Róż szkoda

inne I

„Zielony Dół” - wzorcowy ośrodek, w którym osoby chorujące psychicznie pracują i równocześnie leczą się - decyzją urzędową może zostać zlikwidowany. Pacjenci, którzy zyskali szansę włączenia się w życie społeczne, stracą bezpieczny azyl.

Aby tam dotrzeć, trzeba skręcić przy Błoniach w drogę wiodącą do lotniska w Batowicach. Trasa wije się zakolami i rozgałęzia w uliczki o urokliwych nazwach: Słonecznikowa, Sielanka czy Kasztanowa. I w końcu ulica Zielony Dół, przy której mieści się noszący tę samą nazwę ośrodek recepcyjno-szkoleniowy, prowadzony przez Laboratorium Cogito. To właśnie tu osoby, które przeżyły poważne kryzysy psychiczne, znalazły miejsce dla siebie. Za bramą ośrodka niezwykły ogród – ogromne świerki, krzewy jaśminu i irysy jak z obrazu Van Gogha. Wzdłuż alejek kwitną róże. Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat, czy może kamień?

(Nie)potrzebna jak róża

Arnhild Lauveng to norweska psycholożka, która przez wiele lat zmagała się z chorobą. Udało jej się pokonać poważne kryzysy psychiczne. Skończyła studia, pracuje i czuje się szczęśliwa. Ale pozostała w niej świadomość wykluczenia: „Nadal pamiętam, jak to jest żyć poza akceptowanymi i szanowanymi granicami, być biorcą, a nie aktywnym uczestnikiem. Sądzę, że nasza wartość nigdy nie powinna być związana z tym, co robimy, jakie osiągamy sukcesy, lub z tym, czym możemy się stać – człowiek jest wartościowy po prostu dlatego, że istnieje”.

Swoje doświadczenia Arnhild opisała w książce Niepotrzebna jak róża. Co było „różą” Arnhild – źródłem nadziei i własną drogą do zdrowia? Codzienność, w której można rozwijać swoje pasje, uczyć się, pracować i nawiązywać relacje. Taką właśnie codzienność zapewnia osobom chorującym psychicznie ośrodek „Zielony Dół”. Osobom chorującym – a nie chorym – ponieważ u większości osób psychoza występuje epizodycznie. Można przeżyć kryzys psychiczny tylko raz albo kilkakrotnie, jednak niemal każdy chorujący doświadcza remisji – powrotów do zdrowia, kiedy to objawy nie występują przez kilka miesięcy lub nawet lat.
– Współczesna psychiatria środowiskowa stara się wspierać osoby chorujące psychicznie w ich społeczności – mówi profesor Andrzej Cechnicki, współtwórca Laboratorium Cogito i animator psychiatrii środowiskowej. – Często są to osoby, które przez lata wycofywały się ze związków, traciły wiarę w siebie, nie zbudowały tej siły wewnętrznej, która pomagałaby znosić stres i sprzeciwiać się złu. Potrzebują różnorodnego wsparcia: od nauki pewnych umiejętności, poprzez podejmowanie ról społecznych, budowanie więzi, po pozyskiwanie sojuszników – otwartych osób z własnej społeczności. We wspólnocie łatwiej jest odzyskać wiarę, zbudować lepszy obraz siebie i przekonanie o własnej wartości – tłumaczy.

Portret z kwiatem

Filozofia Laboratorium Cogito brzmi: od leczenia do pracy. Rzeczywiście, dzięki pracy w „Zielonym Dole” ludzie po kryzysach psychicznych odnajdują się, podnoszą. Tak jest z Marią, która w ośrodku pracuje od dwóch lat. Ma krótką, twarzową fryzurę i delikatne rysy. W ludziach ceni serce, wykształcenie i uczciwość. Dla niej „róża” to możliwość rozwoju i pracy we wspierającym się zespole: – Wiązałam z tą pracą wielkie nadzieje. Oczywiście miałam też obawy, ale wiedziałam, że znajdę się w środowisku, które pomoże mi – jeśli można tak powiedzieć – osiągnąć sukces. I to się udało. Czuję, że ta praca pomaga i rozwija mnie. To się przekłada na życie poza ośrodkiem – jest mi łatwiej robić zakupy, dbać o dom czy planować.

Pierwszy kryzys Maria przeżyła jeszcze w szkole średniej. Udało jej się ją ukończyć, ale życie tak się potoczyło, że nie mogła studiować. Teraz cieszy ją oferta szkoleń, którą proponuje Laboratorium: – Bardzo lubię przychodzić tutaj na kurs niemieckiego. Wcześniej mieliśmy też zajęcia z angielskiego i kurs komputerowy.
Renata, brunetka o ujmującym uśmiechu, w ośrodku podjęła swoją pierwszą pracę: – Na początku strasznie się obawiałam, miałam mnóstwo wątpliwości! Przez osiemnaście lat siedziałam w domu, nie miałam z kim dzieci zostawić.

Czasem czułam się przez to nieprzydatna, bezwartościowa – opowiada. Atmosfera w ośrodku sprawia, że codziennie chce się jej iść do pracy: – Życzliwość i wsparcie osób, które tu spotkałam, są nie do przecenienia. To doświadczenie dodało mi wiary we własne siły, pokazało, że potrafię coś robić, i to dobrze. Lubię pracować w ogrodzie – jest piękny, o wiele roślin trzeba troskliwie zadbać. Cieszy mnie to, że uczę się języków, zwłaszcza angielskiego. W kuchni mamy dużo do zrobienia...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy