Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

6 listopada 2018

Rodzina zszyta na nowo

37

Z roku na rok w Polsce przybywa rodzin patchworkowych. Nie tylko dzieciom z poprzednich związków trudno jest się w nich odnaleźć. O czym warto pamiętać, by pokonać trudności?

Uroczysta kolacja. Przy stole siedzi troje dorosłych i troje dzieci. Dorośli – małżonkowie Anna i Krzysztof oraz Grażyna, była żona Krzysztofa. Dzieci – Jaś, syn Anny i Krzysztofa, Kasia, córka Anny z pierwszego małżeństwa, Tomek, syn Krzysztofa i Grażyny. Można się pogubić w tym opisie, podobnie jak można się pogubić w relacjach w rodzinach
patchworkowych – „pozszywanych z kawałków”, czyli z członków rodzin, które się rozpadły, nowych partnerów, teściów, rodziców, dzieci z nowego związku i dzieci z poprzednich związków. Tworzą skomplikowaną konstelację rodzinną, w której relacje bywają bardzo trudne.

Z badań naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego wynika, że Polacy coraz częściej decydują się na rozwód. Mimo pomocy dostępnej w kryzysach (np. psychoterapii par), rocznie aż 60–70 tys. małżeństw kończy relację, a większość rozstających się partnerów chce ponownie zbudować rodzinę. Rodzin patchworkowych jest coraz więcej. Dla wielu osób pogodzenie splątanych relacji rodzinnych jest niebywale trudnym zadaniem.

Pożar w rodzinie

Malwina i Janek, para przed czterdziestką, zdecydowali się na związek. Zamieszkali razem, mieli doskonałe relacje z dziećmi partnerów – Olą, córką Malwiny, i Tomkiem, synem Jana. Pomimo trudnego wieku, w jakim były dzieciaki – 13 i 15 lat – świetnie się ze sobą dogadywali, spędzali razem weekendy i wakacje. Schody zaczęły się po kilku latach, gdy okazało się, że Malwina jest w ciąży. Gdy urodził się Antek, starsze dzieci zaczęły się buntować, awanturom w domu nie było końca, raz nawet niemalże doszło do tragedii, bo Tomek popchnął i przewrócił Malwinę, trzymającą małego Antka na rękach. Rodzice, Malwina i Janek, od początku starali się grać do jednej bramki, wspólnie ustalali zasady funkcjonowania w domu i konsekwentnie egzekwowali ich przestrzeganie przez wszystkich domowników. Ale po incydencie z Tomkiem Malwina miała już dość zazdrości przybranego syna, a Jan poczuł, że wszystko, co złe, spada na niego, bo jest uznawany za winnego wszelkich konfliktów. Spowodowało to głęboki kryzys w rodzinie, który niemal doprowadził do rozpadu związku. Na szczęście Malwina i Janek w porę opanowali „pożar”.

Linda Stone, autorka książki Pokrewieństwo i płeć kulturowa, przygląda się specyfice rodzin patch[-]workowych, w których partnerzy mają dzieci z poprzednich małżeństw i często również dziecko z nowego związku. Nazywa je relacjami zrekonstruowanymi, będącymi połączeniem dwóch wcześniej odrębnych rodzin. Takie połączenie może oczywiście być zgodne i dopasowane, ale częściej bywa trudne i wymaga ciężkiej pracy. Każda rodzina charakteryzuje się bowiem własną wewnętrzną tożsamością, odrębnością. Łączenie dwóch tożsamości wymaga tolerancji, wzajemnego poszanowania granic, uszanowania odrębności i wypracowania wspólnej narracji. Początkowo dla partnerów nie jest to trudne, ponieważ kieruje nimi siła miłości, ale kłopoty zwykle pojawiają się w relacjach między pozostałymi członkami – czyli w relacjach z przybranymi dziećmi, byłymi partnerami, między przybranym rodzeństwem.

Bez różowych okularów

Z obserwacji psychoterapeutów par wynika, że partnerzy decydujący się na założenie rodziny patch[-]workowej często nie zdają sobie sprawy z trudności, jakie mogą napotkać.

Na pierwszym etapie budowania nowej rodziny problemem bywa egocentryzm zakochanej pary. Choć partnerzy mają już spore doświadczenie życiowe, to jednak – zakochani – patrzą na wspólną przyszłość dość lekko, przez różowe okulary. Wydaje im się, że zdołają załagodzić konflikty siłą miłości albo sądzą błędnie, że dzieci są już na tyle duże, że wszystko zrozumieją i podporządkują się nowym zasadom. Często takie pary ignorują to, że dla dzieci odnalezienie się w nowej rodzinnej konstelacji jest dużym stresem.

Zarówno dla przedszkolaka, jak i nastolatka zamieszkanie nowych osób na stałe w domu to silny stres. W jego życiu niespodziewanie pojawiają się kompletnie obcy ludzie. Barbara Kromolicka, autorka książki Rodziny zrekonstruowane, zauważa, że jeśli dziecko długo żyło samo z jednym z rodziców (około czterech, pięciu lat), to prawdopodobnie będzie miało problem z akceptacją kolejnych osób w domu. I dlatego budowaniu takiej relacji należy poświęcić dużo uwagi, uzbroić się w cierpliwość. Psychologowie podkreślają, że w tworzeniu rodziny patchworkowej kluczowe są życzliwość i cierpliwość, ponieważ budowanie więzi zajmuje miesiące, a nawet lata.

Powodzeniu rodziny rekonstruowanej nie sprzyjają natomiast idealizacja i wygórowane oczekiwania względem nowej konstelacji rodzinnej. Często nowi małżonkowie oczekują, że rodzina będzie działać w taki sam sposób, jak tradycyjny model – wszyscy będą dla siebie równie życzliwi i dobrzy, miłość między członkami rodziny pojawi się niejako automatycznie, tak jak to się dzieje w przypadku osób połączonych więzami krwi. Nic bardziej mylnego. Rodzinny patchwork to ciągła praca nad relacjami, otwartość na negocjacje i na to, że każdy członek rodziny jest inny, niesie swój bagaż doświadczeń i ma prawo adaptować się do zmian we własnym tempie. A także wewnętrzna zgoda na to, że poszczególni członkowie rodziny wcale nie muszą pałać do siebie miłością – mają prawo, mimo podejmowanych przez drugą stronę prób, zachować rezerwę. Zmuszanie przybranego rodzeństwa do bliskości może przynieść wręcz odwrotny skutek.

Warto pozwolić, by relacje dzieci ułożyły się same – tylko z drobną pomocą bezstronnych dorosłych. Często będzie się to wiązało z kłótniami i sprzeczkami. Nie szkodzi, bo są one nieodłącznym elementem budowania granic w rodzinie patchworkowej. Ważne, by szczerze rozmawiać ze sobą na temat wszelkich niejasności czy wątpliwości. Być gotowym do zadawania i wysłuchania niewygod...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy