Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

15 grudnia 2015

Pokaż mi, w co wierzysz

12

Wierzymy w trzy podstawowe grupy sił, które decydują o losie świata i człowieka: siły wyższe, siły przypadku i siły ludzkie. Jakie są konsekwencje tych różnic w odcieniach wiary?

Gdy mówimy, że Bóg istnieje, to jest to jakiś kiepski żart. Gdy mówimy, że Boga nie ma, to jest to taki sam żart – wypowiadając te słowa Sean Penn, znany aktor, pokazuje paradoks naszej wiary, żeby nie powiedzieć pat, do jakiego nas wiedzie. Istnieje więc, czy nie istnieje? Skąd pochodzi ten boski dylemat?

Od czasów Victora Frankla, austriackiego psychiatry i twórcy logoterapii, pytanie o sens życia nabrało dynamiki zarówno w filozofii, jak i psychologii. Tę pierwszą interesuje istnienie bytu samo w sobie, tę drugą – istnienie mechanizmów poznawczych i emocjonalno-motywacyjnych, skłaniających nas do stawiania takich pytań. Jak zgrabnie ujęła to w książce Psychologia pozytywna prof. Ewa Trzebińska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, „psychologiczne podejście do duchowości nie dotyczy poznania pozafizycznych aspektów życia (…), ale sposobu, w jaki ludzie rozumieją, odczuwają i uwzględniają w działaniu transcendencję i doskonałość oraz dotyczy znaczenia, jakie to ma dla jakości życia”.

O duszy bez duchowości


Przez lata psychologia duchowości w zasadzie nie istniała. Dociekania na temat duchowej sfery człowieka były zarezerwowane jedynie dla teologii i filozofii. Ot, taki paradoks: psychologia (od psyche – dusza i logos – nauka) czyli nauka o duszy, ale bez duchowości… Owszem, już od czasów starożytnych zastanawiano się nad istotą duszy, zwłaszcza jako zasady życia, jednak bardziej pod kątem ontologicznym, metafizycznym, niż na bazie empirycznych dociekań.

Czasy współczesne, dzięki odkryciom na polu biologii, przyniosły falę kontrastujących i konkurujących ze sobą poglądów, począwszy od behawiorystów i psychologów
eksperymentalnych, którzy zanegowali istnienie duszy, poprzez psychoanalityków traktujących ją w sposób funkcjonalny (jako posługującą się mechanizmami obronnymi), po psychologów humanistycznych odwołujących się do osobowości jako duchowego podmiotu. Aktualnie w naukowych dyskusjach badacze najczęściej mówią o umyśle i świadomości osoby. Choć pojawia się wiele oryginalnych teorii, jak np. sformułowana przez sir Johna Ecclesa, australijskiego neurofizjologa i laureata Nagrody Nobla, koncepcja psychonów, czyli elementarnych jednostek mentalnych związanych z dendronami, a odpowiedzialnych za proces derandomizacji efektów kwantowych na synapsach… I w tym wszystkim ma mieszkać Bóg? Jak lapidarnie ujmuje Sławomir Mrożek: „Dusza to dziura w bycie… Niektórzy wierzą, że można przejść na drugą stronę”…

Na szczycie piramidy


Psychologia religii zwraca uwagę na to, jakie mechanizmy skłaniają ludzi do gromadzenia się wokół bóstwa oraz odprawiania ściśle określonych i narzuconych przez dogmat rytuałów. Inaczej jest z psychologią duchowości. Zainteresowanie tą dziedziną rozkwitło na Zachodzie wraz z pojawieniem się prac Abrahama Maslowa, twórcy nurtu humanistycznego w psychologii, który w swej piramidzie potrzeb uwzględnił tę najwyższą – potrzebę transcendencji. Zwrócił też uwagę na doznania szczytowe towarzyszące człowiekowi w momentach twórczego uniesienia lub poszukiwania Absolutu. Nową falę pożywki dla tego nurtu przyniósł ruch New Age, oferując – nie zawsze z dobrym skutkiem – miksturę poglądów, nierzadko wywrotowych, takich jak prekognicja, wiara w UFO czy telekineza. Zdeformowały one do pewnego stopnia społeczne rozumienie psychologii duchowości.

Dopiero pod koniec lat 90. pojawiły się próby rzetelnej empirycznej weryfikacji zjawiska duchowości. Stało się tak dzięki powstaniu metod, które przybliżały możliwość wniknięcia w duchową sferę człowieka. Dlaczego tak długo trzeba było na to czekać? Wydawało się, że „tymi sprawami” zajmuje się teologia. Nic bardziej mylnego. Psychologowie bowiem nie próbują odpowiedzieć na pytanie o powstanie i naturę świata, ale o naturę człowieka i sposoby odzwierciedlania tego, co go otacza. Pytamy zatem o systemy pojęciowe w umyśle, o uczucia z nimi związane, o motywację z nich wynikającą oraz o działanie, ku któremu nas skłaniają. A to wszystko poddaje się badaniu.

Hełm Boga

Jak można mierzyć te zjawiska? Czy da się zważyć duszę? Określić jej stan skupienia? Byli tacy, co próbowali – na przykład doktor MacDougall na początku minionego wieku, ważąc osoby tuż przed śmiercią i zaraz po niej, stwierdził, że dusza waży 21 gramów… Tyle bowiem ubywało z wagi ciała po śmierci. Albo psychiatra Walter Pahnke, który w latach 60. prowadził eksperymenty z wykorzystaniem środków halucynogennych, by wywołać u uczestników stany mistyczne. Dziś nadal trwają próby poszukiwania tzw. punktu Boga, jak to robią Danah Zohar i Ian Marshall w swojej koncepcji inteligencji duchowej, lub wzorca amplitudy fal mózgowych, który odpowiadałby przeżyciom duchowym.

Postęp technologii neuroobrazowania pozwala opisać topograficznie i funkcjonalnie to, co się dzieje w mózgu. Powstała nawet neuroteologia, która ustala związek między aktywnością mózgu, a indywidualnym doświadczeniem duchowym. Bada się głównie te osoby, które deklarują kontakt z bóstwem w modlitwie, medytacji czy transie. Pionierskie badania na ten temat prowadził w latach 80. Michael Persinger, neurobadacz z kanadyjskiego Lauretian University. Wywoływał u badanych doświadczenie analogiczne jak w stanie śmierci klinicznej. W tym celu skonstruował tzw. hełm Boga, by stymulować odpowiednie części mózgu. Eksperymenty przyniosły frapujące wyniki – stymulacja obszarów odpowiedzialnych za indukowanie odczuć religijnych powodowała uczucie jedności z Bogiem, religijnego uduchowienia – ale głównie u osób wierzących. U niewierzących w tym czasie pojawiał się stan relaksacji. Jaki wniosek wysnuli neurologowie? Że doświadczenie religijne i wiara w Boga są jedynie rezult...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy