Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

7 października 2016

Rzeczy pierwsze...24

14

Zapotrzebowanie na dobro nie ma granic. Mniejsze dobro, większe dobro, prawdziwe dobro, samo dobro. Dobro dla innych i (zwłaszcza) dobro dla siebie samego. Rzecz w tym, że rzadko kiedy (i rzadko kto) jasno mówi się, czym jest to dobro. Wszyscy zakładamy, że jakoś intuicyjnie to rozumiemy. Z dobrocią – wszystko jedno dla siebie, czy dla innych – jest jednak tak samo, jak z używkami czy słodyczami.

Trzeba jej coraz więcej i więcej, aby mieć tyle samo radości czy satysfakcji. Tak samo jak z pieniędzmi, co stwierdzono w pewnych badaniach. Dwa razy więcej przyjemności niż tysiąc dolarów daje dopiero dziesięć tysięcy dolarów. To pokazuje bezmiar chciwości tego, co jest dobre.
Kto z nas nie słyszał zawołania, aby być dobrym dla siebie samego. Co takie zachęty właściwie oznaczają? Że ktoś jest dla siebie niedobry i chcemy go zachęcić do lepszego traktowania siebie? Czy to, że ktoś jest dobry, ale zbyt mało? Czy może to, że ktoś jest bardzo dobry dla siebie, ale dobra nigdy za wiele? Podejrzana sprawa!
Dwie bliskie mi osoby, z którymi rozmawiałem ostatnio o zachętach, aby być dobrym dla siebie samych, zareagowały w dość charakterystyczny sposób. Pierwsza z nich zapytała: Jak to? Jeszcze bardziej niż dotąd? To chyba niemożliwe! Ludzie tak dogadzają sobie samym, że bardziej już chyba nie można. Przecież bez wytchnienia ścigają się w tej dobroci dla siebie. Druga zauważyła, że zdanie „Jest/był dobry dla siebie” brzmi jak część nekrologu lub fragment mowy pogrzebowej: Dobry był to człowiek. Dla siebie. Nie brak w tym wszystkim pewnej ironii.
Zacząłem się zatem zastanawiać, jak może wyglądać bycie niedobrym dla...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy