Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Przez kulturowe okulary

0 615

Patrzymy na innych ludzi przez filtr własnej kultury - niczym przez okulary, które stale mamy na nosie. Z czasem przestajemy je zauważać, bo czy ktoś zwraca uwagę na powietrze, którym oddycha? Problem w tym, że te okulary utrudniają nam zrozumienie ludzi z innych kultur. Nie ma kultur lepszych i gorszych. Szanuję inne kultury. Ale czy mogę akceptować kamienowanie kobiet w imię honoru mężczyzn? Albo obrzezywanie małych dziewczynek?

Siedmiu psychologów – Anglik, Gruzin, Rosjanka, Polka, dwoje Estończyków i Wietnamka z Węgier – zjawiło się w małej gruzińskiej wiosce, by w komfortowych warunkach wysokogórskiego pensjonatu pracować nad projektem badawczym. W wiejskiej atmosferze demoralizującego lenistwa obficie lało się gruzińskie wino i koniak. Pensjonat z przybyszami siedzącymi od rana do nocy przy laptopach jawił się jako chybotliwa łódka na niespokojnym morzu. „Nie, to nie może się udać” – myślał Robin, Anglik i koordynator projektu, obserwując bezsilnie i z rosnącą irytacją tych, którzy zachowywali się niezgodnie – z uniwersalnymi przecież – standardami dobrej roboty.

Przede wszystkim łódka mogła zostać zatopiona przez ósmego pasażera, niemowlaka Siewę, który przyleciał tu z Petersburga ze swoją matką, Rosjanką i uczestniczką projektu. „Takie rzeczy nie zdarzają się w normalnym, cywilizowanym świecie” – myślał Robin. „Po pierwsze, niemowlęta powinny być otoczone troskliwą opieką, a nie narażane na niewygody. Po drugie, nie wolno łączyć spraw prywatnych z zawodowymi. A raczkujące po podłodze dziecko po prostu przeszkadza innym w normalnej pracy!”.

Lekkomyślne zachowanie pierwszego oficera, Gruzina Gieorgija, odpowiedzialnego za formalną stronę przedsięwzięcia, też nie dawało gwarancji bezpiecznego dopłynięcia do portu. Gieorgij zamierzał opuścić grupę na całe dwa dni, by uczestniczyć w przyjęciu wydanym w Tbilisi na cześć swego sędziwego ojca – artysty. To kolejny cios wymierzony w projekt, a spowodowany nie respektowaniem zasad panujących w naukowym świecie.
Ponadto prace nad projektem zakłóciła wizyta lokalnej milicji, sprowokowanej przez Anu z Estonii. Naruszyła ona miejscowe obyczaje: uprawiała poranny jogging, biegając po gruzińskich drogach i bezdrożach tylko w krótkich szortach i podkoszulku.

Pozostali członkowie grupy nie byli lepsi. Dla Andu z Estonii utrzymywanie dobrych kontaktów z okoliczną ludnością, poprzez degustację win z przydomowych wytwórni, było wyraźnie ważniejsze, niż punktualne stawianie się na poranne sesje. Punktualność nie była ceniona również przez Annę, Polkę, która przychodziła ostatnia, ponieważ mnóstwo czasu zabierały jej pogawędki z personelem pensjonatu. Tylko pracowita i sumienna Lan Anh, Wietnamka, nie sprawiała kłopotów Robinowi.

Uniwersalne standardy, jedynie słuszne zasady, obowiązujące normy, najwyższe wartości – co znaczą te słowa w kontekście międzykulturowym? Zachodzi podejrzenie, że osoba operująca takimi kategoriami patrzy na ludzi z innych kultur przez własny filtr kulturowy, niczym przez okulary, których nigdy nie zdejmuje. Psycholog amerykański, David Matsumoto, definiuje etnocentryzm jako: „tendencję do percepcji świata poprzez swoje własne filtry kulturowe i osądzanie innych według standardów własnej grupy kulturowej, co w efekcie często owocuje przekonaniem o kulturowej niższości innych”.

W innych definicjach stwierdza się wprost, iż etnocentryzm oznacza poczucie, że nasz styl życia i wartości wyznawane przez naszą kulturę są lepsze, niż styl życia i wartości innych grup kulturowych. Towarzyszy temu często pogarda dla innych, czasem wręcz wrogość, nawet dyskryminacja i przemoc.
W łagodniejszej formie etnocentryzm może być rozumiany jako czynienie fałszywych założeń na temat zachowania innych ludzi, na podstawie własnego, ograniczonego doświadczenia. Robin mógł mylnie założyć, że Szura – matka Siewy – jest złą matką, bo pozwala dziecku raczkować po brudnej podłodze. Fałszywie mógł też uznać, że spolegliwe zachowanie Lan Anh jest motywowane „profesjonalnym” podejściem do zadania. A przecież z perspektywy Szury bycie dobrą matką mogło oznaczać jak najczęstsze przebywanie ze swoim dzieckiem, niezależnie od warunków. Zaś Wietnamce Lan Anh mogło zależeć głównie na harmonijnych stosunkach w grupie, a nie na samym zadaniu.

Ograniczone doświadczenie wynika z procesu enkulturacji. Jest to uczenie się własnej kultury i reguł rządzących zachowaniem, uczenie się tego, co jest słuszne i prawdziwe, co powinno się robić, a czego nie powinno. Synkowi Robina nie wolno było pełzać po brudnej podłodze. Nikt nie mówił Robinowi, że harmonia w grupie jest sama w sobie celem, a nie tylko przyjemnym zjawiskiem towarzyszącym wykonywaniu zadania.

Jak twierdzi Matsumoto, etnocentryzm nie jest ani zły, ani dobry. Jest normalną i nieuchronną konsekwencją enkulturacji. Każdy z nas uczy się sposobów zachowania właściwych dla swojej kultury, uczy się też, że społeczeństwo nakłada sankcje za przekraczanie owych reguł, więc stara się tego unikać. Do tych samych zasad odnosimy się, gdy interpretujemy zachowania innych ludzi jako zgodne lub niezgodne z kulturowymi przepisami. W procesie enkulturacji uczymy się też reagować silną akceptacją lub odrzuceniem danego zachowania, a także osądem, czy jest ono złe czy dobre. Na ogół nie rozstajemy się ze swoimi filtrami kulturowymi. Inni ludzie wokół nas, należący do tej samej grupy kulturowej, mają takie same filtry. Z czasem więc przestajemy je w ogóle zauważać. Stają się częścią naszego życia. Czy ktoś zauważa istnienie powietrza, którym oddycha? Tylko wtedy, gdy go zabraknie.

Skoro etnocentryzm jest powszechnym i normalnym doświadczeniem, to w czym rzecz? Problem w tym, że etnocentryczne okulary utrudniają, a czasem wręcz zaburzają możliwość zrozumienia ludzi pochodzących z innych kultur. Spostrzegamy i interpretujemy „ich” zachowania w kategoriach „naszych” doświadczeń, a nie w kontekście znaczeń nadawanych przez „ich” doświadczenia. Grig...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy