Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Odpukać- na wszelki wypadek...

0 235

Świat może być dla człowieka jasny, prosty i przewidywalny. Może też być tajemniczy, dziwny i zaskakujący.

W jednym świecie działają siły fizyczne, przebiegają zjawiska biologiczne, zachodzą reakcje chemiczne.

W drugim istnieją siły, które powodują skutki przeczące wszelkim znanym prawom nauki. Kiedy człowiek, choćby przez chwilę, dopuszcza możliwość istnienia tych sił i próbuje wykorzystać je do własnych celów, w jego życie wkracza magia.

Jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu odpowiedź na pytanie, kto myśli i zachowuje się magicznie, wydawała się raczej prosta. Wystarczy zajrzeć do słowników psychologicznych z tamtego okresu, żeby się o tym przekonać. Pod hasłem „myślenie magiczne” czytamy: „rodzaj myślenia występującego u ludzi pierwotnych, ale również u dzieci między trzecim a siódmym rokiem życia”, „przekonanie żywione powszechnie przez ludy pierwotne oraz dzieci w wieku przedszkolnym”, „odgrywa dużą rolę u psychicznie chorych”. Myślenie magiczne było więc uważane za typowe dla ludów niecywilizowanych, a w przypadku tych cywilizowanych miało być domeną dzieci i osób psychicznie chorych.

Takie spojrzenie na myślenie magiczne zawdzięczamy wielkim teoretykom psychologii, jakimi niewątpliwie byli Zyg-munt Freud i Jean Piaget. Freud dowodził, że dzieci są narcystyczne, a narcyzm, czyli głębokie przekonanie o własnej wszechmocy, jest naturalnym źródłem myślenia magicznego. Dziecko wierzy bowiem nie tylko w moc własnych działań, ale i myśli. Z narcyzmu nigdy nie wyrastają neurotycy. To oni, już jako osoby dorosłe, próbują myślą zmieniać rzeczywis- tość. Ich natręctwa, zdaniem Freuda, to nic innego, jak „czary” ochronne mające odeprzeć nadchodzące nieszczęścia. Nie mniejszą rolę odegrała koncepcja Jeana Piageta. Dla Piageta ten typ myślenia również miał być charakterystyczny dla dzieci, ale z innego powodu, niż postulował ojciec psychoanalizy. Piaget sądził, że dzieci nie potrafią odróżniać świata wewnętrznego od świata zewnętrznego, zjawisk fizycznych od psychicznych, nazwy od przedmiotu. Z tego powodu wierzą, że myśli, życzenia, słowa, gesty bezpośrednio powodują zmiany w rzeczywistości.

Ludzie dorośli mogą myśleć magicznie tylko w wyjątkowych okolicznoś-ciach. Dzieje się tak wtedy, kiedy jak u dzieci, granica między własnym „ja” a światem zewnętrznym staje się chwilowo płynna: gdy czegoś bardzo pragną, przeżywają niepokój lub mimowolnie kogoś naśladują (np. kiedy ktoś ma zatkany nos, wycierają swój własny, żeby oswobodzić nos tej osoby). U osób chorych psychicznie granica między światem zewnętrznym i wewnętrznym jest zatarta na stałe i oni mają prawo myśleć magicznie cały czas.

Tymczasem, wbrew poglądom Freuda i Piageta, coraz więcej danych wskazuje, że dzieci myślą magicznie znacznie rzadziej, a dorośli znacznie częściej, niż można by się spodziewać na podstawie ich teorii. Coraz więcej jest dowodów, że wiara w zjawiska i siły nadprzyrodzone i możliwość wpływania na nie to zjawisko całkiem pospolite. Myślenie magiczne przybiera bardzo różne formy, bo ludzie na różne sposoby próbują tajemnicze siły ujarzmić. Przekonania magiczne najczęś-ciej dotyczą oddziaływania za pomocą myśli, życzeń, słów, rysunków, gestów. Jak łatwo zauważyć, idea jest taka, że pewne symboliczne działania mają powodować rzeczywiste zmiany w otaczającym świecie. To, jaka konkretnie myśl lub jaki gest ma spowodować określony skutek, w wielu przypadkach nie jest jedynie wynikiem zbiegu okoliczności. Słynny antropolog James Frazer twierdził, że magią rządzą dwie reguły: zasada styczności i zasada podobieństwa.

Zgodnie z zasadą styczności – rzeczy, które były ze sobą w styczności, nadal pozostają ze sobą w związku i to, co robimy z jedną z tych rzeczy, wpływa na drugą. Dlatego, żeby zyskać nad kimś władzę, warto postarać się o coś, co do niego należało: włosy, obrzynki paznokci, część garderoby. A kiedy czujemy wyrzuty sumienia, bo nie otaczamy należytym szacunkiem pamiątek po zmarłych (choć im zapewne wszystko jedno), to ten fakt również może być efektem działania tej zasady.

Zasada podobieństwa mówi, że podobne powoduje podobne, czyli oddziaływania na pewien obiekt przynoszą skutki również w odniesieniu do obiektów podobnych. Kiedy rozczarowana dziewczyna drze na strzępy zdjęcie byłego ukochanego, a potem, żeby zemsta była jeszcze słodsza, wyrzuca te strzępy do śmietnika, to mamy do czynienia z ucieleśnieniem zasady podobieństwa. Podobnie wtedy, gdy ktoś z satysfakcją niszczy pomniki niechcianej władzy lub pluje na ekran telewizora za każdym razem, kiedy zobaczy na nim znienawidzonego polityka.

Zasada podobieństwa przypomina to, co w psychologii nazywane jest heurystyką reprezentatywności. Ta prosta reguła myślenia każe człowiekowi z charakteru skutków wnioskować o charakterze przyczyn. Charakterystyczna jest dla myślenia człowieka w ogóle i nic dziwnego, że czasem występuje również na usługach magii. Podobno aż do końca osiemnastego wieku wpajano medykom „doktrynę oznaczeń”. Uczono ich mianowicie, że płuca lisa są doskonałym lekarstwem na astmę, bo lis posiada wyjątkowo sprawny układ oddechowy, a kurkuma ma barwę żółtą, więc znajdzie zastosowanie w leczeniu żółtaczki. W wielu powszechnie znanych przesądach również można wytropić działanie heurystyki reprezentatywności. Mat-ka, która urodziła dziecko z brązowym znamieniem, zapewne w czasie ciąży przestraszyła się myszy, a ta, której dziecko było oplątane pępowiną, wieszała na szyi korale, łańcuszek, centymetr krawiecki lub coś podobnego.

Pomysł Frazera wyodrębnienia zasad rządzących magią, wydał się niektórym badaczom na tyle atrakcyjny, że i na gruncie psychologii powstały badania odwołujące się do jego koncepcji. Próbowano sprawdzić, czy owe zasady obowiązują w myśleniu magicznym cywilizowanych dorosłych. W jednym z eksperymentów zadaniem osób badanych było rzuca...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy