Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

23 lutego 2016

Pokusa silniejsza niż rozum

74

Ronald Regan nie cieszył się opinią wybitnego intelektualisty. Amerykańscy studenci mawiali o nim nawet, że nie jest w stanie równocześnie iść i żuć gumy. Czynności te, każda z osobna, wymagają bowiem od niego pełnej koncentracji.

W istocie umiejętność równoczesnego wykonywania różnych działań jest koniecznością każdego żywego organizmu. Organizm najbardziej złożony – człowiek – wykonuje w każdej chwili jednocześnie wiele działań. Na przykład oddycha, poci się, myśli, spogląda na zegarek i idzie. Czasami zdarza się jednak, że człowiek musi wybierać między dwoma różnymi działaniami: nie może równocześnie napić się wódki i nie pić alkoholu, powstrzymać się od palenia i rozkoszować się wdychanym dymem, zjeść wielkie ciastko z górą bitej śmietany i utrzymywać surowej diety.

We właściwych wyborach pomagają nam podmiotowe mechanizmy samoregulacyjne. Prawidłowa samoregulacja to proces, w którym to, co sam podmiot uznaje za „obiektywnie” ważniejsze, bierze górę nad tym, co uznaje za mniej ważne. Oczywiście, nie zawsze człowiek sięgający po kieliszek alkoholu, papierosa czy wysokokaloryczne ciastko musi odczuwać jakikolwiek konflikt decyzyjny. Zda-rza się jednak, że robi on to niejako wbrew sobie, ma świadomość, że czyniąc to, postępuje niewłaściwie, a potem żałuje swego czynu. W takim właśnie przypadku mamy do czynienia z procesem zaburzenia podmiotowej samoregulacji. Nałóg jest klasycznym przykładem takiego zaburzenia: osoba czuje tu, że górę w jego działaniach biorą impulsy, pokusy, chwilowe chęci, a przegrywają prawdziwe wartości i cenione przez niego samego standardy.

Dlaczego więc ludzie nie potrafią poradzić sobie z własnymi nałogami?

Powodów jest oczywiście bardzo wiele. Tak wiele, że nawet nie podejmuję się wymienienia tu wszystkich. Skoncentruję się tylko na tych, które mają związek z zaburzeniami samoregulacji.

Samoregulacja wiąże się z posiadaniem przez działający podmiot (człowieka) pewnych standardów – wizji tego „jak powinno być”. W grę przy tym wchodzą zarówno wizje na temat tego, jaki stan byłby najlepszy (optymalny), a jaki uznać można za „jeszcze dopuszczalny”. Aby owe standardy mogły efektywnie wpływać na podejmowane przez podmiot decyzje, musi on ukierunkować na nie swoją uwagę, zdawać sobie sprawę z tego, że podjęcie określonego działania oznaczać będzie wystąpienie rozbieżności między tymi standardami a stanem faktycznym. Jeśli zaś rozbieżność taka już wystąpi, koncentracja na niej powinna motywować podmiot do jej usunięcia. Tak więc, odchudzająca się osoba zanim sięgnie po ciasteczko, powinna pomyśleć, że działanie takie jest w konflikcie z akceptowanymi przez nią standardami własnej sylwetki, jeśli natomiast już ciasteczko zjadła, to myślenie o oddaleniu się od standardów powinno zmotywować ją do spalenia kalorii, np. poprzez intensywną przebieżkę wokół domu.

Problemem, jaki często dosięga osoby pozostające pod wpływem nałogów, jest jednak tak zwane niedostateczne monitorowanie. Po papierosa, ciasteczko, piwo czy żeton w kasynie sięgają oni bowiem zazwyczaj mechanicznie i bezrefleksyjnie. Nie zastanawiają się nad tym, w jakiej relacji działania takie pozostają do akceptowanych przez nich samych standardów. Te zaś przybierają w takim przypadku formę utajoną i nie spełniają swoich funkcji.
Sprawowanie efektywnej samoregulacji wymaga pewnego wysiłku. Roy Baumeister udowodnił w serii pomysłowych eksperymentów, że właściwie każda forma podmiotowej samoregulacji wiąże się z utratą energii. W jednym z nich, na przykład, osoby badane proszone były o przybycie do laboratorium z tzw. pustym żołądkiem. W laboratorium unosił się wspaniały zapach dopiero co upieczonych ciasteczek czekoladowych. Na stole stała misa z tymi ciasteczkami i inna, wypełniona rzodkiewkami.

W zależności od warunków eksperymentalnych badanych zachęcano do zjedzenia kilku ciasteczek, prosząc o niesięganie po rzodkiewki lub – do zjedzenia kilku rzodkiewek, prosząc o niesięganie po ciasteczka. Po przedstawieniu tej instrukcji eksperymentator wychodził, pozostawiając badanego samego w laboratorium. O ile rezygnacja z rzodkiewek była dla osób badanych bardzo łatwa, to powstrzymywanie się od sięgnięcia po wspaniale pachnące ciasteczka było w istocie mało przyjemnym, i – jak zakładał Baumeister – wyczerpującym energetycznie przezwyciężeniem pokusy. W istocie, gdy obie grupy proszone były następnie o rozwiązywanie anagramów, to mniej wysiłku w to zadanie włożyły osoby, które wcześniej zwalczały w sobie pokusę sięgnięcia po zakazane ciasteczko. Zdaniem Baumeistera brakowało już im na to energii. Wyczerpanie energii to także coś, co niezwykle często towarzyszy nałogowcom. W końcu niezwykle często muszą oni zwalczać pokusy sięgania po „zakazane owoce”.

Męczyć mogą ich także niepowodzenia zawodowe, zawody miłosne, kłopoty finansowe, a także hałas czy kłopoty ze snem. Wszystko to sprawia, że w kluczowym momencie często po prostu brakuje im energii, by powiedzieć „nie”.

Wspomniane zmęczenie wiąże się też zwykle ze złym nastrojem. Ulegnięcie pokusie oznacza wprawdzie w bardziej odległej przyszłości przeżywanie silnych negatywnych emocji (poczucie winy, wstydu, uczucia własnej niskiej wartości itp.), ale w krótkiej perspektywie czasowej wiąże się z dostarczeniem sobie emocjonalnej przyjemności, wynikającej z zapalenia papierosa, wypicia piwa czy sięg-nięcia po wielki krem sułtański. W artykule opublikowanym ostatnio w „Journal of Personality and Social Psychology” Dianne Tice wraz ze swymi współpracownikami udowadnia, że ludzie bardzo często ulegają różnym pokusom dlatego, że sądzą, że dzięki temu poprawią sobie nastrój. Części uczestników eksperymentów Tice dostarczała (nieprawdziwej) informacji, że ich zły nastrój jest niezmienny – będzie się przez...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy