Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

25 sierpnia 2020

NR 7 (Wrzesień 2020)

Relacja matka - córka w opresji kulturowych narracji

136

Ten tekst pokazuje, w jaki sposób w języku przemycane są schematy myślenia, stereotypy i obowiązujące narracje. Wszystkie podane przykłady są autentyczne, zebrane przeze mnie przez lata słuchania, a czasem podsłuchiwania tego, jak mówią ludzie.

Urodziłam Helenkę w czerwcu. Gdy miała kilka tygodni, poszłam z nią na spacer do Parku Jordana w Krakowie. Długa alejka okazała się drogą przez mękę. Czułam się jak Cersei w Grze o tron: naga, którą dziki tłum opluwa i rzuca w jej kierunku zgniłe owoce. W moim kierunku, choć nie byłam jedyna, leciały słowa potępienia: „Taki ziąb, a dziecko całe odkryte”. „Żar leje się z nieba, a ta ubrała dziecko jak na Syberię”. Były też potępiające westchnienia: „Ech, te młode matki, nic o życiu nie wiedzą”. Na szczęście natura pozwoliła mi karmić piersią, więc chociaż tutaj mieściłam się w ciasnej narracji opresji społecznej. No i blizna po cesarskim cięciu była zakryta, by nie słyszeć publicznie, że „cwaniaczka, na łatwiznę poszła”. 

POLECAMY

Kto się w tym czasie zajmował twoją córką?

Zawodowo zajmuję się słowem i narracjami, które za jego pomocą tworzymy. Ale dopiero zrozumienie tego, czym jest patriarchalna opowieść i że jej kobiecy odpowiednik nie musi być odbiciem tej pierwszej i z nią rywalizować, przyniosło mi poczucie przynależności. Dopiero to, co mówią pisarki i analityczki jungowskie – Clarissa Pinkola Estes, Marion Woodman czy Maureen Murdock, dało zrozumienie tego, kim jestem jako kobieta, matka, córka. Zajmowanie się tym zawodowo pozwoliło na pewien dystans. Ale jako kobieta poczułam w pewnym momencie, jak ciasno mi w tych narracjach, w które jestem wrzucana. W domenę rywalizacji: „Ale Kowalska zeszczuplała. Ty też byś się za siebie wzięła” albo punktu odniesienia: „Z tobą to przekichane gdzieś jechać. Człowiek jeszcze oka nie otworzy, a ty już po treningu. Od razu w poczucie winy wrzucasz”. Ciasno mi w narracji, która budzi we mnie poczucie winy: „Dobry artykuł, ale kto się w tym czasie zajmował twoją córką?”. Trudno mi, gdy starsze pokolenie nie dawało mi przyzwolenia do tego, by nazywać trudnym coś, co przeżywałam jako trudne: „Dziecko, w moim pokoleniu to ani pieluch jednorazowych nie było, ani nianiek elektrycznych”. 

Horror opresyjności 

Dla człowieka przynależność do wspólnoty biologicznie oznacza przetrwanie. Jesteśmy tak skonstruowani ewolucyjnie, że niemowlak jest zupełnie zależny od dorosłych, przy czym większy ciężar tej zależności spoczywa na rodzicach, przede wszystkim matce. Narracja, jaką wytworzyła nasza kultura na ten temat, gloryfikuje postać rodzicielki do potęgi. Przez „naszą” kulturę rozumiem ten krąg wytworzony w basenie Morza Śródziemnego, oparty na dwóch fundamentach: kultury antycznej i chrześcijańskiej. W nim matka to ta, co kocha, poświęca się i zdecydowanie wyżej stawia potrzeby dzieci nad swoje: Maria. Matka Dziewica. Matka Polka. Ciasna ta narracja. Trudno się z nią zidentyfikować. Nadużyta przez komentarze publiczne. Wystarczy, że kobieta, szczególnie młoda, przejdzie z dzieckiem przez miasto albo wpadnie na imieniny cioci Krysi: „Może czapeczkę jednak byś nałożyła”. „Taki ziąb, a dziecko całe odkryte”. „Jedz/nie jedz tego – karmisz piersią. Musisz uważać na to, co dajesz dziecku”. Horror opresyjności. W kulturze mocno usankcjonowany jako norma społeczna i często obowiązujący jest archetyp uznanego i szanowanego modelu macierzyństwa uosabiany przez postać Demeter. Tony Wollf, bliska współpracownica Carla Junga, w jednym z najważniejszych swoich esejów, zatytułowanym Strukturalne formy kobiecej psyche mówi o tym, jak wewnętrzny krajobraz w naszej psychice jest zróżnicowany, ale potem – w zależności od tego, jaki jest model obowiązujący we wspólnocie – dochodzi w kobietach do głosu jedna z obowiązujących narracji, ta, na którą jest zgoda i która pozwala przetrwać we wspólnocie i nie być w niej wykluczaną1. Demeter poświęcająca się dla potomstwa i rezygnująca jawnie z samorealizacji jest we wspólnocie wyżej ceniona niż Kalypso, kobiecość świadoma swojej seksualności i potrzebująca wolności. To, czy wpisujemy się jako kobiety w archetyp, który wspólnota ceni wysoko, czy z tego rezygnujemy, ryzykując wykluczenie i napiętnowanie, ma ogromny wpływ na naszą psychikę. Szczególnie dotyczy to tych kobiet, w których życiu ta bazowa – przez niektórych psychologów uważana za najważniejszą na świecie – relacja córki z matką była trudna. 

Warto przeczytać:

  • Clarissa Pinkola Estés Biegnąca z wilkami
  • Marion Woodman Świadoma kobiecość

Musiała cię kochać

Mówiąc o kodach kulturowych, mówimy de facto o realizacji jednej z najważniejszych potrzeb człowieka: potrzeby przynależności. W idealnym modelu powinno być tak, że kobieta oczekująca dziecka wewnętrznie jest dojrzała, gotowa na macierzyństwo i przyjmuje córkę z miłością bezwarunkową, która ma sprowadzać się do jednego głównego przekazu: „taka, jaka jesteś, z całym swoim zróżnicowaniem wewnętrznym, jesteś kompletna, zasługujesz na miłość i przynależność. Możesz być sobą i przetrwasz, bo wspólnota cię nie wykluczy”. Psychologia nazywa to „bezpiecznym przywiązaniem”. Życie w tej kwestii pisze czasem tak okrutne scenariusze, że kultura wypracowała kody i rytuały, czyli zewnętrzną formę realizowania macierzyństwa. Służy ona do zbudowania jakiegoś punktu odniesienia i pozwala żyć – nawet w iluzji, mimo wewnętrznego żalu do własnej matki, że „jednak musiała kochać”, skoro urodziła i wychowała… Tu świat dostarcza różnych scenariuszy: „Przecież ci robiła kanapki do szkoły. Przecież zrezygnowała z rozwodu z twoim ojcem, żebyś miała pełną rodzinę…” itd. 

Największa zbrodnia matki

Które zachowania kulturowo windują matkę, a które mogą być traktowane jako wykluczające z grona „wystarczająco dobrych matek”? I jak się do tego ma męska narracja? Już czas zobaczyć, że to, co do tej pory świat mówił kobietom na temat ich macierzyństwa, ról społecznych żon i matek, mocno jest wpisane w męskie, linearne rozumienie świata, takie jak opisywał Joseph Cambell w słynnej Podróży bohatera. Na szczęście do głosu dochodzi kobiecy nurt rozumienia świata, oparty nie na modelu zewnętrznego sukcesu, bycia perfekcyjnym na każdym polu, zdobywającym kolejne szczyty. Kobiety coraz częściej słyszą o podróży bohaterki – narracji opowiedzianej światu w 1990 r. przez Maureen Murdock, która dość niedawno trafiła w ręce polskich czytelniczek. W dotychczasowym modelu kulturowym postać matki uosabiała mityczna Demeter, pradawne bóstwo przyrody, połączone wręcz symbiotyczną więzią ze swoją córką. W pewnym momencie Persefona dorasta i znika ze świata matki. Ta wpada w rozpacz, co natychmiast komunikuje światu: jej żałoba blokuje płodność ziemi. Życie wokół zamiera, gdy matka w rozpaczy szuka córki. Kiedy w końcu dowiaduje się, że córka została porwana, złości się potwornie i rezygnuje z zasiadania na Olimpie. Wycofuje się na własne życzenie z wysokiego miejsca w hierarchii boskiej wspólnoty. Zaczyna ukrywać przed światem fakt, że jest boginią. Jeśli nie może realizować się jako matka, to ze złości i rozpaczy odmawia światu swojej siły. Ponieważ ludzie przestali składać bogom dary, Zeus nakazał mężowi Persefony, Hadesowi, zwrócić córkę matce. Hades poczęstował Persefonę owocem granatu i tym sposobem zapewnił sobie pewność jej powrotu. Persefona jest więc sześć miesięcy z matką, a sześć z mężem. Matka z radości pozwala ziemi płodzić, ale tylko wtedy, gdy córka jest z nią. Wtedy zaczyna się wiosna. Gdy przychodzi czas powrotu do męża, życie na ziemi zamiera. Sens istnienia kobiety w tym modelu to jedynie realizacja w roli społecznej matki. Innego scenariusza w tym archetypie nie przewidziano. Innego scenariusza w wielu wspólnotach się nie dopuszcza. A jeśli jakaś kobieta się na to nie zgadza, musi się liczyć z wykluczeniem, opresją, mentalnym wygnaniem. 

Warto Pamiętać

Opowieści mityczne pochodzące z różnych kultur mają wiele podobieństw bez względu na miejsce i czas, z którego pochodzą. W mitach, podobnie jak w baśniach czy snach, pojawiają się określone typy postaci2. Ta powtarzalność podobnych zdarzeń czy typów bohaterów pozwala sądzić, że są to opowieści o tym, jak wspólnota oswaja pewne naturalne cechy człowieka, np. lęki czy zachowania, które mogą zagrażać spójności wspólnoty. Mity bowiem pokazują, które wartości w danej wspólnocie uznawane są dla niej za korzystne. Zatem w konsekwencji są wzmacniane, legitymizowane, a także, jeśli konkretna osoba wpisuje się w wysoce ceniony model kulturowy, jej status rośnie bądź maleje w konkretnym społeczeństwie.

2-Marta Kotarba, Strukturalne formy kobiecej psyche – wprowadzenie do koncepcji Toni Wolff, [za:] https://www.youtube.com/watch?v=UdzC1Oobggs


Tożsamość matki w naszej kulturze akcentuje jej troskliwość i oddanie się wyłącznie roli społecznej. Gloryfikowana jest nadopiekuńczość, przesadność w dbaniu o zdrowie czy zainteresowanie życiem prywatnym dzieci, szczególnie gdy one są już dorosłe. Matka jest tą, która rozumie, wspiera, i dla której zawsze potrzeby dzieci są ważniejsze od jej własnych. Bardzo często w narracji kobiet, których słucham, obecny jest element ciągłego zagrożenia, któremu ona jako matka w sposób bezlitosny stawia czoło. Czasem są to bakterie, które czyhają na zdrowie jej potomstwa. Czasem nierozumiejący ich potrzeb ojciec czy jego rodzina. Czasem lekarze, którzy chcą szczepić na siłę. Życie matki to ciągła walka z tymi wszystkimi albo z tym wszystkim, co nie sprzyja. A im więcej spraw jest wrogich, tym ważniejsza ona sama się może poczuć, tym jej gniew jest słuszny, a działania nim powodowane, uzasadnione: „Zupełnie się Monice nie dziwię. Też bym aferę w przychodni zrobiła, gdyby mi lekarka takie głupoty do głowy próbowała wcisnąć”. Demeter jest sama w tej walce ze światem, bo często tak naprawdę w relacji z własną matką musi wchodzić w rolę Persefony. I odtwarza potem ten model w kolejnym pokoleniu. W konstrukcjach językowych, czyli w koncepcji, którą językoznawstwo nazywa językowym obrazem świata, widoczne jest jeszcze niezwykle silne przekonanie, że zostanie matką dla kobiety ma oznaczać zupełne wyrzeczenie się jakichkolwiek innych aktywności. Matka, która równocześnie pracuje czy robi coś dla siebie, np. uprawia sport, natychmiast podlega degradacji społecznej w wielu obszarach: „Co z niej za matka, skoro... Gdyby naprawdę kochała swoje dziecko, to… No wiesz, sama jestem matką i nigdy bym nie wyjechała na weekend i nie zostawiła dziecka z dziadkami. Wyrodna jest matka, gdy nie karmi piersią, poświęca uwagę sobie czy swojej urodzie. Akcentuje swoją seksualność. Baa! W ogóle o niej pamięta”. Największą kulturową zbrodnią w wielu środowiskach jest posiadanie przez matkę jakiegokolwiek świata bez dzieci. Demeter żyje więc tylko wtedy, gdy córka jest z nią. Gdy Per...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy