Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

22 marca 2016

Para - dwoje na wulkanie uczuć

0 359

Nie czarujmy się: związek to układ. Stosujemy wobec partnera tysiące trików, mechanizmów, narzędzi kontroli i przyciągania, żeby go utrzymać przy sobie i żeby nie zostać odrzuconym, wypchniętym poza układ.

Nigdy nie wiadomo, kiedy wybu[-]chnie. Nie ma pewności, czy ledwo dostrzegalne dymy i pomruki słyszalne na całej wyspie to już pierwsze zwiastuny eksplozji, czy zwyczajne oznaki bulgoczącego wewnątrz życia. Pozornie miłe, malownicze miejsce może zmienić się w piekło, gdy z krateru wyślizgną się jęzory gorącej lawy. Donna i Steve O’Meara widzieli to na własne oczy wiele razy, bo mieszkają kilka kilometrów od źródła lawy na wyspie Hawaii na Hawajach. Można żyć na wulkanie? Donna i Steve kochają to. Od piętnastu lat są małżeństwem, a ich największą pasją i miłością są... wulkany – obserwują nie tylko aktywny do dziś Kilauea, obok którego mieszkają, ale również podróżują w najodleglejsze zakątki świata, by zajrzeć w „serca” nietypowych wulkanów. Na stronie internetowej O’Mearów ich zdjęcie – ładnej i szczęśliwej pary – kontrastuje z serią fotografii eksplodujących wulkanów – groźnych i nieobliczalnych.

Dla wulkanologów wulkan to fascynujące laboratorium życia, a dla poetów metafora miłości dwojga ludzi. Para jest jak wulkan: w stanie spoczynku, czynny lub wymarły. Związek przypomina rozedrgany krater, który za chwilę uwolni lawę miłości lub nienawiści. Intrygi, podchody, walki i rozejmy, kontrakty, pakty, manipulacje. Jakie siły tworzą tektonikę uczuć?

W gąszczu zmiennych

„Erupcja wulkanu to wydarzenie chaotyczne. Aby je przewidzieć, trzeba znać każdą zmienną”, uważa Steve O’Meara. Na szczegółową analizę zmiennych ten „poławiacz wulkanów” poświęcił ponad 20 lat. O wiele dłużej psychologowie poszukują zmiennych wywołujących erupcję uczuć w parze. Próbują odpowiedzieć na pytanie, jak to się dzieje, że choć to była miłość od pierwszego wejrzenia, choć po ślubie jedli sobie z dziobków, to po latach... ją wszystko w mężu irytuje, a on najchętniej udusiłby żonę gołymi rękami. Czy to normalne? Czy tak być musi?

Robert Sternberg, twórca trójczynnikowej koncepcji miłości wskazuje, że taka jest dynamika miłości. Tworzą ją trzy elementy: namiętność, intymność i zaangażowanie. W początkach związku – na etapie zakochania i etapie romantycznym – dominuje namiętność, ale już po kilku latach – na etapie kompletnym i przyjacielskim – za sterami związku zasiada intymność. To świetny czas dla pary, bo oboje znają już swoje mocne i słabe strony i rozumieją się bez słów. Niestety, ten etap jest również pełen szczególnych pułapek. Jeśli para w nie wpadnie, zaczynają się emocjonalne tarcia i zgrzyty.

Prof. Bogdan Wojciszke, autor wielu badań dotyczących m.in. dynamiki bliskich związków uczuciowych, w Psychologii miłości wymienia cztery najgroźniejsze pułapki intymności, czyli „niezamierzone, a często sprzeczne z naszymi zamierzeniami konsekwencje naszych działań wynikających z rzeczywistej troski o dobro naszego związku z innym człowiekiem”: pułapkę dobroczynności, pułapkę obowiązku, pułapkę bezkonfliktowości i pułapkę sprawiedliwości.

Cztery pułapki

W pułapkę dobroczynności wcale nie tak trudno wpaść. Ja chcę, by mój partner dobrze się czuł w związku, i on też szczerze pragnie sprawiać mi przyjemność. Tyle że z każdym rokiem spada nasza zdolność sprawiania przyjemności partnerowi. Musimy się coraz bardziej starać, by zdobyć jej/jego uznanie, a ona/on i tak staje się mniej czuła/czuły na nasze starania, co powoduje i potęguje w nas frustrację.

Pułapka obowiązku dotyczy osób, które swoje działania na rzecz partnera opierają przede wszystkim na uzasadnieniach zewnętrznych (nakaz moralny, przysięga małżeńska przed ołtarzem, spełnienie oczekiwań otoczenia), a nie na wewnętrznych (przyjemność bycia z partnerem). Jeśli sami postrzegamy nasze uczucia jako słabe i nieważne, to w istocie stają się one coraz słabsze. W związku opartym na samym tylko poczuciu obowiązku prędzej czy później dojdzie do wojny.

Wojna czeka też partnerów, którzy wpadli w pułapkę bezkonfliktowości. To przypadek tzw. idealnych par, które nigdy się nie kłócą. Za tą pozorną zgodnością tak naprawdę kryje się lęk przed zranieniem partnera i chęć zagwarantowania sobie świętego spokoju. Mąż pozwala żonie wychowywać ich syna według takiego modelu, jaki jej jest bliski, choć krew go zalewa, gdy widzi, co partnerka robi z dzieckiem. W zamian za to ona pozwala mu siedzieć całymi godzinami przed komputerem, choć bardzo ją irytuje, że mąż tyle czasu spędza na grze w sieci i rozmowach ze znajomymi z portali społecznościowych. Dzięki kompromisowi oboje coś dla siebie wygrywają bez konfliktu, ale ich związek staje się nijaki lub negatywny, co w obu przypadkach jest dla pary tak samo zabójcze, jak otwarte atakowanie partnera. Morton Deutsch i Peter T. Coleman wskazują, że kompromis wcale nie jest idealnym rozwiązaniem, bo każda ze stron rezygnuje z części własnych celów. Zamiast tego psychologowie proponują szukanie rozwiązań, które realizują równocześnie cele obu stron.

Równie niebezpieczna jest ostatnia wyliczana przez psychologów pułapka – pułapka sprawiedliwości, dla której pożywką jest organizująca wszelkie związki międzyludzkie reguła wzajemności. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Ile od ciebie dostanę zainteresowania, pomocy i uwagi, tyle i ja dam tobie dobrych uczuć. To samo dotyczy negatywnych uczuć: nie pomogłeś mi, więc i ja ci nie pomogę, zapomniałeś o naszej rocznicy ślubu, więc ja zapomnę o imieninach twojej matki itd... Słupki z rozliczeniami wzajemnego niezrozumienia, niewysłuchania i zaniedbania rosną. George Levinger, badacz relacji i sposobów rozwiązywania konfliktów w związkach, uważa, że już samo zastanawianie się, czy otrzymujemy od partnera tyle samo korzyści emocjonalnych, ile on dostaje od nas, jest sygnałem ostrzegawczym, że zaraz między partnerami zacznie się walka o wyrównanie rachunków.

Czemu nie gra?

Co decyduje o tym, jaką parą stanie się dwoje ludzi? Jaki wypracują kod i język intymny, charakterystyczny tylko dla nich? Psychologowie wskazują, że ogromne znaczenie mają doświadczenia z dzieciństwa, obraz rodziców – ich kłótni, sporów, zachowań w sytuacjach trudnych. Ale to nie jedyne matryce relacji. Cindy Hazan i Phillip Shaver, opierając się na słynnej teorii przywiązania Johna Bowlby’ego, wskazują, że ludzie w dorosłych związkach przywiązują się w taki sposób, w jaki związani byli we wczesnym dzieciństwie ze swoimi rodzicami (zwłaszcza matką), a więc w stylu bezpiecznym, lękowym lub unikającym.

Doświadczenie terapeutyczne Barbary E. James potwierdza tę teorię. Ona sama również uważa, że zespół zachowań sprzyjających intymności jest u każdego
wynikiem najwcześniejszych doświadczeń: „Dlatego też każde z małżonków ma inny repertuar zachowań, które dla niej lub dla niego wyrażają intymność i/lub do niej prowadzą. U wielu par te zachowania, chociaż zróżnicowane, są do siebie wystarczająco podobne, żeby partnerzy mogli po części zrozumieć «język intymny» partnera. Inne pary mogą mieć poważne problemy z przetłumaczeniem choćby tylko podstawowych elementów swojego «języka intymnego», a w niewielkiej grupie udaje się nabrać biegłości w obydwu «językach intymnych» – własnym i partnera”.

Jej zdaniem partnerzy nie stworzą dobrych intymnych relacji dopóty, dopóki nie zmierzą się z włas[-]nymi lękami, których korzenie sięgają wczesnych interakcji. Jednym z najważniejszych lęków jest lęk przed porzuceniem – tym silniejszy, im słabsze poczucie włas[-]nej ważności partnerów.

Poczucie własnej wartości i ważności to zdaniem terapeutów klucz do zrozumienia problemów z komunikacją w związku. Luciano L’Abate, założyciel Amerykańskiego Stowarzyszenia Terapii Rodzinnej, szacuje, że nawet 40 procent kobiet wychowanych jest w duchu braku poczucia własnej ważności. Takie kobiety wybierają na partnerów mężczyzn wychowanych w duchu nadmiernego poczucia własnej ważności, którzy, co ciekawe, również stanowią ok. 40 procent męskiej populacji. Połączenie braku własnej ważności z przesadnym poczuciem własnej ważności to zabójczy koktajl – partnerzy od początku mają problem z budowaniem równych, wzajemnych i intymnych relacji. Umieją posługiwać się jedynie językiem manipulacji, zemsty i gwałtowności. Ich komunikacja sprowadza się właściwie do wzajemnego odpychania się.

Władcy obecnych

To nie przypadek, że kobiety z niskim poczuciem wartości wybierają mężczyzn z przesadnie dużym poczuciem wartości. Tak jak w porzekadle – przeciwieństwa się przyciągają... I zawiązują tajny pakt, którego celem jest zaspokojenie emocjonalnych braków poprzez partnera. Ten tajny pakt, nieświadoma zmowa to tzw. koluzja, a zawierający ją partnerzy tworzą układ koluzyjny, nazwany i opisany przez Jürga Williego w jego Związku dwojga. Psychoanaliza pary. Partnerzy w koluzyjnych parach wcale nie chcą rozwiązać swoich wewnętrznych konfliktów. Prowadząc ze sobą neurotyczną grę, nie dążą do pozbycia się deficytów emocjonalnych czy urazów z dzieciństwa, wręcz przeciwnie – wspierają się, by utrzymać swoje patologie. Gdy jedno wciela się w rolę bezradnego dziecka, drugie odgrywa rolę kontrolującego i poświęcającego się opiekuna. Oboje zaś pilnują, by każde z nich zachowywało się zgodnie ze scenariuszem. I ten układ jest stabilny, ale przypomina skorupę zastygłej lawy – w takim związku nie ma szans na rozwój, życie. A i stabilność może okazać się pozorna, jeśli jedno z partnerów nauczy się zaspokajać swoje deficyty, okrzepnie i nabierze ochoty na inny scenariusz i inną rolę.

O parach, które łączą się na podstawie deficytów osobowości, pisze także Doris W. Hewitt, terapeutka rodzinna i małżeńska oraz superwizor Amerykańskiego Związku Terapeutów Małżeńskich i Rodzinnych. Jej zdaniem, liczenie na to, że nasze deficyty uzupełni partner, nie ma sensu, bo to, co początkowo przyciąga partnerów do siebie, potem z jeszcze większą siłą ich od siebie odpycha. Hewitt wskazuje, że relacje w takich parach polaryzują się w trzech głównych wymiarach: doświadczania i wyrażania emocji – kobiety wyrażają smutek i niezadowolenie, i obwiniają za to mężów, a mężczyźni unikają kontaktu z wszelkimi emocjami (wyjątkiem jest ich złość) i starają się podejść do związku oraz różnic między nimi a żonami w sposób racjonalny; samookreślenia się partnerów – jedno z nich, zwykle kobieta, podkreśla, że w ich związku jej uczucia i opinie w ogóle się nie liczą („ty jesteś ważny, ja nie”), drugie, zwykle mężczyzna, podtrzymuje przesadne poczucie włas-
nej ważności („ja jestem ważny, a ty nie”); przyznawania się, zwykle przez kobietę, bądź zaprzeczania, zwykle przez mężczyznę, własnej omylności, podatności na ciosy, posiadania potrzeb.

Te wymiary wiążą się z głównym powodem tarć w związkach: konfliktem między władzą a obecnoś[-]cią partnerów w związku. Pod pojęciem władzy terapeuci rozumieją umiejętność negocjowania działań i posiadanie (pieniędzy, dóbr), zaś obecność to bezwarunkowa miłość do siebie i partnera jako niepowtarzalnej istoty ludzkiej, bez względu na to, co każde z nich posiada lub czyni („jestem ważny, ponieważ istnieję, jesteś ważny, ponieważ istniejesz”). Partnerzy często mylą władzę z obecnością i szantażują żonę/męża: „Gdybyś mnie kochała, to zrobiłabyś to”, „Gdybyś mnie kochał, to kupiłbyś mi...”

Jak Pan ze Służącą...

Jeden z bohaterów „Manhattanu” Woody’ego Allena mówi: „Ludzie powinni dobierać się w pary na całe życie, jak gołębie albo katolicy”. Ale nawet związki, które wydają się bardzo spokojne, bezpieczne i oparte na obietnicy dozgonnego trwania, często okazują się uśpionymi wulkanami. Jeden z sześciu typów związków opisanych przez amerykańskich psychologów Everetta L. Shostroma i Jamesa J. Kavanaugh to Gołębie – choć pozornie nastawione są pokojowo, w rzeczywistości prowadzą świetnie zakamuflowaną walkę. Kierują zachowaniem partnera w szczególnie wyrafinowany sposób: są nadopiekuńcze i na każdym kroku usłużne – by wymusić na partnerze uwagę, miłość i akceptację. Stale podkreślają troskę o partnera i jednocześnie okazują swoją bezradność. W swojej grze lawirują między „Patrz, co ja dla ciebie robię...” a „Nie chcę ci sprawiać kłopotu”. Co innego Jastrzębie, czyli pary, które jawnie i bez skrupułów okazują sobie wrogość i złość. Ciągle sobie grożą, poniżają się, osądzają, kłócą się, ciągle się ze sobą konfrontują i współzawodniczą. Walcząc o miłość i podziw, nie przebierają w środkach. Mimo to terapeuci dają im większe szanse na poprawę relacji w związku niż Gołębiom. Walczące pary nie uciekają od siebie, a ich furia dowodzi, jak bardzo chcą być ze sobą.

Innego typu relacje widać w związku Wiedźmy i Czarującego Mężczyzny. Ona prezentuje siłę, atakuje partnera, dokucza mu i ciągle próbuje coś od niego wyegzekwować, on – unika konfliktu, jest uprzejmy, uległy i wyrozumiały, a gdy to nie działa, po prostu stara się nie zauważać wściekłości partnerki. Oboje poprzez swoje zachowania unikają rzeczywistych konfliktów i blokują dobrą komunikację. Podobną blokadę psychologowie dostrzegają również w związku Pana i Służącej. On jest silny, mądry, władczy, godny podziwu, ona – usłużna, skromna, żona swojego męża, zawsze w cieniu. Wejście w takie role chroni oboje przed czymś, czego bardzo się boją i czego w sobie nie akceptują: Pana – przed uzmysłowieniem sobie swojej głęboko skrywanej słabości, Służącą – przed poczuciem małej wartości („chyba jestem ważna, bo jestem mu potrzebna, kto by zadbał o jego garderobę, dopilnował terminów, umówił lekarza...”). Niektóre kobiety wcielają się natomiast w rolę Matki. Shostrom i Kavanaugh określili tego typu związki jako relacje Matka – Syn. Choć takie pary uważa się za dobrane, to jednak aż buzuje w nich od żalu, rozgoryczenia, upokorzenia i blokad. Nie mówią wprost o swoich uczuciach, uciekają w role silnej, opiekuńczej kobiety, która sama podejmuje wszystkie decyzje (jak jej matka...) i bezradnego mężczyzny, który pokazuje partnerce swoją niepewność, by nie stracić jej względów.

Względów partnerki nie chce także stracić mężczyzna w związku typu Ojciec i Lalka, choć pozornie to on gra rolę silnego, a ona rolę słabszej, zależnej od niego. Choć Ojciec udaje wspaniałomyślnego partnera, traktuje swoją kobietę jak jeszcze jedną zabawkę, nieco protekcjonalnie i lekceważąco, to jednak w gruncie rzeczy boi się, że partnerka go opuści. W ich związku to Lalka pociąga za sznurki: okazując swoją słabość, kieruje mężem. I wygrywa dla siebie coś bardzo ważnego – zmusza Ojca (tak jak swojego prawdziwego ojca w dzieciństwie) do okazywania jej uczucia i zainteresowania.

Kłótnie z Królową Śniegu

„Toż małżeństwo – nic innego jak mikrospołeczność. Gdzie i uczucia, i interesy”, napisał ostatnio na swoim blogu Andrzej Poniedzielski. Ironiczną uwagę satyryka potwierdzają badania psychologów i obserwa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy