Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

SENS CIERPIENIA

0 519

Cierpienie ma szersze znaczenie niż ból, choroba czy kalectwo. Obok cierpienia fizycznego, utożsamianego najczęściej z chorobą, istnieje cierpienie psychiczne (odczuwane w sferze emocjonalnej) oraz cierpienie duchowe, określane niekiedy mianem bólu moralnego lub bólu istnienia (dolor existentiae).JAN RYN wnikliwie analizuje papieskie nauczanie na temat cierpienia.

A więc cierpimy, gdy doświadczamy jakiegoś zła: fizycznego, psychicznego albo moralnego. W naszym życiu cierpienie urzeczywistnia się w różnorodnych postaciach i może mieć różne nasilenie. Mówi się nieraz, że cierpienie ma tysiąc twarzy. Dlatego wydaje się nieodłączną dolą człowieka.
Psychologia przyjmuje powszechność, a nawet nieuchronność cierpienia w ludzkim życiu. Zygmunt Freud dopatrywał się tej nieuchronności w „potędze natury, kruchości cielesnej człowieka i niedoskonałości struktur organizacyjnych”. Karl Jaspers wiązał istnienie cierpienia z występowaniem sytuacji granicznych w ludzkim życiu, natomiast Victor Frankl traktował je jako stały składnik triady „śmierć – cierpienie – wina”. Nie bez powodu nadał swojej książce tytuł „Homo patiens”.

W podobnym tonie wypowiada się Jan Paweł II (1984) w „Liście o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia” („Salvifici doloris”): „Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym z tych punktów, w których człowiek zostaje niejako »skazany« na to, ażeby przerastał samego siebie – i zostaje do tego w tajemniczy sposób wezwany”.

Słowo „cierpienie” jest używane częściej w potocznym języku niż w terminologii medycznej. Można bowiem cierpieć nie tylko z powodu bólu czy choroby, ale także z ogólniejszych przyczyn: głodu, pragnienia, chłodu, biedy, klęski żywiołowej, katastrofy, pozbawienia wolności, nieurodzaju. Źródłem cierpienia mogą być również czynniki subiektywne: lęk, poczucie zagrożenia życia, niemożność realizacji postawy twórczej, nieszczęśliwa miłość, zdrada, poniżenie itp. Powszechnie przyjmujemy, że cierpieć mogą także zwierzęta; niektórzy sądzą, że bliżej nieokreślony rodzaj cierpienia mogą też odczuwać rośliny.

Ból istnienia


Trudniej jest definiować „ból moralny”, czyli „ból istnienia”. W jego werbalizacji większy talent i kompetencje ujawniają artyści, zwłaszcza poeci. O tej kategorii bólu pisze Frankl: „Cierpienie duchowe jako takie nie jest czymś chorobliwym, ale czymś ludzkim, w pewnym sensie nawet czymś najbardziej ludzkim ze wszystkiego, co istnieje”.

To rozróżnienie potwierdza, że pojęcie cierpienia ma bardzo szeroki zakres; można bowiem cierpieć zarówno w chorobie, jak i w zdrowiu.
Choć wydaje się to paradoksalne, cierpienie w stanie zdrowia może być bardziej dokuczliwe i bardziej długotrwałe niż cierpienie w chorobie. Choroba ma swój początek, przebieg i koniec; może ustąpić, a cierpienie może trwać dalej. Zdarza się nieraz, że zdrowy człowiek wolałby zachorować lub ponieść jakąś szkodę na ciele, aby tylko uwolnić się od cierpienia duchowego: „Dałbym sobie obciąć palec, aby tak nie cierpieć na duszy”. Podobne „życzenia” wyrażają nieraz osoby dotknięte depresją. Subiektywne cierpienie z powodu urojeń depresyjnych (grzeszności, winy, kary) bywa czasami tak dokuczliwe, że chory wolałby je zamienić w ból czy inną dolegliwość fizyczną. W skrajnych przypadkach może dojść do utraty sensu życia, a wówczas łatwo o myśli samobójcze. Samounicestwienie może się wówczas wydać jedynym sposobem na uwolnienie się od bólu istnienia.

Rzeczywistość cierpienia odnosimy nie tylko do pojedynczego człowieka. Może ono mieć także wymiar społeczny, a nawet ogólnoludzki. Mówimy, że cierpią całe narody, na przykład podczas wojen, powstań, rewolucji, zaborów. W nazistowskich i komunistycznych obozach koncentracyjnych cierpiały i umierały miliony więźniów. Wyznawcy tej czy innej religii cierpieli za swoją wiarę. Grupy etniczne cierpią z powodu głodu, poniżenia, naruszania praw człowieka czy prześladowań. Fenomen cierpienia, który wiążemy raczej z doświadczeniem indywidualnym, jednostkowym, może więc przekształcać się w cierpienie ludzkości
czy świata. Zbiorowe cierpienie może być czynnikiem integrującym daną społeczność lub – przeciwnie – dzielącym ją.

Dlaczego cierpię

Każde cierpienie skłania do pytania o jego cel: „Dlaczego cierpię?”. Ale również: „Dlaczego ja?”. W wymiarze społecznym pytamy o to, dlaczego cierpi ludzkość. Czy cierpienie, indywidualne lub masowe, ma jakiś sens? W kręgu kultury chrześcijańskiej zakorzenione jest przekonanie, że cierpienie to forma kary za naruszenie porządku moralnego – za przestępstwo, za grzech. Cierpienie rodzi się z poczucia winy i wiąże się z pojęciem i kryteriami sprawiedliwości. Psychologiczny mechanizm „wina – kara” jest spójny logicznie, a więc łatwy do zrozumienia i zaakceptowania.

A jednak cierpienie może być niezawinione – poucza nas o tym już starotestamentalny przykład Hioba. Dwudziesty wiek był bezprzykładny w wyrafinowaniu i masowości zadawania cierpienia – niezawinionego! Pytanie o jego sens („Dlaczego cierpię?”) jest jeszcze bardziej zasadne; cierpienie niezawinione nie wynika bowiem z porządku sprawiedliwości. Zostaje zaburzony mechanizm przyczynowo-skutkowy „wina – kara”. Cierpienie pojawia się bez zrozumiałej przyczyny i towarzyszy mu poczucie niesprawiedliwości. Doświadczał tego nie tylko biblijny Hiob. W podobny sposób odczuwają cierpienie niektórzy chorzy, zwłaszcza dotknięci chorobą nieuleczalną. Pytają: „Dlaczego choruję, dlaczego muszę umierać, jeśli w niczym nie zawiniłem?”.
Poczucie sprawiedliwości przybrało paradoksalny kształt w doznaniach byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Niektórzy z nich czują się winni, że przeżyli, bo inni – nieraz lepsi od nich, szlachetniejsi – zginęli. To, że żyją życiem darowanym, odczuwają paradoksalnie jako akt niesprawiedliwości:
„To oni powinni przeżyć, bo zasłużyli na to bardziej niż ja!”.

W rozumowaniu psychologicznym niełatwo znaleźć proste wyjaśnienie sensu cierpienia, zwłaszcza niezawinionego. W psychologii humanistycznej wielokrotnie podkreślano pozytywne wartości cierpienia, szczególnie dla dojrzewania osobowości. Abraham Maslow uważał, że nie należy nadmiernie chronić przed doznawaniem cierpienia. Carl Gustav Jung ostrzegał, że w procesie psychoterapii nie można stwarzać iluzji cierpienia, trzeba natomiast uczyć chorego cierpliwości w zmaganiu się z nim. Według Victora Frankla życie bez cierpienia i bez śmierci byłoby niepełne.
Paradoksalnie, mało kompetentny czuje się w tej dziedzinie lekarz, choć zdawałoby się, że studia medyczne powinny go przygotować nie tylko do rozumienia sensu cierpienia w chorobie, ale przede wszystkim do umiejętności dialogu z chorym. Od postawy lekarza wobec cierpienia w dużym stopniu zależy postawa chorego. Zaś ona może istotnie wpływać na przebieg choroby i skuteczność leczenia. Medycyna radzi sobie nieźle z bólem i jego leczeniem, ale nigdy nie poradzi sobie z cierpieniem.

Na szczególną postać cierpienia – cierpienie aksjo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy