Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Porządek w piekle

0 366

Trzynastego kwietnia 1940 roku wyruszyły na Sybir pociągi z tysiącami polskich rodzin. Prawie wszyscy sybiracy do dziś doświadczają poważnych problemów psychicznych. Te problemy mają sens.

Właśnie skończyłem czytać rozprawę habilitacyjną dr Ewy Jackowskiej zatytułowaną „Psychiczne następstwa deportacji w głąb ZSRR w czasie drugiej wojny światowej”, a dotyczącą psychologicznych skutków pobytu na zesłaniu syberyjskim. Autorka badała starych ludzi, którzy jako dzieci ponad sześć lat przetrwali w głodzie i zimnie, pracując ponad siły. O swoich przeżyciach mówią niechętnie. W ich psychice bowiem, jak ujawniły badania psychologiczne, zachowało się wiele urazów, które od dziesiątków lat komplikują im życie. Moje zainteresowanie wzbudzają zakres i szczególna trwałość pamięci wydarzeń z pierwszych minut wywózki. Nie zawsze są to wspomnienia wrzasku sołdatów, płaczu bliskich i zgubienia rodziców. To przeżywali wszyscy zesłańcy. Chodzi mi o zdarzenia drobne, osobiste, nie zawsze dramatyczne i groźne. Ale były one ostatnimi chwilami normalnego dzieciństwa i trwały, gdy sens wszystkiego się rozpadał.
Mam podobne doświadczenia. Pamiętam, że gdy zabrano mnie na zawsze z domu, pod poduszką została książka, którą czytałem przed zaśnięciem. Podczas długich lat zsyłki, jak wielu moich rówieśników, puchłem i umierałem z głodu, zamarzałem, byłem zabijany, straciłem rodziców – lecz w pamięci wciąż powraca obraz ostatniej książki z dzieciństwa. Widzę ją: lniana oprawa, piękny ekslibris mojej Mamy. Pozostała pod poduszką otwarta. Jakby czekała na dalsze czytanie. Następna polska książka trafiła do moich rąk po siedmiu latach.

Trwałość szczegółów tego obrazu na zawsze odbitego w mózgu jest przykładem, że trauma psychiczna nie musi obejmować groźnych akcji, śmiertelnych chwil walki i strachu. Może skupić się na wydarzeniu niewielkim i banalnym.

Wspólnie z Ireną Obuchowską, Krystyną Krzywińską i Marią Goncarzewicz prowadziłem kiedyś badania nad przeżyciami szpitalnymi dzieci wyrażonymi w rysunku i opowiadaniu. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że po kilku latach wiele dzieci nie pamiętało dolegliwości ani cierpień odczuwanych podczas bolesnych zabiegów. Wyparły je całkowicie. Natomiast pamiętały i silnie przeżywały cierpienia innych dzieci, a także takie momenty pobytu w szpitalu, gdy zostały oszukane – na przykład ktoś powiedział, że nie będzie boleć albo że na sali operacyjnej czeka mama. Ich pamięć przechowała te zdarzenia, inne zaś zostały stłumione.

Jak to się dzieje, że ludzie potrafią przetrwać ważne i trudne zdarzenia, a potem ich nie pamiętają? Dlaczego u jednych działa prosty obronny mechanizm wypierania, inni potrafią swoje tragiczne doświadczenia wmontować w biografię, czyniąc z nich składnik swojej mocy albo bezradności, a jeszcze inni cudzy ból zapamiętują bardziej niż własny? Dlaczego źródłem cierpienia może być drobne oszustwo pielęgniarki przed operacją lub utrata niedoczytanej książki w sytuacji utraty niemal wszystkiego?

Powszechne jest przekonanie o istnieniu związku między wielkością urazu a siłą wydarzenia, na zasadzie: silne uderzenie powoduje silny ból. To prawda, ale warto zauważyć, że najbardziej trwałe i bolesne urazy zachowane w pamięci to sytuacje, w których jesteśmy bezbronni, którym nie możemy się przeciwstawić i – co szczególnie ważne – którym nie jesteśmy w stanie nadać sensu lub których sensu nie akceptujemy.

Zjawisko to wydaje się złożone. Nasz mózg zleca podjęcie działania tylko w takiej sytuacji, którą możemy czynnie współkształtować, w której jest szansa na
wybór działania, w której możemy walczyć, bo znamy przeciwnika. Natomiast całkiem inaczej wpływają na nas sytuacje, w których jesteśmy realnie bezradni. Wówczas pozostaje tylko uchwycić się przysłowiowej brzytwy i nadać temu, co niezrozumiałe, jakiekolwiek znaczenie. Nawet jeśli radzimy sobie z takim wydarzeniem w sposób daleki od racjonalnego rozwiązania, to jednak sposób ten nie musi być pozbawiony sensu.

Powołam się na znakomity eksperyment N. R. F. Meiera. Badacz ten uczył szczura, że jeśli skoczy z wysokiego stojaka na narysowany po prawej stronie trójkąt, to znajdzie tam smaczny pokarm, jeśli zaś skoczy na narysowane po lewej stronie koło, to boleśnie odbije się od deski i spadnie na podłogę. Szczur nie mógł długo pozostać na stojaku, gdyż dostawał uderzenie prądem. Szybko uczył się kierunku i właściwego oznaczenia nagrody. Ale to był początek. W następnym etapie eksperymentu perfidny psycholog zmieniał reguły gry i pokarm lub deska znajdowały się to za kołem, to za trójkątem, raz po lewej, a raz po prawej stronie, zupełnie przypadkowo.

W jaki sposób szczur rozwiązał ten problem? Otóż zamiast dostosować się do owej chaotycznej sytuacji i również przypadkowo miotać się w lewo albo w prawo, co nikogo nie powinno zdziwić, wybrał jeden dowolny kierunek i nie zmieniał go bez względu na sytuację. Skakał na przykład w lewo nawet wtedy, gdy usunięto zasłonę i mógł widzieć, że jedzenie jest po stronie prawej. Boleśnie uderzał o podłogę, ale kierunku nadal nie zmieniał. Bezsens? Typowa kompulsja? To obse...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy