opinii autorytetów brak akceptacji organu pochodzącego od martwego dawcy. Bioetycy zwracają uwagę, że transplantacja twarzy jest zabiegiem poprawiającym jakość życia, a nie ratującym życie, więc nie można traktować jej na równi z przeszczepami narządów wewnętrznych, np. serca. Dr James Partridge z brytyjskiego stowarzyszenia Changing Faces, oferującego wsparcie osobom z deformacjami twarzy, przekonuje, że ważniejsza niż chirurgia plastyczna jest psychoterapia, dzięki której mimo rozległych oparzeń twarzy można zaakceptować swój wygląd.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że osoby, których twarze w następstwie wypadków czy chorób zostały trwale oszpecone, są traktowane przez niektóre środowiska jak jednostki niezdolne do podjęcia samodzielnych i odpowiedzialnych decyzji. Eksperci niechętni przeszczepom twarzy radzą im zaakceptować siebie takimi, jacy są. Zapominają, że ludzie z deformacjami wyglądu doświadczają każdego dnia traumy związanej nie tylko z samooceną, ale przede wszystkim z brakiem akceptacji ze strony otoczenia. Ciekawe, dlaczego przeciwnicy operacji poprawiających wygląd nie wspominają nic o jakości życia osób bez twarzy, bez nosa, policzków, ze zniekształconą szczęką czy czaszką... Znam przypad...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy