Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PORADNIK DLA BEZRADNYCH

0 581

Jak zachować kontrolę nad własnym losem – radzi JOANNA HEIDTMAN.

Jednym całkiem dobrze się wiedzie, a mimo to popadają w depresję i poczucie beznadziejności. Innych spotyka nieszczęście, borykają się z problemami, które powinny ich zmieść niczym lawina – a oni nie poddają się losowi. Pokonują chorobę, odzyskują majątek i pozycję. Zachowują wiarę i energię do walki z przeciwnościami. I zdają się udowadniać, że „wszystko jest możliwe”. Tym, co skutecznie pozbawia nas energii i poczucia kontroli nad własnym życiem, jest wyuczona bezradność. Jak pisze Martin Seligman, „wyuczona bezradność jest poddaniem się, zaprzestaniem działania wynikającym z przekonania, że cokolwiek zrobię, nie będzie to miało żadnego znaczenia”.

W jednym z eksperymentów psy poddawano niewielkim, ale nieprzyjemnym elektrowstrząsom. Jedna grupa zwierząt mogła odnaleźć blaszkę, której naciśnięcie wyłączało mechanizm i pozwalało uniknąć wstrząsu. W drugiej grupie nie było żadnego mechanizmu umożliwiającego zwierzętom uniknięcie nieprzyjemnego bodźca. Trzecia grupa nie była poddawana żadnym wstrząsom. Następnie wszystkie psy przeniesiono do pomieszczenia, w którym również pojawiały się wstrząsy, ale wystarczyło przeskoczyć przez niską barierkę, by uniknąć bodźca. Znalezienie wyjścia z nieprzyjemnej sytuacji było więc proste, „w zasięgu łapy”. Jednak tylko część zwierząt przeskakiwała przez barierkę. Te, które wcześniej nauczono bezradności, piszczały i nie ruszały się z miejsca. Nie robiły absolutnie nic, by wydobyć się z tej nieprzyjemnej sytuacji. W pierwszej fazie eksperymentu „nauczyły się” bowiem, że przykry bodziec nadchodzi i mija bez względu na to, co robią. W drugiej fazie, choć miały możliwość działania, nie potrafiły już z niej korzystać.

Podobne eksperymenty przeprowadzono z udziałem ludzi. Bodźcem był nieprzyjemny hałas. Badani z pierwszej grupy mogli go wyłączyć, kiedy odnaleźli określoną kombinację przycisków na tablicy. Grupa druga nie miała takiej możliwości, a trzecia – kontrolna – nie była poddawana żadnemu nieprzyjemnemu bodźcowi. W drugiej części badania ci, którym w żaden sposób nie udało się wyłączyć taśmy, siedzieli biernie i nie próbowali nic zrobić, choć powiedziano im, w jaki sposób można wyłączyć dźwięk. Grupa, która w pierwszej fazie miała możliwość kontrolowania tego, co się dzieje, pozostawała aktywna. Tak samo zachowywali się badani z grupy kontrolnej. Osoby z grupy drugiej przekonywały się, że ich wysiłki nic nie dają, że ich działania nie przynoszą żadnych skutków.
Objawy syndromu wyuczonej bezradności często zbliżone są do objawów depresji. Pojawiają się: obniżony nastrój, zaburzenia apetytu, zaburzenia snu, utrata energii, obniżenie samooceny, zmniejszona zdolność myślenia i koncentracji. Przyczyną wyuczonej bezradności jest przeświadczenie osoby, że jej działania są daremne. Różnego rodzaju powtarzające się w życiu sytuacje (porażka, niepowodzenie, utrata kogoś lub czegoś) mogą wytworzyć w nas przekonanie, że „nic nie da się zrobić”. Czy wszyscy reagujemy na przeciwności tak samo? Czy wszyscy uczymy się bezradności?

We wspomnianym badaniu jedna na trzy osoby, które wcześniej stawiano w sytuacji bezradności, nie poddawała się w drugiej części eksperymentu. Z kolei jedna na dziesięć z tych, które wcześniej nie doświadczały żadnej przykrości, siedziała w drugiej części bez ruchu. Co więc – poza złym lub dobrym życiowym doświadczeniem – powoduje, że nie poddajemy się, gdy nasze działanie nie przynosi efektów, albo że zachowujemy bierność i poddajemy się? Okazuje się, że tym, co nas różni, jest styl wyjaśniania – czyli sposób, w jaki wyjaśniamy sobie, dlaczego coś się w naszym życiu wydarza. Seligman uważa, że w znacznym stopniu modyfikuje on wyuczoną bezradność. Sposób, w jaki wyjaśniamy sobie pewne zdarzenia, sprawia, że albo utrwalamy w sobie poczucie bezradności, albo mobilizujemy się do większej aktywności.

Jak uniknąć wyuczonej bezradności? Co pozwala nam zachować energię i inicjatywę konieczną do rozwiązywania problemów i niezbędną do utrzymania poczucia kontroli nad własnym losem? Okazuje się, że nieważna jest ilość problemów. Liczy się to, jak myślisz o swoich problemach. Seligman rozróżnia dwa style wyjaśniania: optymistyczny i pesymistyczny. Pierwszy pozwala traktować niepowodzenie jako chwilowy stan i mobilizować siły. Drugi powoduje, że tracimy siły i motywację, a porażka staje się pożywką dla wyuczonej bezradności.

Wyobraź sobie, że dokonałeś prezentacji przed zarządem firmy i nie poszło ci dobrze. Słuchacze byli mało zainteresowani, wątek urwał ci się kilkakrotnie podczas wystąpienia, a przygotowane materiały nie wzbudziły entuzjazmu. Możesz powiedzieć sobie: „Jestem do niczego”, „Nie nadaję się do tej pracy”, „Metody prezentacji ze szkoleń do niczego się nie przydają”, „Te prezentacje nigdy mi się nie udają”. To przykłady negatywnego stylu wyjaśniania. Ktoś, kto wyjaśnia zdarzenia w taki sposób, prowadzi destrukcyjny dialog z samym sobą. Po pierwsze, winą obarcza siebie. Po drugie, przypisuje wydarzeniom trwały charakter – sądzi, że „zawsze” tak będzie. Po trzecie, uznaje, że mają one charakter uniwersalny (pojedyncze wydarzenie uogólnia na całą swoją osobę i zdolności).
W tej samej sytuacji ktoś inny może powiedz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy