Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Paradoksy polskiej szkoły

0 497

Z jednej strony bardzo dobry poziom kształcenia i wysokie aspiracje uczniów. Z drugiej – niedoinwestowanie i nie najlepsza opieka. Międzynarodowe raporty nie pomagają w znalezieniu odpowiedzi na pytanie: jaka jest polska edukacja?


Magdalena Nowakowska jest psychologiem, stale współpracuje z „Psychologią w Szkole” oraz miesięcznikiem „Charaktery”.

Polscy uczniowie mogą poszczycić się dobrymi osiągnięciami w zakresie czytania, interpretacji i rozumowania oraz nauk przyrodniczych. Świadczą o tym dane, zebrane w 2009 roku w ramach Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów OECD. Umiejętności naszych piętnastolatków w zakresie czytania i rozumienia są porównywalne z umiejętnościami uczniów z Finlandii, Estonii i Holandii. W przypadku nauk przyrodniczych sytuacja jest podobna, a przeciętny polski uczeń dorównuje wiedzą rówieśnikom z Wielkiej Brytanii, Słowenii, Irlandii, Belgii, Węgier czy Stanów Zjednoczonych. Nieco gorzej młodzi Polacy wypadają w matematyce, bo choć ogólny poziom ich wiedzy w tej dziedzinie porównywalny jest ze średnią OECD, to aż co piąty polski uczeń osiąga bardzo złe wyniki z tego przedmiotu.


Obiecujące jest, że nasi nastolatkowie mają wysokie aspiracje zawodowe: aż 65,6 proc. dziewcząt i 43,6 proc. chłopców w przyszłości chce być prawnikiem, urzędnikiem, menadżerem czy ogólniej ujmując profesjonalistą. W tej kwestii również plasujemy się powyżej średniej dla krajów OECD, która wynosi odpowiednio 59,8 proc. i 48,8 proc.. To tym bardziej pozytywne, że wysokie aspiracje zawodowe przekładają się na osiągnięcia edukacyjne i są silną motywacją do systematycznej, wytrwałej pracy.

Kształcimy się, ale w jakich szkołach?
Potwierdzają to dane, zaprezentowane w raporcie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) „Education at Glance 2013”. W 2011 roku ponad 40 proc. Polaków w grupie wiekowej 25–34 lata posiadało wyższe wykształcenie. To odsetek wyższy niż średnia krajów OECD i zbliżony do sytuacji w Hiszpanii, Irlandii czy Finlandii. Zdecydowanie gorzej natomiast sytuacja wygląda w przypadku osób między 35. a 64. rokiem życia – odsetek wynosi 23 proc., podczas gdy średnia europejska to ponad 30 proc. Oznacza to, że co piąty Polak, podobnie jak co piąty Słoweniec czy Grek posiada wyższe wykształcenie, które powinno pomagać w znalezieniu pracy. Jednak prognozy przedstawione w raporcie pokazują, że Polacy w niedługim czasie mogą znaleźć się w czołówce narodów najlepiej wykształconych, ponieważ bardzo szybko przybywa osób kończących wyższe uczelnie – w ciągu 15 lat (1997–2012) odsetek ten wzrósł o 13 proc., dzięki czemu Polska wyprzedza w tej dziedzinie m.in. Włochy, Portugalię, Czechy, Turcję czy Austrię.

POLECAMY


Niestety, na tym pięknym obrazie są rysy. Na początku sierpnia 2013 roku Consejo Superior de Investigaciones Cientificas (CSIC), jedna z największych na świecie instytucji zajmujących się badaniami naukometrycznymi, opublikowała ranking zawierający dane m.in. o jakości nauczania niemal wszystkich szkół wyższych na świecie. Okazało się, że aż 89 polskich uczelni znajduje się w gronie najgorszych szkół wyższych w Europie. Najwięcej ich jest w województwach: lubuskim, świętokrzyskim, mazowieckim i zachodniopomorskim. Najlepiej ocenione zostały placówki w województwach małopolskim i śląskim. Dlaczego z polskim szkolnictwem wyższym jest tak źle? I jak wygląda edukacja na niższych poziomach?

Ubodzy krewni
Przede wszystkim w Polsce na kształcenie młodych ludzi przeznaczane są niewystarczające środki finansowe, a to przekłada się na jakość edukacji. W Polsce w 2010 roku na edukację państwo wydało niecałe dziewięć tysięcy dolarów na studenta rocznie – to znacznie poniżej średniej dla krajów OECD (liderzy rankingu – Stany Zjednoczone, Kanada, Szwecja, Dania, Szwajcaria – wydają od 19 do 27 tysięcy dolarów rocznie na jednego studiującego).


Jeszcze gorzej sprawa wygląda na niższych szczeblach edukacji. Przeciętnie na jednego ucznia gimnazjum, liceum ogólnokształcącego lub szkoły zawodowej Polska przeznacza około 5,5 tysiąca dolarów rocznie, podczas gdy średnia krajów OECD wynosi ponad dziewięć tysięcy dolarów, natomiast liderzy rankingu – Luksemburg, Szwajcaria, Norwegia, USA – wspierają przeciętnego ucznia sumą od 17 do 13 tysięcy dolarów rocznie. Gorzej sytuacja przedstawia się jedynie w Turcji, Słowacji, Meksyku, Chile i na Węgrzech.
Na ucznia podstawówki przeznacza się rocznie w Polsce niecałe sześć tysięcy dolarów. I w tym wypadku średnia krajów OECD jest wyraźnie wyższa – niemal osiem tysięcy dolarów, zaś edukacyjni potentaci przeznaczają od 12 do prawie 18 tysięcy dolarów rocznie na każdego ucznia szkoły podstawowej.
Raport „Education at Glance” zawiera też inne niepokojące dane, np. z całej sumy przeznaczonej na jednego ucznia rocznie w Polsce wydaje się 0,7 proc. na dodatkową pomoc, a więc posiłki szkolne, transport uczniów do szkoły, opiekę na świetlicy itp., podczas gdy w innych krajach, np. Francji, Luksemburgu, Szwecji czy Wielkiej Brytanii, odsetek ten wynosi od 7 do 15 proc. Polska wydaje też niewiele na odpowiednie przygotowanie szkół, aby były przyjazne uczniom w różnym wieku. Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę, że aż 80 proc. szkół jest nieprzygotowanych do przyjęcia sześciolatków, m.in. ze względu na nieodpowiednie zagospodarowanie świetlic, toalet i sal informatycznych, a także brak środków na podawanie dzieciom 2–3 posiłków dziennie.

Dużo wypadków, sporo agresji
Niewystarczająca opieka i niewłaściwe wyposażenie zagrażają przede wszystkim bezpieczeństwu dzieci. Według danych zaprezentowanych w 2013 r. prze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy