Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

4 lutego 2020

NR 2 (Luty 2020)

Pożegnanie z narzekaniem

132

Ja narzekam, on narzeka, my narzekamy… Narzekanie jest naszym narodowym sportem, wręcz nałogiem. Dlaczego w niego wpadamy? Co z tego mamy? Jak się od niego uwolnić?

Stale narzekamy / na dziurę w moście / na piąte koło u wozu / na dwa grzyby w barszczu… – pisał ks. Jan Twardowski. Ciągle marudzimy i zrzędzimy, bo – choć nie jesteśmy tego świadomi – przynosi nam to korzyści. Jakie? 

POLECAMY

Polscy badacze tematu, Bogdan Wojciszke i Wiesław Baryła, w książce Jak Polacy przegrywają? Jak Polacy wygrywają? piszą, że żyjemy w kulturze narzekania, w kraju „pustych szklanek”. Na potwierdzenie wystarczy przywołać liczne synonimy malkontenctwa w języku polskim, te wszystkie biadolenia, kwękania, jojczenia, użalania się, gderania, zawodzenia i ubolewania.

Narzekaniom nie ma końca. Nic dziwnego, można wskazać aż osiem powodów, dla których je ciągniemy. 

Autoprezentacja, czyli jestem gość 

Narzekający często więcej mówi o sobie niż o problemie, na który narzeka. Wyobraźmy sobie, że jedziemy busem. Kierowca podenerwowany woła: „Jak oni jeżdżą! Idioci! A piesi jak gęsi włażą na jezdnię…” itp. W ten sposób nie tylko opisuje trudności, jakich doświadcza na drodze, nie tylko krytycznie ocenia kompetencje innych kierowców, ale chce pokazać, że jest kierowcą wrażliwym i lepszym od tych, na których narzeka.

A przynajmniej, że jest bardziej świadomy tego, co się dzieje na drodze. „Narzekanie może być sposobem na rozgłoszenie pozytywnej informacji o sobie bez narażania się na zarzuty przechwałek i zarozumialstwa” – piszą Wojciszke i Baryła.

Malkontenctwo podnosi poczucie własnej wartości, niestety, często kosztem innych; łatwiej bowiem zauważać niedoskonałość innych niż własną. Może również być ucieczką przed zmianą i odpowiedzialnością za własne wybory.

Oczyszczenie czy malkontenctwo

Narzekanie może nieść ulgę i oczyszczenie z negatywnych emocji albo wzmacniać poczucie niemocy. Jak odróżnić te sytuacje? 

Kluczem jest odpowiedź na dwa pytania: 

  • Jak często narzekasz? Jeśli zdarza ci się to od czasu do czasu, raczej jest to „wentylowanie” emocji. Jeśli jednak czynisz to chronicznie, wzmacniasz sobie jedynie poczucie niemocy. 
  • Co odczuwasz tuż po tym, jak dasz upust swojej frustracji? Ulgę czy jeszcze większe przygnębienie? Oczyszczenie niesie poczucie ulgi i pozytywnie nastraja do życia. Nieustanne roztrząsanie jedynie negatywnych stron rodzi frustrację, wzmacnia dyskomfort i obniża zaangażowanie w życie.

 

Nie chwal dnia…, czyli lepiej nie zapeszać

„Nie chwal dnia przed zachodem słońca” – niektórzy czynią z tej maksymy filozofię życia. Wolą nie mówić o tym, co dobre, bo lękają się, że czar pryśnie. Co więcej, wierzą, że narzekanie niejako ich chroni albo przygotowuje na ewentualne porażki. 

U podstaw takich przekonań tkwi magiczne myślenie, czyli błędne wiązanie przyczyn ze skutkami. A także iluzja, że kiedy pojawią się ewentualne trudności, łatwiej będzie je przyjąć. Tymczasem negatywne myślenie nie tylko nie zabezpiecza nas przed przyszłymi problemami, ale dodatkowo obniża siły, potrzebne do radosnego życia „tu i teraz”. 

Nie można się przygotować na każdą życiową ewentualność. Życie potrafi zaskakiwać. Warto tworzyć plany i posiadać marzenia, ale trzeba pozostawać otwartym na to, co nowe, inne i zaskakujące. Nic dobrego nie wynika ze stałego rozpamiętywania porażek, narzekania na aktualną rzeczywistość czy katastroficznego widzenia przyszłości. Narzekanie nie pomaga nam żyć ani z tym, co było, ani radzić sobie z tym, co będzie, a jedynie odbiera szanse na szczęśliwe życie dziś.

Być w centrum, czyli zauważcie mnie 

Narzekając, chcemy też zwrócić uwagę na siebie. Pragniemy być kochani, docenieni i zauważeni, a narzekanie staje się narzędziem do zaspokojenia tej potrzeby.

Im głośniej zaś lamentujemy, tym bardziej zwracamy na siebie uwagę – jakbyśmy krzyczeli: „zauważcie mnie, moje cierpienie, trudności i zmagania”. Mamy nadzieję, że w konsekwencji ktoś się nami zaopiekuje i o nas zatroszczy. Pamiętam rozmowy z ojcem Senanem, franciszkaninem z Prowincji Pensylwańskiej. Miał osiemdziesiąt lat i większość życia spędził na misjach w Nowej Gwinei. Kiedy wrócił do Ameryki, ciągle zrzędził i narzekał. Złościło mnie to, ale z czasem odkryłem, że ojciec Senan poprzez utyskiwanie po prostu szukał okazji, by być zauważonym. Być może inaczej nie potrafił budować więzi. Kiedy to zrozumiałem, przestałem się na niego denerwować. Po prostu pytałem: „Ojcze, co u ciebie słychać? Co dziś robiłeś? Jak minął dzień?” itd. A wtedy on rósł. Nie zrezygnował całkiem ze zrzędzenia, ale sięgał po nie znacznie rzadziej. 

Za narzekaniem kryje się czasem głód bycia kochanym. Paradoks polega na tym, że niektórzy proszą o to, krytykując innych i zrzędząc, i w efekcie nie dostają tego, o co wołają.

Narzekanie bywa grą, za pomocą której próbujemy zdobyć różne trofea: uwagę, współczucie, docenienie czy pomoc. 

 

Kim jesteś, czyli witaj w klubie

Marudzenie pozwala też szybko sprawdzić, kim jest osoba, z którą rozmawiamy, czy należy do „naszej grupy”. W ten sposób sondujemy rozmówcę: co myśli i jak ocenia rzeczywistość. Jak pisze Dariusz Doliński: „Narzekanie jest więc próbą uzgodnienia, czy podobnie postrzegamy świat społeczny, czy mamy podobne poglądy na sposób rządzenia, stan dróg, ceny energii elektrycznej czy potrzebę istnienia hipermarketów”.

Poszukujemy ludzi podobnie myślących o świecie. Kiedy na lamenty druga osoba odpowiada żalami, pojawia się myśli: Witaj w klubie, jesteś po właściwej stronie itd. Potem można więź pogłębić lub… zacząć rywalizować, licytować się na lamenty. Ktoś mówi: „U mnie w pracy nie ma czasu wolnego, wszyscy pracujemy bez przerwy”. A w odpowiedzi słyszy: „To nic, u nas pracuje się w weekendy, od lat nie miałem urlopu”. Im większy dramat, tym większe współczucie i silniejsza pozycja w grupie cierpiętników. 

Wspólny lament, czyli bądź ze mną 

„Wspólne narzekanie służy konstruowaniu wizji świata zagrażającego, wobec którego tworzy się wspólnota, choćby to była wspólnota bezradności” – pisze Iwona Kabzińska w Etnografii Polskiej. Narzekamy, ponieważ szukamy wsparcia u innych. Wypatrujemy ludzi, którzy zrozumieją nas i nasze kłopoty. Chcemy się czuć częścią wspólnoty. Wspólny zaś lament wzmacnia naszą tożsamość w grupie. Jak pisze Dariusz Doliński: „Badania pokazują, że wspólne tematy narzekań cementują społeczności lokalne w stopniu nie mniejszym niż wspólne interesy”. 

Ludzie szybko zajmują pozycję ofiary i wzajemnie utwierdzają się w adekwatności podziału ról na ofiarę i prześladowcę. Świat prezentuje się wtedy w kontrastach: czarne – białe, wróg – sprzymierzeniec, dobry – zły itd. Student, który narzeka na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy