Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

6 lipca 2016

Róbcie, co chcecie

0 336

Realizacja mocnych postanowień wcale nie musi być męczarnią nie do zniesienia. Zamiast zaciskać zęby i zmuszać się do wprowadzania zamiarów w życie, lepiej posłuchać, co ma do powiedzenia nasze ciało - przekonuje niemiecka terapeutka Maja Storch.


Agnieszka Chrzanowska: – Bridget Jones, bohaterka książki Helen Fielding i popularnego filmu, wielokrotnie podejmowała mocne postanowienie zrzucenia zbędnych kilogramów, abstynencji, ograniczenia liczby wypalanych papierosów. I zwykle nic z tego nie wychodziło. Wielu z nas podejmuje podobne mocne postanowienia przy różnych okazjach – z nadejściem nowego roku, przed świętami, po świętach, na wakacje itp. Takie próby często jednak kończą się porażką. Dlaczego tak trudno nam realizować cele, które sobie wyznaczamy?
Maja Storch: – Problem może mieć dwa źródła. Po pierwsze, może wynikać z tego, że tak naprawdę wcale nie jesteśmy zmotywowani do zmiany. Ale może być też tak, że przed podjęciem nowych działań powstrzymują nas stare nawyki i przyzwyczajenia.

A czy Pani doświadcza takich trudności? Czy przypomina sobie Pani jakieś swoje postanowienie, którego realizacja zakończyła się porażką?
– Na szczęście już nie mam takich problemów! Wiem, jak się zmotywować: po prostu nie podejmuję działań, których tak naprawdę nie chcę. Próbuję synchronizować moje świadome zamiary i nieświadome nastawienie, wtedy jestem zmotywowana niejako od wewnątrz. Wiem, czego chcę i dążę do tego – silnej woli mi wtedy nie brakuje.

Jesteśmy przyzwyczajeni działać tak, jak oczekują rodzice, nauczyciele, żona, mąż, pracodawca. Skąd mam wiedzieć, czego ja sama chcę?
– Jeśli zamierzamy coś zmienić, zrealizować jakieś postanowienie, np. rzucić palenie, zastanówmy się, dlaczego chcemy urzeczywistnić dany zamiar. Czy chcę przestać palić, ponieważ tak zalecił lekarz – to obcy głos, a nie mój własny, czy dlatego, że chcę być wzorem dla córki – to jest już rzeczywiście mój głos. To ważne, by rozróżnić pobudki własne od obcych. Na przykład ktoś może chcieć się odchudzać, ponieważ boi się o swoje zdrowie, czuje presję mediów, chce się bardziej lubić. Które powody są rzeczywiście własne, a które zostały narzucone z zewnątrz? O tych ostatnich możemy od razu zapomnieć. Ważne są tylko te, które mają źródło w nas. Co więcej, niech to będą powody, które wywołują w nas silne pozytywne odczucia. Zwracając uwagę na sygnały płynące z ciała, dowiemy się, czego sami chcemy, uzyskamy dostęp do swojego wewnętrznego nastawienia.
Jesteśmy wyposażeni w dwa systemy, które stanowią źródło naszych działań: umysł świadomy i nieświadomość adaptacyjną. Ten pierwszy wiąże się z logiką i ujawnia się poprzez mowę, ten drugi natomiast wyraża się właśnie poprzez emocje i wrażenia płynące z ciała. Nieświadomość adaptacyjna jest nastawiona na tu i teraz, umysł świadomy może wybiegać w przyszłość, tworzyć plany i określać cele długoterminowe.

Czy te dwa głosy mogą współbrzmieć? Którego z nich powinniśmy słuchać?
– To nie jest kwestia albo – albo. Chodzi o to, by obydwa systemy działały w harmonii. Jeśli podejmujemy jakiś zamiar, ponieważ mamy ku temu naprawdę dobry powód, wtedy taka harmonia jest możliwa. W przeciwnym razie między systemami będzie rozdźwięk. Choć umysł świadomy będzie miał setkę argumentów mówiących, dlaczego powinniśmy zacisnąć zęby i nie ustawać w dążeniu do realizacji celu, nieświadomość adaptacyjna będzie nam wysyłać zupełnie odmienne sygnały.
Oba systemy pracują równolegle, jednak nieświadomość adaptacyjna nie zawsze zostaje dopuszczona do głosu. To nie znaczy jednak, że wtedy nie działa – ona pracuje nieprzerwanie, niczym komputer, który jest stale podłączony do sieci. Wszystkie informacje, które do nas płyną, najpierw zostają przetworzone właśnie na tym poziomie, jednak to, czy dotrą do naszej świadomości, zależy od tego, ile poświęcimy im uwagi, jak są intensywne, czy system nieświadomy uzna je za ważne. Gdy mamy podjąć jakąś decyzję, nieświadomość adaptacyjna dokonuje oceny możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji i wysyła nam sygnały. Mają one jednak formę nie pojęć i logicznej argumentacji – za to odpowiada nasz umysł świadomy, ale doznań cielesnych, czyli markerów somatycznych, jak je określił Antonio Damasio. Markery dają o sobie znać już po 200–300 milisekundach, umysł świadomy włącza się później – po około 900 milisekundach. Wyobraźmy sobie na przykład sytuację, w której otrzymujemy propozycję wspaniałej pracy po drugiej stronie globu. Mam...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy