Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

26 stycznia 2016

Sceptycyzm

74

Czy jesteś pewien tego, co wiesz? Bardzo możliwe, że choć twoje władze poznawcze funkcjonują normalnie, to jednak nie informują cię rzetelnie o świecie. Nie popadaj zatem w poznawcze samozadowolenie.

Jednym z zadań teorii poznania jest przeszkadzanie ludziom w ich poznawczym samozadowoleniu lub – jak powiadał Kant – budzenie ich z dogmatycznej drzemki. Filozofowie czynią to za pomocą tzw. argumentów sceptycznych. Polegają one na uświadamianiu dyskutantowi, że w danej sytuacji nie wie lub może nie wiedzieć, choć wydaje mu się, że niemal z pewnością wie.

Pewna dawka sceptycyzmu jest niezbędna do rozwoju naszego poznania. Bez niej bylibyśmy przekonani, że coś jest dokładnie takie, jakim się jawi z określonej perspektywy. Co więcej, bez niej nadal myślelibyśmy, że Ziemia jest płaska, a rzeczy w takim samym sensie są barwne, w jakim posiadają kształty. Problem jednak leży w tym, że w argumentach sceptycznych chodzi nie tyle o podważanie jakiegoś fragmentu naszej wiedzy, który można poprawić, lecz o jej generalne podważenie.

Aby tego dokonać, sceptycy konstruują eksperymenty myślowe opisujące hipotetyczny mechanizm globalnego złudzenia. W ramkach podaję ich dwa klasyczne przykłady. Pierwszy jet pomysłem Kartezjusza (XVII wiek), a drugi Hilarego Putnama (XX wiek). Pierwszy może przekonać tych, którzy wierzą w istoty nadprzyrodzone i się ich boją. Drugi – tych, którzy wierzą w naukę i boją się jej szalonych funkcjonariuszy. (Pomijam spory, kto pierwszy te eksperymenty wymyślił. Jeśli chodzi o wiek XX, to przypuszczam, że – jak zwykle – pierwszy był nasz rodzimy Stanisław Lem). Nie jest tu jednak istotne, kto lub co – zły demon, złośliwy naukowiec czy jeszcze co innego – wywołuje stan powszechnej iluzji. Ważne jest to, iż jest możliwe, że nasze władze poznawcze funkcjonują – jak powiedzielibyśmy – normalnie, a mimo to nie informują nas rzetelnie o świecie.

Nie wiem, czy wiem

Znamienne, że aby popaść w sceptycyzm, nie trzeba dziś konstruować eksperymentów myślowych. Wystarczy wnikliwie poczytać najbardziej naukowe artykuły publikowane na łamach „Charakterów”. Ich znaczna część, zwłaszcza tych przetłumaczonych z języka angielskiego, mniej lub bardziej zakłada paradygmat ewolucjonistyczny lub neuronalny. Według pierwszego z nich nasze władze i mechanizmy poznawcze ukształtowały się w długim procesie przypadkowych zmian, rządzonych przez zasadę doboru naturalnego. Według drugiego nasze procesy poznawcze należy opisywać wyłącznie jako sploty subtelnych zdarzeń fizycznych.

Jeśli jednak rację mają ewolucjoniści, to dzięki wspomnianym władzom i mechanizmom jesteśmy jakoś przystosowani do otaczającego nas środowiska. Nie znaczy to jednak, że dzięki nim uzyskujemy istotną wiedzę o świecie. Ich funkcja jest bowiem przede wszystkim funkcją biologiczną, a nie epistemiczną. Ta druga zachodzi co najwyżej wtórnie lub przez przypadek. Podobnie jest jeśli – jak chcą neuronalni naturaliści – nasze stany poznawcze powstają w rezultacie skomplikowanej reakcji naszego organizmu na zewnętrzne bodźce. Skąd możemy mieć wtedy pewność, że takie stany wiernie odzwierciedlają rzeczywistość?
Pójdźmy krok dalej. Jeśli na serio traktuję ewolucyjne lub czysto neuronalne koncepcje wiedzy, to powinienem powiedzieć: nie wiem, czy cokolwiek wiem. Więcej: nie mam podstaw do akceptacji ich prawdziwości. Same te koncepcje bowiem są wynikiem wielowiekowych przypadkowych zmian lub wynikiem wieloczynnikowych i skomplikowanych splotów międ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy