Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

17 grudnia 2015

Pożądanie pod pewnym warunkiem

27

Coraz więcej trzydziestolatków odkłada małżeństwo na później albo rezygnuje ze stałego związku. Są przekonani, że wspólne życie zabija namiętność, a oni chcą kochać „do bólu”. Jak sprawić, by seks w domowych pieleszach był szalony, a miłość udomowiona - dzika i gorąca?

Natalia jest atrakcyjną trzydziestolatką – piękną, długonogą, błyskotliwą i inteligentną. Z dyplomem świetnej uczelni i referencjami od firm, z którymi współpracowała na studiach, bez problemu dostała wymarzoną pracę i odnosi w niej sukces za sukcesem. Jak na kogoś w tym wieku ma niezłą pozycję finansową. Prowadzi też bogate życie towarzyskie, ale w sferze intymnej czuje się jak... nastolatka. – Nie potrafię stworzyć normalnego związku i nie wiem, dlaczego tak się dzieje... Wychowałam się w normalnej, przeciętnej rodzinie – nie było żadnej patologii, nadużywania przemocy, alkoholu, narkotyków czy ojca-kata. Mimo to nie potrafię związać się z kimś na dłużej. Jeśli jakiś mężczyzna wpadnie mi szczególnie w oko, romans dobrze się zapowiada i facet wprowadza się do mnie, to wytrzymuję z nim najdłużej kilka tygodni – mówi Natalia.

Kiedy wyobraża sobie własne życie za pięć lat, widzi się z mężem i małym dzieckiem. Czuje narastającą presję czasu i to, że decyzję o związaniu się z kimś na poważnie powinna podjąć już teraz. Co ją powstrzymuje? Nie wyobraża sobie, że można przeżywać namiętny, ostry seks, a potem z tą samą osobą gotować zupę. – Codzienność zabija moje uczucia. Kręcą mnie mężczyźni nieprzewidywalni, tylko oni wzbudzają we mnie silne emocje i przysłowiowe motyle w brzuchu. Z drugiej strony zdarza mi się płakać i użalać nad sobą, że ze wszystkim muszę sobie radzić sama, a na imprezach rodzinnych coraz częściej czuję, że coś ze mną jest nie tak, bo moje rodzeństwo i kuzyni już założyli rodziny. Wizja faceta w kapciach, wspólnego robienia zakupów i gapienia się w telewizor sprawia, że chcę uciekać, a nie pławić się w poczuciu bezpieczeństwa. Czy muszę wybierać między stałym związkiem a udanym seksem? – pyta Natalia.

Obawa przed związkiem

Z podobnymi dylematami zmaga się wielu rówieśników Natalii. Najnowsze badania wskazują, że z roku na rok coraz więcej młodych Polaków odkłada decyzję o małżeństwie i założeniu rodziny – przesuwają ją do „magicznych” trzydziestych urodzin, a nawet dalej. O ile jeszcze do niedawna rodzice, babcie i krewni dopytywali: „a kiedy ty, kochanie, ożenisz się/wyjdziesz za mąż?”, o tyle dziś już nie ponaglają. Z ubiegłorocznej ankiety CBOS wynika, że ponad trzy piąte badanych (63 procent) akceptuje fakt, że młodzi ludzie tymczasowo lub definitywnie rezygnują z małżeństwa.

Jakie są powody tego zwlekania? Zdaniem psychologów przede wszystkim obawa przed nieudanym związkiem, problem ze znalezieniem odpowiedniego partnera, a także przyzwyczajenie do swobody i braku ograniczeń. Młodzi pragną być zakochani, oczekują związanych z tym silnych emocji, wzlotów i upadków, a przy tym wszystkim liczą na dziki, namiętny seks. Zbieranie doświadczeń i poznawanie nowych osób jest dla nich bardziej kuszące niż pełny, dojrzały związek z partnerem. Takim, którego się kocha, a nie tylko – w którym się zakocha. To istotne rozróżnienie. Miłość oczywiście może przybierać różne formy, ale w naszej kulturze więcej uwagi poświęca się zakochaniu – namiętnej i romantycznej stronie miłości. A nie jest to uczucie spokoju i zadowolenia, o nie!

I będę cię pożądać

Zakochanie dostarcza silnych, zmiennych i intensywnych wrażeń – rozkoszy i bólu, zachwytu i żalu, ekstazy i rozczarowania. Ta wybuchowa mieszanka nie tylko „kręci”, ale również może być uzależniająca. To właśnie sprawia, że chcemy kochać „do szaleństwa”, „do bólu” – wcale nie pragniemy, by nasza miłość była racjonalna. Z drugiej strony bardzo racjonalnie dążymy do szczęścia, między innymi starając się o dobrą pracę, wygodę, dbając o zdrowie i pielęgnując relacje z ważnymi dla nas osobami; dokonujemy logicznych i zrozumiałych wyborów. Głównym składnikiem tego życiowego szczęścia dla większości osób jest też udany, wieloletni, stabilny związek. Ale w tej sferze życia jakże często – paradoksalnie – odrzucamy logikę, bo jest „taka nieromantyczna”. Stawiamy na namiętność, która wprowadza silne, często sprzeczne, emocje, ekscytację, ale i ból, tęsknotę, pożądanie, a wraz z nimi zazdrość.

Mówiąc o dojrzałej, harmonijnej miłości, psychologowie wymieniają (za Robertem Sternbergiem, profesorem Uniwersytetu Yale) jej trzy niezbędne składniki: namiętność, intymność oraz zaangażowanie w relację. Właśnie zaangażowanie sprawia, że dążymy do tego, by zakochanie rozwinęło się w stały związek. Motywuje nas do pokonywania trudności i potencjalnych przeszkód. Zaangażowanie, nie tyle uczucie, co postawa, w porównaniu z namiętnością i intymnością wydaje się najbardziej zależne od świadomego wyboru osób. Nie musi ulegać osłabieniu wraz z upływem czasu, możemy cały czas je rozwijać. To decyzja, która przejawia się w działaniach podejmowanych każdego dnia. Oznacza dobrowolne zobowiązanie inwestowania czasu, działań, uczuć i wysiłku w relację miłosną. Zaangażowanie, w przeciwieństwie do związanej z namiętnością idealizacji, to świadoma postawa rozstrzygania wszelkich wątpliwości na korzyść partnera, postanowienie postrzegania go w najpiękniejszy możliwy sposób, gotowość do zachwycania się nim.

Możemy nawet postanowić, że chcemy pożądać partnera! Jak to wypracować? Na przykład snując fantazje seksualne na jego temat, tworząc ich najróżniejsze scenariusze, szukają...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy