Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Potyczki z ja

19

Jest z nami stale. Nasze ja. Cokolwiek robimy, gdziekolwiek jesteśmy, towarzyszy nam. Czasem nas wspiera i chroni, czasem przeciwnie – zniechęca i rani. Bywa, że chcemy się od niego uwolnić, bez skutku.

Socjolog i filozof Igor Kon w książce Odkrycie ja opisuje pewną historię, która zdarzyła się, gdy psychologia nie była jeszcze odrębną dziedziną nauki, lecz stanowiła część filozofii. „Do dziekanatu nieśmiało zajrzał student pierwszego roku i zwrócił się do wychodzącego profesora: «Panie profesorze, dręczy mnie pewien problem». «Jaki?» – spytał profesor (znany logik). «Otóż wydaje mi się niekiedy, że ja nie istnieję». «Komu się wydaje, że pan nie istnieje?» – uściślił profesor. «Mnie» – nieśmiało odpowiedział student i nie mówiąc nic więcej pospiesznie odszedł.” Jak zauważa Kon, to, co wydaje się niedorzeczne z punktu widzenia logiki, w psychologii niekoniecznie takie jest. Gdyby student ze swoimi wątpliwościami zwrócił się do psychologa, rozmowa mogłaby potoczyć się inaczej.

Wprawdzie rzadko wątpimy we własne istnienie, ale bywa, że samoświadomość płata nam figle. Zarazem to ona czyni nas kimś unikatowym w świecie organizmów żywych. Wprawdzie, jak dowodzą badania m.in. Gordona Gallupa, co lepsze małpy (szympansy, orangutany) rozpoznają siebie w lustrze i zdają się mieć podstawowe umiejętności empatyczne (np. szympans potrafi okazać współczucie cierpiącej małpie lub człowiekowi, z którym jest zaprzyjaźniony), jednak samoświadomość refleksyjna jest właściwością typowo ludzką. To ona pozwala nam czynić siebie nie tylko przedmiotem obserwacji, ale też obiektem zaplanowanej autokorekty, nosicielem odpowiedzialności, podmiotem wolności wyboru, a czasem obiektem samoobwiniania.

Ja poznaje siebie
Przykłady te ilustrują podstawowe rozróżnienie, zaakcentowane przez amerykańskiego filozofa i psychologa Williama Jamesa: z jednej strony jesteśmy autorami aktów świadomości i intencjonalnych działań (jest to przejaw tak zwanego ja podmiotowego lub intencjonalnego), z drugiej zaś stanowimy ich przedmiot (a więc mamy do czynienia z ja przedmiotowym). Jeśli na przykład myślę o własnych zaletach i wadach, albo planuję, jak zmienić swoje postępowanie wobec kogoś, to prowadzę myśl, poznaję siebie lub intencją wychylam się w przyszłość, a jednocześnie jestem obiektem refleksji, czyli – można rzec – pewną porcją wiedzy na swój temat, ocen i intencji. Ja poznaję (ja intencjonalne) siebie (ja przedmiotowe). Dlaczego tak ważne dla psychologii jest to filozoficzne na poły rozróżnienie? Otóż sprawia ono, że rozwinęły się dwie względnie niezależne dziedziny poznania. Jedna dotyczy aktywności intencjonalnej i innych przejawów ja podmiotowego. Druga zaś odnosi się do koncepcji siebie – samowiedzy i samooceny – czyli ja przedmiotowego. Dodajmy, że sposób postępowania badacza jest w tych dwu dziedzinach z gruntu odmienny: w pierwszej chodzi o poznawanie procesów, w drugiej zaś o badanie przekonań i ocen dotyczących własnej osoby. A jednocześnie pojawia się nieustanne wyzwanie ich łączenia – w teoriach i badaniach ukazujących złożenie tych dwu aspektów naszego ja. I z tym właśnie psychologowie mają największy kłopot.

Tyle różnych ja we mnie
Kiedy myślimy o sobie, nasze ja jawi nam się jako jedno i niepodzielne. A przecież już pod koniec XIX wieku William James pisał, iż mamy tyle ja społecznych, ile jest osób, z których opinią się liczymy. Pomimo tego jasnego drogowskazu, wczesne teorie ja, na przykład te sformułowane przez Gordona Allporta czy Carla Rogersa, opisywały i wyjaśniały ja jako monolityczne; inne z kolei, wywodzące się z psychoanalizy, skupiały się na zjawiskach rozszczepienia ja, przyjmując, że ja zdrowe jest spójne.

Z grubsza rzecz ujmując, nasze ja widziane z perspektywy psychologicznej to pewna porcja samowiedzy, pozytywnej bądź negatywnej, a najczęściej obejmująca w jakichś proporcjach obydwie te części, oraz towarzysząca temu samoocena. Samowiedza, choć posiada elementy ewaluatywne, ma charakter głównie poznawczy. Samoocena, choć zawiera lub implikuje jakąś wiedzę na temat własnej osoby, ma charakter głównie emocjonalny.

Obecnie psychologowie pozostają zgodni co do tego, że człowiek – jak sugerował James – kreuje wiele koncepcji siebie. Można je opisać na dwóch wymiarach: formalnym i treściowym. W pierwszym przypadku odmienność różnych ja wynika z punktu widzenia, jaki przyjmujemy wobec siebie, gdy zastanawiamy się: jaki jestem (ja realne), jaki chciałbym być (ja idealne), jaki powinienem być (ja powinnościowe), jaki mogę się stać (ja możliwe), jaki nie chcę być (ja niepożądane)... Treściowe zróżnicowanie koncepcji siebie wynika z dziedziny życia, której one dotyczą. Czasem te koncepcje zmieniają się, zależnie od relacji z konkretnymi osobami lub zadaniami. I tak, mamy ja rodzinne, zawodowe, towarzyskie czy związane z hobby. W pracy, w domu rodzinnym i kontaktach z ludźmi można mieć nawet po kilka częściowo odmiennych „twarzy”, co wynika z zasadniczej odmienności naszych relacji, na przykład z dziećmi i rodzicami czy rodzeństwem, albo z matką i ojcem, synem i córką. Ktoś bezwzględny i podejrzliwy wobec podwładnych może być niezwykle usłużny, życzliwy i posłuszny wobec przełożonych. Uroczy w kontakcie sąsiad może stosować przemoc wobec najbliższych.

Nasze ja konstruowane w różnych dziedzinach życia, to nie tylko odmienne cechy i postawy ujawniane wobec różnych osób. Ja w pewnej dziedzinie życia, na przykład ja rozrywkowe albo ja duchowe, to nie tylko określone przekonania na swój temat i towarzyszące im emocje, ale też określony sposób poruszania się i wyrażania. Wraz z koncepcją siebie zmienia się nasza emocjonalna ekspresja, szybkość i rodzaj ruchów, mimika lub tembr głosu. Czyli rzeczywiście mamy do czynienia z jakby subosobowością. To między innymi dlatego dwóch różnych ludzi znających tę samą osobę tylko z jednej (ale nie tej samej) roli życiowej, może mieć na jej temat skrajnie odmienne zdania.

Osamotniona marzycielka, kochana przez innych
Posiadanie wielu ja ma swoje dobre i mniej dobre skutki. Treściowe zróżnicowanie koncepcji siebie pozwala w sposób adaptacyjny rozgrywać różne sytuacje życiowe. Można na przykład wykazać się znaczną pomysłowością w twórczej interpretacji przepisów ruchu drogowego (ja--kierowca), by w sytuacji drobnej awarii wykazać zadziwiającą bezradność (ja-mechanik) i liczyć na pomoc kogoś, kto zechce uruchomić swoje ja robocze: ja-niosący pomoc lub ja-złota rączka. Nasze koncepcje siebie dotyczące różnych dziedzin życia aktywizują się w określonych warunkach, czy to wynikających z obiektywnej sytuacji, czy to będących skutkiem naszej interpretacji. Kiedy czekam w długiej kolejce do lekarza, mogę poczuć się jak bierny petent, który może co najwyżej przeglądać gazetę (bierne ja). Ale mogę też zaklepać kolejkę i w spokojnym miejscu odbyć pięć zaległych rozmów telefonicznych, uruchamiając przy tym pięć różnych koncepcji siebie – w zależności od rodzaju kontaktu i typu rozmówcy.

Jedni ludzie formułują koncepcję siebie w sposób bardziej całościowy, wówczas wspomniane wyżej (sub)koncepcje siebie są jedynie różnymi stronami złożonej i wieloaspektowej całości. Taki sposób organizacji wiedzy o sobie nazywamy sieciowym. Inni zaś formułują od początku kilka różnych (choć posiadających cechy wspólne) koncepcji, na przykład: ja – akceptowana i kochana przez innych, ja – osamotniona marzycielka, ja – nieudacznik życiowy, ja – przedsiębiorcza. Mówimy wtedy o modułowej organizacji systemu ja. Która jest korzystniejsza?

Badania przynoszą nie do końca spójne rezultaty, ale można pokusić się o następujące uogólnienie: modułowa organizacja systemu ja pociąga za sobą pewne koszty, takie jak większe napięcie w systemie, lekko podniesiony poziom niepokoju. Ale jest też korzyść: dzięki posiadaniu odpowiednich modułów, czyli subkoncepcji dopasowanych do określonych warunków, człowiek łatwiej podejmuje nowe wyzwania, łatwiej też radzi sobie z trudnościami i porażkami. Dlaczego tak jest? Nie reaguje na nie w sposób całościowy, ale odpowiednia część systemu ja buforuje stres i pozwala dostosować się do nowych okoliczności. Ktoś, kto wygrał konkurs na stanowisko kierownicze, podejmuje wyzwanie nowej roli i wchodzi w nią z perspektywy ja zdobywcy, nie martwiąc się zawczasu, jak da sobie radę z problemami, z jakimi do tej pory nie miał do czynienia. Ktoś, kto przegrał w tym samym konkursie nie reaguje obniżoną samooceną, ponieważ przyjmuje ten cios na tarczę ja pechowca, który nigdy nie miał szczęścia. Utrzymywanie modułowej koncepcji siebie kosztuje trochę więcej napięcia, ale ma swoje zalety.

Koncepcja zorganizowana sieciowo też ma swoje dobre i złe strony. Jest bardziej spójna i dzięki temu może dawać większe poczucie integracji wewnętrznej, ale zarazem jest mniej „mobilna”. Taka osoba wolniej i z większymi oporami podejmuje wyzwania, dłużej i w sposób bardziej całościowy reaguje na stres.

Rozbieżności na poziomie formalnym – między ja realnym (które opisuje, jaki jestem) a ja powinnościowym (wyobra[-]żeniem, jaki powinienem być) lub ja idealnym (jaki chciałbym być) mają swoje specyficzne skutki. E. Tory Higgins z Columbia University zakłada, że każda z tych rozbieżności wywołuje odmienne stany emocjonalne. Jeśli zbliżamy się do ideału – odczuwamy radość i satysfakcję. Jeśli spełniamy powinności – odczuwamy ulgę. Jeśli odbiegamy znacząco od ideału – odczuwamy zawód i smutek. Jeśli nie spełniamy wymagań i powinności – czujemy lęk lub poczucie winy. Generalnie, rosnąca rozbieżność między ja realnym a idealnym wywołuje uczucia z kręgu depresji. Natomiast rosnąca rozbieżność między ja powinnościowym i ja realnym – emocje z kręgu lęku. Teoria wydaje się prosta i elegancka, ale niekoniecznie zgodna jest z faktami empirycznymi. Psychologowie znacznie lepiej od swych badanych różnicują ja idealne od powinnościowego, a indywidualne zróżnicowanie powodów, dla których ludzie doświadczają takich a nie innych stanów emocjonalnych rozsadza schematy poznawcze. Można odczuwać lęk (a nie depresję) wywołany niemożnością sięgnięcia ideału, można odczuwać smutek i zwątpienie (a nie lęk), wciąż nie spełniając stawianych sobie wymagań.

Taki być mogę, czyli oswajanie marzeń
Mamy nie tylko wiedzę o tym, jacy teraz jesteśmy lub chcielibyśmy być, ale także wyobrażone koncepcje siebie w stanach, które mają nadejść lub mogą zaistnieć. Według Hazel Rose Markus, badaczki schematów ja, są to tak zwane ja możliwe. Zdając maturę, można mieć wyobrażenie siebie jako studentki czy studenta. Myśląc o małżeństwie i rodzinie, można wyobrażać sobie, jaką żoną i matką (mężem i ojcem) będę już wkrótce. A rozstając się z osobą do tej pory bliską, można mieć pożądaną lub niepożądaną wizję siebie jako osoby znów wolnej. Dlaczego ja możliwe są tak ważne? Z kilku powodów. Dzięki nim przygotowujemy się do nowych ról i zadań: na przykład idąc na rozmowę kwalifikacyjną, możemy doprecyzowywać sobie w myślach własne zachowanie jako kandydata do pracy i jako potencjalnego pracownika – jaki mam być w tej roli: pewny siebie, stanowczy, skromny, asertywny? Ja możliwe pomagają oderwać się od rzeczywistości i choć przez chwilę przebywać w alternatywnym lepszym świecie, na przykład wyobrażam sobie, że mam znakomitą szefową i czułą żonę – o jak mi dobrze. Pomagają też eksplorować sferę najbliższego rozwoju – rozpoznać to, co możliwe i w czym faktycznie mogę się sprawdzić.

Pamiętam, jak ktoś ze znajomych oświadczył mi kiedyś, że nie zostanie politykiem. Ponieważ zajmował się nauką, odebrałem tę deklarację z lekkim zdziwieniem, choć nie okazałem tego. Wkrótce ten ktoś kandydował do parlamentu. Wówczas zrozumiałem, że w rozmowie ze mną testował ja możliwe – coś, o czym myślał, konstruując wizję siebie jako człowieka zaangażowanego w działalność polityczną. Jak się okazało, testował skutecznie. Ja możliwe pomagają nam zatem rozwijać się i oswajać marzenia, ale też – uwaga! – przybliżać niepożądane scenariusze życia. Oto wyobrażam sobie, jak bym sobie radził w kasynie, albo jak by tu uwieść żonatego mężczyznę. Wyobraźnia – jak dowodzi Wiesław Łukaszewski – zwiększa prawdopodobieństwo realizacji takiego hipotetycznego scenariusza działań.

Ja możliwe układają też kontekst społecznych porównań. W zależności od tego, jakie sobie je dobieramy – a pole dla wyobraźni jest szerokie – czujemy się lepsi i spełnieni, bądź gorsi i niespełnieni. Przy czym nie chodzi tu o porównywanie się do innych ludzi, ale do siebie samego w innych możliwych scenariuszach życia, zarówno tych pożądanych, jak i niepożądanych. Są one całkiem realne. Na przykład: kim byłbym, gdybym wybrał inny kierunek studiów, został za granicą, zmienił pracę, kiedy mi to proponowano...?

Przekonania dotyczące własnej osoby wyznaczają ocenę szans realizacji własnych zamierzeń, a wyobrażone ja możliwe dookreślają sferę najbliższego (i dalszego) rozwoju. Dlatego w modelach osobowości przekonania na temat ja traktowane są jako centralne. Ja – zwłaszcza rozpatrywane pod kątem tożsamości i intencjonalnego odniesienia do świata – pełni funkcję integrującą osobowość i dlatego stanowi węzłową kategorię teoretyczną oraz przedmiot rozlicznych analiz empirycznych...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy