Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

17 grudnia 2015

Odnaleźć swoją Siłę

9

Punktem wyjścia w radzeniu sobie z traumą jest uszanowanie jej, uznanie, że miała miejsce i że niesie ze sobą pewne skutki. Dopiero wtedy można uwolnić się z sideł przeszłości, docenić teraźniejszość i ruszyć dalej, ku przyszłości.

W życiu stopniowo uczymy się radzić sobie z wieloma stresorami. Uczestnicząc w sytuacjach stresujących, oswajamy się z nimi i uczymy radzić sobie z tym, czego doświadczamy. Podchodząc do kolejnych egzaminów – w szkole, na studiach, zawodowych, na prawo jazdy – nie denerwujemy się tak, jak za pierwszym razem. Wiemy, jak się wyciszyć, jak zapobiec tremie, jak wykorzystać korzystne pobudzenie organizmu. A może dochodzimy po prostu do wniosku, że są ważniejsze sprawy, więc nie warto tak się przejmować.

Są jednak stresory, z którymi nie potrafimy sobie poradzić, takie, które wymagają zaangażowania wszystkich dostępnych zasobów, a mimo to przekraczają nasze zdolności radzenia sobie. Wypadek, śmierć bliskiej osoby, choroba, pożar, który zabiera dorobek całego życia, wojna, doznanie przemocy, napaść, gwałt – to tylko niektóre ze zdarzeń wywołujących ekstremalny stres i mogących zadać bardzo trudną do leczenia ranę. Psychologowie i psychiatrzy nazywają je zdarzeniami traumatycznymi, a stres wywołany nimi – stresem posttraumatycznym.

To zbyt wiele

Prof. Philip Zimbardo, twórca koncepcji perspektyw czasu, oraz jego współpracownicy Richard i Rosemary Sword w książce Siła czasu opowiadają historię Kary. Miała czterdzieści pięć lat, była żoną Buda. Nie mieli dzieci. Była zadowolona ze swojego życia, razem z mężem starali się czerpać z niego jak najwięcej przyjemności. Bardzo też lubiła swoją pracę w wydziale drogowym Departamentu Transportu Stanu Alaska. Do jej zadań należało holowanie tablicy sygnalizacyjnej nakazującej zmianę pasa jazdy podczas robót drogowych. Pewnego dnia wszystko się zmieniło: młoda kobieta, jadąca z nadmierną prędkością, wjechała w samochód Kary, który wskutek uderzenia wyleciał w górę, po czym dachował. Współpracownicy rzucili się Karze na pomoc. Była ranna, ale żyła. Czuła, że doznała poważnego urazu wielu części ciała, jednak za wszelką cenę chciała wydostać się z samochodu, żeby sprawdzić, co z kierowcą, który spowodował wypadek. Udało się jej przeciąć pasy nożem kieszonkowym. Wyczołgała się z auta, po czym przebiła przez tłum gapiów, by zobaczyć drugi samochód. Prowadząca go kobieta nie przeżyła. Osierociła małe dziecko. Jak się dowiedziała Kara, była też w ciąży.

Wypadek zmienił życie Kary. Pod względem fizycznym dość szybko doszła do siebie, ale rany psychiczne okazały się głębsze. Kara cierpiała na poważny zespół stresu pourazowego (ang. post-traumatic stress disorder, PTSD), a terapeuta był bardzo zaniepokojony jej stanem.

Trzęsienie ziemi

Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne definiuje zdarzenie traumatyczne jako zdarzenie związane ze śmiercią, zagrożeniem życia lub poważnym zranieniem, naruszeniem integralności fizycznej. Osoba uczestniczy w nim bezpośrednio lub jest jego świadkiem, wywołuje ono w niej strach, przerażenie lub poczucie bezradności. Jak podkreśla prof. Ronnie Janoff-Bulman z University of Massachusetts w Amherst, zdarzenie takie wystawia na próbę to, jak dana osoba rozumie świat i swoje miejsce w nim. Badacze zjawiska wzrostu potraumatycznego Richard Tedeschi i Lawrence Calhoun, profesorowie psychologii z University of North Carolina w Charlotte, porównują traumę do skutków trzęsienia ziemi, jest ona bowiem wywołana zdarzeniem, które wstrząsa całym światem osoby, zagraża mu, może
go obrócić w gruzy.

Osoba, która przeżyła traumatyczne wydarzenie, w myślach wciąż je przeżywa, wciąż na nowo doświadcza emocji z przeszłości. Nieustannie zadaje sobie pytanie: Dlaczego ja? Mogą ją dręczyć koszmary związane ze zdarzeniem, a jakiekolwiek sygnały przypominające o tym, co miało miejsce, wywołują ogromne cierpienie, ponad jej siły. Nic dziwnego, że stara się unikać wszystkiego, co może przypomnieć o przeszłości: ludzi, miejsc, rozmów. Może mieć poczucie, że nic jej już w życiu nie czeka dobrego, że nie ma przed nią przyszłości.

Philip Zimbardo wyjaśnia zespół stresu pourazowego w kategoriach stworzonej przez siebie koncepcji orientacji czasowych. Według niego osoba, która doświadczyła PTSD, tkwi w negatywnej przeszłości i nie potrafi sobie z nią poradzić. Dlatego wielu żołnierzy, którzy byli na misji, nie potrafi powrócić do wcześniejszego życia. – Wciąż do nich wracają wspomnienia traumatycznych chwil: zabijali, widzieli, jak giną ich przyjaciele, byli świadkami okropnych czynów. Mają uraz psychiczny. Nie mogą usunąć tych obrazów z umysłu. One wciąż powracają, wywołując lęk i przygnębienie, bezradność. W efekcie nie są w stanie pracować, okazują złość najbliższym, którzy próbują im pomóc. Nie potrafią sobie poradzić z przeszłością – wyjaśnia Zimbardo.

Kara, podobnie jak żołnierze, o których mówi Zimbardo, została uwięziona w pułapce czasu – nie mogła przestać myśleć o wypadku i młodej matce, która straciła wtedy życie. Targało nią poczucie winy, że to ona ocalała. Czuła, że nie zasługuje już na nic dobrego w życiu.

Fakt z codzienności

Cierpienie często przychodzi znienacka. To zrządzenie losu. Nie mamy kontroli nad zdarzeniami, które je wywołują. Gdybyśmy ją mieli, cierpienie nie byłoby pewnie tak silne, wiedzielibyśmy bowiem, że zrobiliśmy wszystko, by katastrofie zapobiec.

Gdy coś dzieje się znienacka, nie mamy nad tym kontroli, nie jesteśmy w stanie nikogo obwinić, albo nie wiemy, kogo należałoby obarczyć winą. Mamy tendencję do szukania wyjaśnień, przyczyn, chcemy wiedzieć, dlaczego coś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy