Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

22 września 2021

NR 10 (Październik 2021)

Powrót do równowagi po traumie

0 18

O tym, jak po doświadczeniu traumy powtórnie zacząć odczuwać radość, z Philem Joycem i Charlotte Sills rozmawia Karolina Rogaska 
 

 Karolina Rogaska: Trudne, przykre doświadczenia są częścią życia. Niektórzy potrafią je samodzielnie przepracować i pójść dalej. U innych wywołują traumę, zespół stresu pourazowego. Jak w tym kontekście rozumieć traumę i skąd te różnice?

Phil Joyce: Trauma to reakcja na przytłaczające doświadczenie, które wiąże się z poczuciem bycia wykorzystanym lub zaniedbanym. Powoduje, że działanie systemu nerwowego zostaje zdezorganizowane. Zmienia też oczekiwania osoby co do jej własnej przyszłości. Zaczyna ona uważać, że czekają na nią same złe rzeczy. Trauma jest silna u ludzi, którzy nie potrafią mówić o tym, co ich spotkało, nie nauczyli się dzielić emocjami – tym samym zamykają trudne przeżycia w sobie, co zostawia głęboki ślad w ich psychice.

Charlotte Sills: Warto pamiętać, że trauma może być reakcją nie tylko na jednorazowe doświadczenie, jak śmierć bliskich czy wypadek. Czasem to seria zdarzeń, jak w przypadku doświadczania przez lata przemocy. W nurcie terapeutycznym Gestalt przyjmuje się, że kluczowy wpływ na proces zdrowienia ma przeszłość danego człowieka i to, czy miał okazję wykształcić silne self (poczucie siebie). W tym pomagają bezpieczne, wspierające wczesne relacje z opiekunami, które wpływają z kolei na odporność psychologiczną i strategie radzenia sobie w zagrażających sytuacjach. Jeżeli dzieciństwo było pełne niepokoju, to self staje się kruche, podatne na traumę. Jeżeli się ona pojawi i zostanie tylko „zaleczona”, bez pracy relacyjnej i zmieniającej schematy działania, to łatwiej będzie też o jej nawrót.

POLECAMY

Spotkałam się z przekonaniem, że po traumatycznym doświadczeniu nie ma szans na to, by znów czuć szczęście i radość. 

P.J.: Trauma przytłacza tak bardzo, że rzeczywiście – obezwładniają nas trudne emocje i negatywne przekonania na własny temat. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że już nigdy nie poczujemy radości. Wysiłek włożony w przepracowanie przeżyć i wspierające otoczenie, które pomoże w procesie zdrowienia, pomaga wrócić do równowagi. Swoim klientom mówię: będziesz szczęśliwy, po prostu jeszcze nie teraz. 

Jak sobie radzić z tymi trudnymi emocjami? Jesteśmy uczeni raczej, żeby je tłamsić, a nie przeżywać i wyrażać.

P.J.: Trzeba do tego podejść wielotorowo. Tym bardziej, że trauma nie wyraża się tylko na poziomie psychicznym, często somatyzujemy przeżycia. Nasze ciało chroni nasz mózg, w tym sensie, że przejmuje napięcie. Wyraża się to pieczeniem żołądka, palpitacją serca, bólami mięśni. Dlatego tak istotne jest, by pracować i nad tą sferą.

C.S.: Zdrowe funkcjonowanie pochodzi z kontaktu z self i z innymi ludźmi. Wyrażanie siebie jest naturalną tendencją człowieka. Opowiadanie o tym, jak się mamy, co czujemy pozwala zmniejszyć napięcie. Spotykam osoby, które wypychają ze świadomości tramuatyczne zdarzenia, zaprzeczają, że miały w ogóle miejsce. Tymczasem dopuszczenie do siebie prawdy jest jedynym sposobem, by w pełni przeżyć strach i złość z nią związane. Rozmawianie o tym może pomóc. To nie jest łatwe, raczej bolesne, ale po tym bólu przychodzi radość. Ma pani pewnie takie momenty, kiedy płacze ze szczęścia? Takie uczucie i reakcja mogą się pojawić po rozpoznaniu swojej prawdy.

Wyobrażam sobie, że niesie to ogromną ulgę.

C.S.: Za którą idzie spontaniczna radość. To jedno z dwóch uczuć – obok cierpienia, które w pełni przejmuje człowieka na kilka chwil. Można powiedzieć, że osoba nie tylko odczuwa tę emocję, ale się nią staje.

P.J.: Tak, to taka dziecięca, szczera radość. Tracimy umiejętność pełnego zatracenia się w niej wraz z dorastaniem. Jesteśmy strofowani, uczeni, że trzeba się odpowiednio zachowywać i nie można być aż tak ekspresyjnym. Oczywiście to ma uzasadnienie – w miejscu pracy czy na biznesowym spotkaniu w dobrym tonie jest powściągać emocje. Problem leży w tym, że zaczynam się hamować i w innych sytuacjach. Chociaż traumatyczne doświadczenie blokuje odczuwanie radości, to po wyleczeniu nie tylko możemy ją czuć, ale też nauczyć się, jak jej nie blokować. W pewnym sensie pozbywając się więzów, jakimi splątuje nas trauma, zrzucamy też nakładane na nas przez lata społeczne i kulturowe nakazy. Okazuje się, że czujemy więcej i mocniej niż przed traumą. Uwalniamy energię, która była stłamszona.

Trudno to zrobić, kiedy wciąż żyjemy traumą.

C.S.: Dlatego warto nauczyć się oddzielać tę traumę od tego, kim jestem. Wyrobić w sobie „wewnętrznego świadka”. Będą się zdarzały rzeczy, które przypomną o traumie, sprawią, że przez chwilę znów stanie się ona teraźniejszością. Jeśli jednak budujemy tę zdrową część i potrafimy rozpoznać, co może być takim triggerem, to lepiej poradzimy sobie z tym obezwładniającym poczuciem cierpienia. Pomaga w tym oczywiście rozmowa i empatyczny bliski lub terapeuta, którzy będzie towarzyszył w przyglądaniu się odbywającym się w nas procesom. Dzięki temu możemy powiedzieć: pojawia się we mnie smutek i strach, ale to emocje związane z przeszłością, nie z tym, co się dzieje tu i teraz.

P.J.: Istotna jest też praca z fałszywymi przekonaniami, o których już wspomniałaś. Po doświadczeniu traumy ludzie tworzą nieprawdziwe, uogólnione i negatywne wyobrażenia na temat świata i samych siebie. Stanowią one przeszkodę na drodze do wyzdrowienia. Sprawiają, że osoba zaczyna się bać nie tylko tego, co na zewnątrz, ale i własnych myśli oraz doświadczeń cielesnych. Na szczęście można te przekonania skutecznie dekonstruować. Kiedy przychodzi do mnie klient i mówi „jestem bezwartościowy”, to pytam go, czy tak na sto procent czy może na dziewięćdziesiąt. Albo stwierdza, że wszystko jest bez sensu. Zastanawiamy się wtedy, c...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy