Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Laboratorium

12 lutego 2016

Rozmowy intymne

20

Każda para ma swój obszar intymności, gesty czy słowa tylko dla nich zrozumiałe. Jakieś piórko, które sobie dali. Coś, co sobie wyszeptali i co buduje ich bliskość.

Robert Rient: – Czy jeśli się kochamy, to trzeba o wszystkim sobie mówić?
Halina Nałęcz-Nieniewska:
– Nie znajduję powodu, dla którego nie mielibyśmy mówić wszystkiego. Ale to nie znaczy, że powinniśmy wypowiedzieć natychmiast to wszystko, co się nam pojawia w myślach i uczuciach. Natomiast warto mówić o tym, co nas porusza, daje radość i szczęście, te informacje zbliżają nas do drugiego człowieka, a mówienie o tym, co nam przeszkadza i na co nie mamy zgody, pomaga budować relacje.

Niektórzy uważają, że lepiej nie mówić ukochanej osobie o tym, co nas drażni w jej zachowaniach, wytrzymać, byle tylko nie narazić się na konflikt albo ciche dni...

– Jeśli coś wytrzymuję, to się oddalam od partnera. Pytanie: po co to robię? Po co wytrzymuję jakąś trudność?

Żeby jemu lub jej nie było przykro...
– Bo gdy się dowie, że mnie złości, jak siorbie, pijąc kawę, to będzie mu przykro?

Tak.
– Tylko że takie wytrzymywanie nie zbliża mnie do tej osoby ani jej do mnie.

I latami codziennie podczas śniadania słucham tego siorbania...
– Właśnie, to może wręcz oddalać. Za każdym razem słysząc siorbnięcie, coraz bardziej się denerwuję, aż w końcu przestaję pić z partnerem kawę. Albo wybucham złością, a on nie wie, czego ta złość dotyczy. To również oddala. I myślę sobie: mógłby się w końcu domyślić...

Nie warto się domyślać?

– Nie jestem w stanie domyślić się wielu, jeśli nie większości rzeczy. Skąd mam wiedzieć, na co masz teraz ochotę? Mogę mieć różne pomysły, ale są one tylko moimi pomysłami na ciebie.

Zatem powiedziałem, że mnie irytuje siorbanie, poczułem ulgę, a on siorbie dalej... Co wtedy?
– Dobrze poczuć ulgę, ale mówię, bo chcę, by był spokój w naszej relacji. Jeśli z jakiegoś powodu odczuwam napięcie, to spokoju nie ma. Łudzimy się jednak, że samo powiedzenie o irytującym zachowaniu sprawi, że ono się zmieni. Czasami spotykam się z rozczarowaniem ludzi, którzy na szkoleniu uczą się mówić o uczuciach; potem mówią bliskim, co im przeszkadza, a ci dalej to robią. Nie powinnam się spodziewać, że jeśli wyrażę swoje oczekiwania, to inni je zaspokoją. Nie mam prawa oczekiwać, że mój partner przestanie siorbać, ale daję mu jasną informację, jak to na mnie działa. To mój prezent. A on może zdecydować, co z nim zrobi: czy będzie siorbać, czy popracuje nad tym, by nie było napięcia podczas śniadania. Dopóki nie powiem mu, jak mnie to drażni, nie ma szansy, by cokolwiek się zmieniło. Ryzykuję oczywiście, że partner nadal będzie siorbać; wtedy będę ciągle o tym mówić albo przestanę pić z nim kawę.

Swoją drogą to ciekawa informacja zwrotna, gdy mówię o ważnych dla mnie rzeczach partnerowi, a on nic z tym nie robi...
– Wtedy zadaję sobie nowe pytanie: na ile ten związek jest dla mnie ważny? Otwiera się możliwość zbliżenia się lub pożegnania i budowania innych, bardziej satysfakcjonujących relacji.

Kiedy lepiej zacisnąć zęby i wytrzymać, niż mówić partnerowi o swoich emocjach?
– Istnieje powszechne przekonanie, że wytrzymywanie czegoś i poświęcanie się dla innej osoby ma w sobie coś szlachetnego. To nieprawda. Tylko w niewielu krańcowych sytuacjach trzeba wytrzymać swoje emocje, na przykład kiedy ktoś bliski umiera, nie powiem: „strasznie się boję, że umrzesz”. Mogę przeżywać rozpacz i zostawić ją w sobie albo opowiedzieć o tym przyjacielowi czy terapeucie. W takich sytuacjach zostawiam swoje emocje w ukryciu, bo to druga osoba wymaga wsparcia, nie ja. Podobnie się dzieje w relacji z dwu-, trzyletnim dzieckiem, które jest w okresie negacji. To korzystny moment w rozwoju dziecka, umożliwia mu budowanie własnych granic, ale bardzo trudny moment dla rodzica. Nie ma sensu mu mówić: „przestań się wygłupiać, nie wytrzymam tego dłużej”. Właśnie wtedy zadaniem dorosłego jest wytrzymać, co nie znaczy, że nie powinien stawiać granic.

Czy w związku powinien być obszar objęty tajemnicą, taki, do którego tylko my mamy dostęp?
– Na pewno tak. To obszar związany z intymnością i nie mam na myśli tylko życia seksualnego. Może to być coś, co komuś z boku wydaje się banalne. Jakieś piórko albo kamyczek, który sobie daliśmy, i wywołał wzruszenie. Coś, co sobie wyszeptaliśmy. Opowiadanie o tym innym osobom odbiera temu intymność. Każda para ma swój obszar intymności, tylko dla nich zrozumiały, gesty czy słowa, które dla innych nic nie znaczą, ale dla tej dwójki są ważne, budują intymność i bliskość.

A gdy mamy przyjaciółkę, której się ze wszystkiego zwierzamy, to źle?
– To jest kwestia umowy. Jeśli obie strony zgadzają się na to, by opowiadać komuś innemu o tym, co wspólne, to nie ma problemu. Ale jeśli partner nie zgadza się na takie zwierzenia, wtedy rozmowa z przyjaciółką może działać przeciwko parze.

W jaki sposób?

– Każda rzecz, którą robi jeden z partnerów, a nie ma na to wspólnej zgody, działa przeciwko parze. Jeśli ona co piątek chodzi na piwo z przyjaciółmi, a on nie ma takiego zwyczaju, ale nie ma nic przeciwko jej wyjściom, to w porządku. Ale jeśli tego nie akceptuje, to obraca się przeciwko parze.

Co wtedy zrobić?
– Znaleźć swoje rozwiązanie, ważne, by nie kopiować na siłę innych par. Czasami, gdy ktoś mi opowiada, jak to jest w jego szczęśliwej relacji miłosnej, to sobie myślę, że ja bym tak nie chciała – na przykład by najbliższa mi osoba wychodziła raz w tygodniu na całą noc oglądać ze znajomymi filmy. Ciężko byłoby mi zaakceptować taki zwyczaj, ale są pary, którym to pasuje. To kwestia dogadania się.

Na treningach interpersonalnych, które prowadzisz w oparciu o autorską metodę, przez 40 godzin zadajesz ludziom trzy powtarzające się pytania: ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy