Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Pomoc pierwszej potrzeby

82

Kim jest altruista? Skąd się bierze gotowość do bezinteresownej pomocy? Czy altruizm wynika z czystego egoizmu? Jak wychować nieegoistyczne dziecko? Czym grozi udawanie samarytanina? O źródłach gotowości do bezinteresownej pomocy mówi dr Anna Szuster-Kowalewicz. Anna Szuster-Kowalewicz jest psychologiem społecznym. Pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się tożsamościowymi uwarunkowaniami pozaosobistego zaangażowania, bada mechanizmy zachowań prospołecznych. Przygotowała na ten temat rozprawę habilitacyjną.

Dorota Krzemionka-Brózda: Czym jest altruizm?
Anna Szuster-Kowalewicz: – Altruizm to zachowania, które nie są motywowane oczekiwaniem nagrody z zewnątrz. Pozostaje jednak ogromna grupa motywów i wzmocnień wewnętrznych. Na przykład mogę pomagać komuś, by poprawić sobie samopoczucie. Od świata nie oczekuję niczego w zamian za pomoc i zaangażowanie. Nikt nie musi widzieć, że coś robię dla innych. Wystarczy, że ja o tym wiem, i to stanowi źródło pozytywnych wzmocnień. Poprawia się obraz własnej osoby. Jeśli pomaganiu towarzyszy taka motywacja – nazwana przez Jerzego Karyłowskiego endocentryczną – trudno mówić o czystej bezinteresowności. Jak poznać, że pomoc nie jest motywowana takimi wewnętrznymi nagrodami? Przede wszystkim liczy się pierwsza intencja. Jeśli angażuję się w pomoc, by być w zgodzie z sobą i móc myśleć o sobie jako o porządnym człowieku, to jest to wyrafinowany wprawdzie, ale egoistyczny motyw. Jeśli natomiast najpierw pomagam, a dopiero potem mam z tego satysfakcję, to taki motyw jest nieegoistyczny.

– Jakie są źródła motywacji do zachowań altruistycznych?
– Pierwsze teorie altruizmu, które można nazwać pobudzeniowymi, zakładały, że to empatia jest pomostem pomiędzy tym, co się dzieje w człowieku obserwującym osobę znajdującą się w potrzebie, a podjęciem przez niego pomocy. Bezpośredni kontakt z czyimś cierpieniem wzbudza napięcie i tylko nieliczni wtedy nie reagują. Oczywiście to zależy też od kosztów: nie każdy, kto nie umie pływać, rzuci się na ratunek tonącemu. Współcześnie Martin Hoffman i Daniel Batson zakładają, że takie pobudzenie może być także związane z rozwojem reprezentacji poznawczych innych ludzi. Każdy z nas, jak dowiódł Jean Piaget, nabiera zdolności do decentracji, czyli przekraczania perspektywy własnej osoby. Pierwszym bytem, z którym człowiek styka się po urodzeniu, jest on sam. Najpierw tworzy się więc struktura „ja”. Potem człowiek zdobywa wiedzę o świecie i innych ludziach. To ona i związane z nią standardy pozaosobiste pozwalają mu uznać, że komuś źle się dzieje. Nie wiedziałby tego, gdyby nie miał wyobrażenia, co jest normalne dla drugiej osoby. Im bardziej rozbudowane są reprezentacje innych ludzi, tym mniej wysiłku potrzebujemy, aby zorientować się w ich sytuacji.

– No dobrze, widzę, że komuś jest źle... Czy to jednak motywuje mnie do pomocy?

– Warunkiem zaangażowania jest oczywiście ukształtowanie pewnego systemu wartości, zgodnie z którym życie innego człowieka jest wartością samą w sobie – bez względu na to, jaki ten człowiek jest. Profesor Janusz Reykowski w swojej regulacyjnej teorii osobowości jako pierwszy wskazał, że nie tylko własne „ja”, ale też reprezentacje innych ludzi mogą mieć autonomiczny status i motywować do zaangażowania. To był przełom, bo wcześniejsze teorie zakładały, że działanie na rzecz czyjegoś dobra wymaga zaangażowania własnego „ja”. Reykowski pokazał, że altruizm może być nieegoistyczny, bez miłości i poświęceń – ale za sprawą ukształtowania się reprezentacji innych jako autonomicznych bytów pojawia się motywacja do pomocy. Na przykład gdy spostrzegamy, że sytuacja drugiego człowieka odbiega od pożądanej czy normalnej. Wielu ludzi reaguje na apele i pomaga osobom, których nigdy w życiu nie zobaczą. Te nieegoistyczne motywy wynikają z wiedzy o innych ludziach.

– Czy altruizm może wynikać z czystego egoizmu?
– Dyskusja na ten temat nie jest rozstrzygnięta i być może nigdy nie będzie. Spierali się o to między innymi Robert Cialdini i Daniel Batson. Cialdini przyjął, że kierują nami motywy egoistyczne. Batson założył, że pomagając, możemy kierować się empatyczną przykrością bądź empatyczną troską. Empatyczna przykrość to stan afektywny, odczuwany jako dyskomfortowy dla obserwatora, który powstaje w wyniku obserwacji cierpienia innej osoby. Natomiast empatyczna troska jest motywem pozbawionym rysów egoistycznych. Batson diagnozował u ludzi przewagę jednego bądź drugiego motywu, a następnie konfrontował ich z czyimś cierpieniem, manipulując łatwością wycofania się z tej sytuacji. Stwierdził, że w zależności od tego, który motyw dominował – empatyczna przykrość czy empatyczna troska – ludzie różnie się zachowywali w sytuacji, gdy była możliwość łatwej ucieczki. Częściej korzystały z niej osoby, u których dominował motyw empatycznej przykrości.

– O czym świadczy ten wynik?
– Według Batsona ludziom, którzy kierują się empatyczną przykrością, wystarcza możliwość zredukowania swojego dyskomfortu psychicznego, na przykład przez wycofanie się z trudnej sytuacji. Natomiast jedynym źródłem redukcji napięcia wynikającego z empatycznej troski jest realna poprawa sytuacji innej osoby. Cialdini postanowił jednak sprawdzić, co się stanie, gdy ludziom zablokuje się szansę na poprawienie sobie samopoczucia przez angażowanie się w pomoc drugiej osobie. Poinformował badanych, że podany im preparat blokuje nastrój. Innymi słowy, że ich nastrój nie zmieni się bez względu na to, co się będzie działo. Następnie konfrontował badanych z sytuacją czyjegoś cierpienia. Wynik wskazywał, że w takich warunkach – niezależnie od rodzaju dominującego motywu – b...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy