Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

31 maja 2019

Mam dość bycia DDA

38

Mam dość bycia DDA, ponieważ nie byłam nigdy dzieckiem. A nawet jeśli byłam, to tego nie pamiętam. Byłam tylko o rok starsza od moich najbliższych koleżanek, ale już wtedy ich mamy mówiły o mnie Duża Basia.

Nie pamiętam, żebym była beztroska – byłam zatroskana. Nie pamiętam, żebym była opieszała, niezdyscyplinowana, zbyt ciekawa, odważna. Byłam sumienna, zawsze na miejscu, akuratna, nieśmiała i taka... dobra. No i świetnie się uczyłam. Wzór... I byłam jeszcze bardzo nieszczęśliwa, bardzo samotna i bardzo się bałam. Że ojciec zabije mamę, że będzie mnie bił, że spowoduje wypadek, jak pijany będzie jechał na motorze, że znowu się zmoczę w nocy, że sąsiadka nie przyjdzie i nie odwlecze się choć na chwilę awantura, że kiedyś coś sobie zrobię, bo tego nie wytrzymam, a przecież nie mogę skrzywdzić matki i zostawić jej samej. Że Pan Bóg mi nie wybaczy tego, że wrzuciłam do stawu małe kotki, które ojciec kazał mi utopić.

Że już zawsze będę sama, bo przecież nie zasługuję na to, żeby być przez kogoś wyróżniona miłością. Mijały lata, a moja chora dusza coraz bardziej wołała o pomoc. Pamiętam, jak pierwszy raz zwymiotowałam i jak potem robiłam to latami, żeby poczuć ulgę, żeby nie bolało.

Jak bardzo nienawidziłam swojego ciała i siebie... Zamroziłam się. Potem znalazłam kogoś, w kim ulokowałam swoją ogromną miłość, całą miłość, której nie miałam komu dać. Teraz już miałam kogo kochać. Nie pytałam siebie: czy czuję się kochana?

Urodziłam dzieci – cudem zdrowe, bo moja choroba nadal trwała – one pochłonęły całą moją uwagę. Potrzebowałam dużo siły, a tej zaczynało brakować. Ciało już się poddawało, a ja nadal nie prosiłam o pomoc. Mąż udawał chyba, że nie widzi, bo nie mógł nie widzieć, ale to nie jemu pierwszemu powiedziałam, co się dzieje. Wreszcie komuś zaufałam, a on – psycholog – zajął się mną. Wylądowałam w szpitalu, zdiagnozowano to, co już było chore, wyleczono, a ja podjęłam terapię. Byłam oporną pacjentką, ale mój psycholog był bardzo cierpliwy. Kiedyś powiedziałam mu: „Czemu mnie pan po prostu nie wyrzuci?!” Odpowiedział: „A po co? Zawsze mogę to zrobić”.

Marzyłam o dniu, kiedy powiem o sobie „jestem zdrowa”. Ile czasu musi minąć bez wymiotowania, żebym mogła powiedzieć o sobie „byłam bulimiczką”? Trzy miesiące? Rok? Dwa lata? Dzisiaj już mogę powiedzieć: „Byłam bulimiczką”. Od 6 lat nie myślę o jedzeniu poza momentami, kiedy jestem głodna. Nie mogę jednak powiedzieć „byłam DDA”.

Ja jestem DDA. Ojciec umarł i już się z nim rozliczyłam. Ukoronowaniem tego był sen, który miałam już po jego śmierci. Siedzimy na trawie – tylko on i ja naprzeciw siebie. On trzyma na kolanach miskę z jedzeniem. Bierzemy palcami po kawałeczku tego czegoś – raz on, raz ja i jemy w milczeniu, patrząc sobie w oczy. Sytuacja, która za jego życia nie mogłaby mieć miejsca – zdarzyła się po jego śmierci.

Ten rozdział jest zamknięty, ale zostało coś, co bardzo trudno zmienić: nie ufam sobie. Ilekroć w życiu nie poszłam za własną intuicją, przekonywałam się, że lepiej byłoby słuchać siebie. Wielokrotnie zlekceważyłam sygnały, które „normalny człowiek” pot...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy