Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Psycholog na tropie zbrodni

57

Oto mamy przewidzieć, kto skłonny jest popełnić zbrodnię w przyszłości. A kiedy zbrodnia się dokona, trzeba naszkicować profil sprawcy. I rozpoznać, czy świadek mówi prawdę. Kiedy zbrodniarz zostaje ujęty, sąd oczekuje opinii, czy był on poczytalny. I jeszcze kwestia: jak naprawić złoczyńcę, by nie grzeszył więcej? Takie są zadania psychologii na usługach prawa.

Dorota Krzemionka: – W filmie „Raport mniejszości” Steven Spielberg przedstawia Waszyngton 2054 roku, miasto bez zbrodni. Oto jasnowidze na usługach Agencji Prewencji Departamentu Sprawiedliwości pozwalają złapać przestępców, zanim popełnią oni przestępstwo. Nęcąca wizja. Czy psychologia na usługach prawa pozwala się do tej wizji przybliżyć?
Krzysztof Józef Gierowski: – W jakimś sensie tak. W kryminologii od wielu lat poszukiwano odpowiedzi na pytanie: dlaczego jedni ludzie są bardziej skłonni niż inni do naruszania prawa w określony sposób? Z badań jasno wynikało, że obok czynników biologicznych czy społecznych, niemałą rolę w tym odgrywają psychologiczne dyspozycje i właściwości osobowości.

– Jakie to właściwości?
– Zgodnie z koncepcją Hansa Eysencka, przestępczości sprzyja wysoki poziom neurotyzmu, ekstrawersji i psychotyzmu. Przeprowadzono setki badań, by zweryfikować to przypuszczenie.

– Z jakim skutkiem?
– Właściwości te odgrywają różną rolę w zależności od rodzaju przestępstwa. Badania nie potwierdzały, że stanowią one generalny czynnik ryzyka popełnienia przestępstwa. Ale w przypadku przestępstw polegających na agresji i przemocy rzeczywiście okazywało się, że poziom psychotyzmu, ekstrawersji i neurotyzmu w populacji agresywnych przestępców był wyższy niż w całej populacji i wyższy niż u sprawców przestępstw, które nie opierały się na przemocy. To zresztą nie powinno dziwić. Trudno sobie wyobrazić, by do jednego wymiaru psychologicznego dało się sprowadzić takie przestępstwa, jak pozbawienie życia, przemoc seksualna, kradzież, wyłudzenie czy nieumyślne przestępstwa w ruchu drogowym. Co więcej, samo pojęcie przestępstwa jest względne i zmienia się na przestrzeni lat. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Anglii targnięcie się na własne życie było uznawane za przestępstwo. Dziś wydaje się absurdalne, by karać niedoszłego samobójcę. Podobnie zmienia się stosunek prawa do aborcji czy homoseksualizmu. O tym wszystkim musimy pamiętać, gdy ustalamy, jaka jest zależność między właściwościami osobowości a przestępczością.

– Wracając do wizji z „Raportu mniejszości”... Czy można przewidzieć, że ktoś naruszy prawo, albo że znów popełni przestępstwo?
– Istnieją narzędzia pozwalające szacować ryzyko naruszenia prawa, szczególnie poprzez przemoc. Takie prognozowanie wykorzystują osoby, które decydują, kiedy i na jakich zasadach można zwolnić ludzi z zakładów karnych. Ważne jest to także w przypadku nieletnich, pozwala bowiem stosunkowo wcześnie podejmować interwencje, zanim dojdzie do naruszenia prawa. Dzięki tym narzędziom wychwytuje się młodych ludzi, u których rozwój emocjonalny, społeczny i moralny nie przebiega prawidłowo. Pewne zachowania już we wczesnym dzieciństwie świadczą o nieprzystosowaniu i mogą zwiastować poważne trudności za lat kilkanaście. Na przykład nastolatek opuszcza szkołę, nadużywa psychoaktywnych środków, wiąże się z nieodpowiednią grupą. Ale te zachowania można modyfikować. Im wcześniejsza interwencja, tym łatwiej jest poprawić źle przebiegający proces socjalizacji.

– Czy w takim prognozowaniu nie tkwi fatalizm? W „Raporcie mniejszości” osoba wskazana przez jasnowidzów jako zabójca była karana, zanim popełniła przestępstwo.
– Dawniej rzeczywiście był w tym fatalizm, ponieważ prognoza opierała się na diagnozie klinicznej. Jeśli u kogoś rozpoznano zaburzenie osobowości, na przykład psychopatię – uznawano, że to jednoznacznie negatywnie rokuje na przyszłość. Dziś przyjmuje się, że zależy to od układu wielu innych czynników, takich jak przebieg rozwoju, otoczenie społeczne, rodzina. Sama psychopatia o niczym nie przesądza. Bez kontekstu jej wartość prognostyczna jest niewielka.

– Czyli te same dyspozycje, zależnie od kontekstu, mogą się przejawiać w różny sposób?
– Tak. Weźmy znów tę psychopatię. Pod tym pojęciem kryje się impulsywność, brak empatii i duże zapotrzebowanie na stymulację. Ale wiele osób o psychopatycznych zaburzeniach osobowości wcale nie przejawia antyspołecznych zachowań – znajdują inny sposób realizowania swych dyspozycji: jeżdżą jak szaleńcy, uprawiają niebezpieczne sporty. Potrzeba stymulacji cechuje wielu sportowców uprawiających sporty ekstremalne. Po katastrofie lotnicznej w Radomiu komentatorzy podkreślali, że piloci-akrobaci to specyficzna grupa ludzi, którzy lubią ryzykować...

– Niestety, nie wszyscy znajdują społecznie akceptowane ujście dla swych impulsów. A wizja z filmu Spielberga stuprocentowej prewencji przestępstw to nadal utopia. Wciąż popełniane są zbrodnie. Niedawno w Kielcach zamordowano 10-letnią dziewczynkę. Sprawcy jeszcze nie wykryto. Czy psychologia może tu pomóc?
– Poszukiwanie sprawcy jest zadaniem bardzo psychologicznym. Śledczy musi mieć hipotezy: kim jest morderca, czym się kierował, dlaczego zachował się w taki sposób. Zbrodnia z Kielc to, moim zdaniem, ewidentnie zabójstwo seksualne. Sprawców takich przestępstw niełatwo wykryć. W takich sytuacjach coraz częściej prokuratura zwraca się do psychologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych z prośbą o sporządzenie hipotetycznej sylwetki psychologicznej osoby, która mogłaby coś takiego zrobić. Profilowanie, to kwintesencja śledczej psychologii, bowiem w grupie seksualnych sprawców związek osobowości z czynem jest najsilniejszy. Dlatego na przykład w Stanach Zjednoczonych od razu w dochodzeniu uruchamia się profilowanie. U nas sięga się po profil sprawcy za późno, dopiero gdy zawodzą inne metody. A im bardziej się to odwleka, tym trudniej jest sporządzić profil. A przecież seksualni zabójcy z zasady działają seryjnie. Mając do czynienia z zabójstwem na tle seksualnym, można z wielkim prawdopodobieństwem stwierdzić, że za chwilę znów się ono zdarzy.

– Przyjmijmy jednak, że sprawca zostaje ujęty. W wielu śledztwach podstawowym materiałem dowodowym są zeznania świadków. Na ile można im ufać?
– Wiedza psychologiczna nakazuje dużą ostrożność. I nie chodzi tylko o zamierzone wprowadzanie w błąd. Z dziesiątków powodów – niezależnych od osoby, która zeznaje – można podważać wiarygodności jej zeznań. Nasza percepcja i pamięć jest zawodna i podatna na wpływ emocji, stereotypów, dążeń. Widzimy to, co chcemy widzieć. Nie widzimy tego, co jest.

– Czy psychologia może pomóc ustalić, kto mówi
prawdę?

– Może. Psychologia zeznań coraz bardziej się rozwija, doskonali swoje procedury i modele diagnostyczne, zwiększając istotnie trafność i rzetelność diagnozy psychologicznej, ale w Polsce, niestety, znajduje to małe odbicie. Badania psychologiczne powinny z jednej strony diagnozować, kim jest świadek, jaka jest jego osobowość i zdolności poznawcze, w jakiej sytuacji spostrzegał i zapamiętywał przebieg zdarzenia i jego okoliczności. A następnie odnieść to do treści jego zeznań. Tymczasem wielokroć gdy czytam zeznania, to wiem, że ten człowiek nie mógł się wypowiadać w ten sposób, że to są słowa przesłuchującego, a nie świadka.
Ocena wiarygodności zeznań jest skomplikowanym zadaniem diagnostycznym. Jeszcze trudniejszym, gdy świadek jest zarazem ofiarą.

– Tak jak w sprawie zabójstwa w butiku Ultimo: zeznanie ofiary przeciw zeznaniu oskarżonej.
– Sąd miał tam wątpliwości, czy może wyrokować w tak poważnej sprawie jedynie w oparciu o zeznania ofiary. Dlatego zwrócił się o opinię do biegłych. Psychologowie stwierdzili, że nie ma podstaw, by ofierze nie wierzyć. Z drugiej strony nie znaleźli niczego, co mogłoby świadczyć na korzyść oskarżonej. Gdyby przeprowadzono dokładne badania kryminalistyczne, być może znalazłyby się jakieś dodatkowe ślady. Ale sprawa wydawała się jasna, ofiara wskazywała winną. A jeśli sprawa wydaje się w pierwszej chwili jasna, to bywa, że nie dość starannie wykonuje się kryminalistyczne badania.

– Zazwyczaj żadnych dowodów nie ma w przypadku nadużyć wobec dzieci. Wtedy są jedynie ich zeznania.
– Rzeczywiście, w przypadku pedofilii czy kazirodztwa jest problem z dowodami. Osoba, której się zarzuca czyn, z zasady zaprzecza. Rodzina trwa często w zmowie milczenia. Dziecko też nie mówi wprost, nie rozumie czynu, boi się gniewu rodzica, czuje się winne temu, co się stało. Ale ofiary przemocy seksualnej przejawiają określone objawy: na przykład fiksują się na temacie seksualnym, wycofują się, stają się zamknięte w sobie, nieobecne. Taka zmiana zachowań jest sygnałem, że coś się stało. Problem w tym, że te sygnały nie są specyficzne tylko dla nadużycia seksualnego. Musi wystąpić cały syndrom objawów. Opiniowaliśmy kiedyś sprawę księdza z wiejskiej parafii, który od lat seksualnie wykorzystywał dzieci. W pierwszym etapie umorzono sprawę, ale z naszych badań jednoznacznie wynikało, że doszło do nadużycia. Świadczyła o tym spójna i konsekwentna relacja pokrzywdzonych. Ostatecznie ksiądz został skazany.

– Mamy sprawcę. Są dowody. Dochodzi do procesu. Jakie zastosowanie ma na tym etapie wiedza psychologiczna?
– W ocenie czynu wprowadza się kryterium psychologiczne: rodzaj motywacji. Bo czym innym jest zabójstwo popełnione przez osobę chorą psychicznie, która działa pod wpływem urojeń, a czym innym mord z chęci zysku, z zazdrości, zemsty, lęku...

– Czy motyw sprawcy decyduje o kwalifikacji czynu?
– Nie. Z prawnego punktu widzenia liczy się nie motyw, ale skutek. Kto zabija, podlega karze. Ale przecież ludzie zabijają z różnych powodów. Uwzględnia to kodeks karny z 1997 roku, w którym zapisano, że kto zabija człowieka w stanie silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, podlega karze, ale ta kara jest niższa. Czyli szczególny stan emocjonalny wynikający z warunków, w jakich ktoś się znalazł, pozwala nieco łagodniej spojrzeć na jego czyn. I przeciwnie: jeśli ktoś zabija człowieka z motywacji zasługującej na szczególne potępienie – dawniej nazywano to niskimi pobudkami – to kara jest wyższa.

– Jaka to motywacja?
– Chęć zysku, motywy seksualne. Na przykład opiniowałem w sprawie osoby, która dokonując rabunku pozbawiła życia matkę i dwoje małoletnich dzieci, strzelając im w głowy. Trudno sobie wyobrazić, jak można z takiej motywacji zabijać – szczególnie małe dzieci.

– Czy opinia psychologa jako biegłego pozwala orzec o winie?
– Z prawnego punktu widzenia nie bardzo wiadomo, czym jest wina. Kodeks pra...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy