Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Potrzeba bliskości silniejsza niż trucizna

70

Dlaczego przytulenie i głaskanie kota, redukuje lęk? Dlaczego małe szczury w obecności matki nie dostrzegają zagrożenia, a dzieci kobiet, które doznały traumy, nie potrafią poznać, czy ktoś je lubi, czy nie? O mózgowych mechanizmach przywiązania mówi prof. Jacek Bomba. Profesor Jacek Bomba jest psychiatrą i psychoterapeutą. Kieruje Katedrą Psychiatrii i Kliniką Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Należy m.in. do International Association for Child and Adolescent Psychiatry and Allied Professions, European Family Therapy Association oraz World Psychiatric Association. Opublikował ponad 130 prac dotyczących rozwoju i zaburzeń seksualności.

Dorota Krzemionka: – Czy dziecko rodzi się gotowe do tego, by się przywiązać do kogoś?
Jacek Bomba: – Ja w to wierzę, podobnie jak autorzy koncepcji przywiązania.

– Ale musi mieć do kogo się przywiązać...
– Pewnie dlatego Freud uważał, że zdolność przywiązania rozwija się w wyniku miłości otrzymywanej. Człowiek jest obdarzany uczuciem i w konsekwencji odpowiada takim samym. Współczesna nauka do pewnego stopnia to potwierdza. W czasie porodu do krwi kobiety wydzielana jest ogromna ilość oksytocyny. Ten hormon z jednej strony stymuluje skurcze macicy, powodując narodziny dziecka. Z drugiej zaś strony wpływa na mózg matki, uruchamia u niej gotowość do przywiązania się. Do tej pory czuła się związana z dzieckiem, które było częścią jej ciała. Teraz widzi to paskudne, czerwone, gołe i bezbronne dziecko na zewnątrz siebie. Dzięki oksytocynie pojawia się odruch zaangażowania się uczuciowo w tę istotę.

– A co z kobietami, które nie chcą przytulić swego nowonarodzonego dziecka? Mimo hormonalnej gotowości nie ma u nich emocjonalnej odpowiedzi?
– Być może w ich mózgach mniej jest receptorów odpowiadających na oksytocynę, albo inaczej reagują na hormon. Ale dlaczego inaczej? Albo jest to konsekwencja odmienności genetycznego układu, który uruchamia powstawanie synaps i obecność receptorów, albo we wcześniejszym życiu tych kobiet nie było okoliczności, które by te drogi i receptory uruchamiały. Gen ma ekspresję w określonych warunkach. Brak tych warunków powoduje, że coś nie powstaje. Jednym z doświadczeń, które uruchamia możliwość odpowiedzi uczuciowej, jest doświadczenie zaspokojenia potrzeby przywiązania.

– Jak rozumiem, zarówno dla matki, jak i dla dziecka ważny jest ten moment ich pierwszego kontaktu. Jeszcze niedawno po porodzie dziecko oddzielano od matki. Tłumaczono to dobrem dziecka, sterylnością...
– Sterylność jest ważna. Na pewno w ten sposób uratowano życie wielu osób. Ale ważna, może ważniejsza, jest relacja. Dlatego dziś wraca się do tego, jak było kiedyś w położnictwie. Pokazuje się matce nowonarodzone dziecko, kładzie obok niej, tak by była w bliskim z nim kontakcie.

– Co się wtedy dzieje w dziecku?
– O tym wiemy stosunkowo mniej. Trudno bowiem, ze zrozumiałych względów, badać, co się dzieje w mózgu noworodka. Natomiast jest sporo badań na zwierzętach. Między innymi Regina Sullivan z University of Oklahoma zajmuje się zachowaniem szczurów po urodzeniu. Z jej badań wynika, że potrzeba bliskości u małych szczurów jest bardzo silna w ciągu pierwszych dziewięciu dni ich życia, jeszcze zanim otworzą oczy. Niektóre zapachy wywołują u szczurzych noworodków wrodzony odruch unikania. Okazuje się, że dążenie do bliskości jest silniejsze niż ten odruch. Małe szczury po urodzeniu przywierają do sutków matki posmarowanych awersyjnym zapachem.

– Może działa popęd głodu?
– Problem w tym, że awersyjny zapach stanowi zarazem dla małego szczura sygnał, że żarcie jest niedobre. A zatem chodzi o potrzebę bliskości i przywierania do matki, która jest silniejsza od odruchu unikania. Siłę tej potrzeby pokazali już amerykańscy badacze Harry i Margaret Harlow. Ale Sullivan dowodzi, że ta potrzeba ujawnia się i rozwija w określonym okresie życia.

– Co się w tym krytycznym okresie dzieje w mózgu noworodka?
– Ważne zmiany dotyczą zmysłu dotyku. Już dawno zauważono, że układ zmysłu dotyku jest jakościowo inny u małych dzieci, do drugiego roku życia. Uważano, że powodem różnicy jest brak mieliny w osłonkach włókien doprowadzających; ich mielinizacja następuje w ciągu dwóch pierwszych lat życia. Ostatnio dowiedziono, że ten dawny, pozbawiony osłonek, układ czuciowy nie znika. Istnieją dwa układy dróg doprowadzających wrażenia dotyku. Pierwszy działa już w okresie płodowym. Drugi to świadomy dotyk. Dzięki niemu mamy świadomość, że kogoś dotykamy i czujemy, że ktoś nas dotyka. Z czasem zaczyna on dominować. Ale ten stary układ nie znika. Najwięcej jego zakończeń mamy w tych częściach skóry, które są nieowłosione: na dłoniach, ustach, narządach płciowych, brodawkach sutkowych. Doznania czuciowe z tych obszarów nie są świadome, nie docierają bowiem do kory mózgowej, gdzie bodziec jest analizowany. Natomiast trafiają do jąder migdałowatych i do hipokampa, czyli obszarów, które wiążą się z poziomem lęku. Przewodzenie w zmielinizowanych drogach jest szybsze niż w tych starych, bez mieliny. A zatem świadomość dotyku mamy szybciej niż jego efekt w postaci redukcji napięcia. Można więc przypuszczać, że bodźce dotykowe u niemowlęcia redukują lęk. Podobnie działa głaskanie kota lub psa, a także destresory, które bierze się do ręki i ściska. Ludzie często w zdenerwowaniu zacierają ręce. Można się tym świadomie posłużyć. Problem w tym, że duży poziom niepokoju uniemożliwia skorzystanie z tego spos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy